poniedziałek, 21 listopada 2011

Leki z przydrożnej apteki - rośliny przyprawowe i ich praktyczne wykorzystanie w fitoterapii

Zbliża się zima, a co za tym idzie wykopywanie korzeni roślin staje się coraz trudniejsze. Dlatego pomyślałem, aby opisać pospolite rośliny przyprawowe i możliwości ich wykorzystania w konkretnych celach leczniczych. Często nie zdajemy sobie sprawy, że w naszej kuchni znajdują się pełnoprawne leki roślinne. Jedynym warunkiem ich skuteczności, jest prawidłowe przyrządzenie oraz dobra jakość surowca.

 Papryka ostra (łac. Capsicum annuum)

Owocu tej tropikalnej rośliny często używamy w kuchni. Do Europy przywędrowała za sprawą Krzysztofa Kolumba w XVI wieku. Aztekowie od czasów starożytnych uprawiali ją jako narzędzie medyczne oraz ochronne (wytwarzano drażniące proszki). Surowcem leczniczym jest owoc ostrej papryki. Jego właściwości uzależnione są od mocy surowca w przeliczeniu na zawartość kapsaicyny. W fitoterapii stosuje się więc najmocniejsze odmiany papryczek, zawierających znaczne ilości owej substancji oraz kilku innych m.in. witaminy C, której zawartość czasami jest bardzo wysoka. Leki z ostrej papryki wykonujemy więc z tych najbardziej pikantnych.

Kapsaicyna jest substancją fenyloalkiloaminową zaliczaną do alkaloidów. Występuje również w owocach pieprzowca rocznego (papryki), gdzie występuje obok pokrewnych kapsicinoidów. Jest substancją silnie drażniącą skórę, ale nie wywołującą nekroz. Drażni receptory bólowe i termiczne, uwalnia dekapeptydy (neuroprzekaźniki bólu) wywołując podrażnienie i pieczenie. Przez pobudzanie receptorów termicznych wywołuje przekrwienie oraz uwolnienie substancji rozszerzających naczynia m.in. histaminy. Pobudza wydzielanie soków trawiennych wraz z perystaltyką. Jako środek miejscowy wykorzystywana była w neuralgiach. Drażniące właściwości kapsaicyny wykorzystywano do sporządzania gazów i proszków obronnych.

Przepis na lek:
Wyciąg olejowy z ostrej papryki (Extractum oleum Capsici) - 0,3-0,5 kg owoców starannie rozdrabniamy, tworząc jednolitą papkę. Następnie pokrapiamy wódką lub spirytusem i odczekujemy 10 minut. Rozgrzanym olejem lub oliwą zalewamy surowiec w równej części. Szczelnie zamykamy i odstawiamy w ciemne miejsce. Dla ustabilizowania wyciągu możemy dodać trochę wódki lub gliceryny. Po około 2-3 dniach wyciąg jest gotowy do użytku.

Działanie:
Preparat przyjęty doustnie pobudza i reguluje przemianę materii, krążenie krwi, wzmaga wentylację płuc, rozszerza przewody zatokowe oraz działa moczopędnie i napotnie. Większe dawki lub regularne przyjmowanie ostrej papryki zwiększa popęd płciowy, ułatwia detoksykację, stymuluje układ odpornościowy oraz system GALT w układzie pokarmowym. Saponiny i pochodne kapsaicyny są zabójcze dla wielu niekorzystnych bakterii i drożdżaków przewodu pokarmowego (wg Dr Różańskiego hamują E.coli, Salmonellę, Sighellę i Candida). Zewnętrznie nadaje się do wcierań w bólach neuralgicznych i reumatycznych. Powoduje podrażnienie i przekrwienie skóry, usprawniając również krążenie żylne.

Dawkowanie:
Przyjmujemy po 2-3 łyżki 2-3 razy dziennie doustnie, aby uzyskać działanie ogólnie rozgrzewające, euforyzujące, wzmacniające oraz napotne przy osłabieniu, przeziębieniu, nerwobólach, infekcjach dróg oddechowych, gorączce, zaburzeniach trawiennych i jelitowych. Zewnętrznie w formie nacierań nadaje się na bóle stawów, mięśniobóle, zmiany skórne i trudno gojące się rany jako środek odkażający i stymulujący regenerację skóry.

UWAGA! Ostrej papryki nie możemy podawać dzieciom poniżej 12 roku życia oraz kobietom w ciąży i w czasie karmienia. Saponiny i kapsaicyna przenikają bowiem do mleka i mogą spowodować nagłą śmierć niemowlęcia, a u dzieci starszych wywołać silne zatrucie i alergię pokarmową.
 
 Majeran ogrodowy (łac. Origanum majorana=Majorana hortensis)
 
Jest to roślina pochodząca z południowo-wschodnich rejonów Morza śródziemnego oraz południowej Azji. Dzisiaj na szeroką skalę uprawia się ją we wszystkich krajach o klimacie umiarkowanym bądź ciepłym. Bardzo często surowca, którym jest ziele majeranku, używamy w kuchni jako przyprawę do serów, kiełbas, sałatek czy zup. Oczywiście najbardziej wartościowe jest świeże ziele, ale suszone również działa. Najlepiej kupować jednolity, nierozdrobniony surowiec. Majeranek ma udokumentowane naukowo wszechstronne właściwości lecznicze.

Przepis na lek:
Napar majerankowy (Infusum Majoranae) - 2,5-5g świeżego lub suchego rozdrobnionego ziela zalewamy szklanką wrzącej wody. Odstawiamy na około 15 minut pod przykryciem.

Działanie:
Dawniej majeranek był ważnym lekiem medycyny oficjalnej, obecnie coraz częściej lekceważonym lub pomijanym. Napar podany doustnie leczy zaburzenia trawienne różnego typu, w tym niestrawność, wzdęcia, biegunkę, brak apetytu, czy skurcze żołądka. Jest skuteczny w fitoterapeutycznym leczeniu stanów zapalnych gardła, oskrzeli i krtani. Ułatwia wydalanie zalegającej flegmy oraz działa napotnie i moczopędnie. Zewnętrznie okłady z mocnych naparów działają silnie przeciwzapalnie na skórę, błony śluzowe i oczy. Możemy przemywać skórę ze skłonnością do łojotoku, wypryskami, plamkami, przebarwieniami, a także nadmierną pigmentacją (doustnie i zewnętrznie).

Dawkowanie:
Majeranek to bezpieczna roślina. Napary słabsze (1-2 łyżki) są skuteczne w lekkich zaburzeniach trawiennych i skąpomoczu. Napary mocne (3-5 łyżek) przyjmowane 3-4 razy dziennie po szklance leczą nieżyty jelita cienkiego, grubego oraz żołądka. Bardzo wartościowy przy przeziębieniu, grypie, zapaleniu oskrzeli, anginie, schorzeniach układu pokarmowego i moczowego. Ekstrakt z majeranku stabilizowany alkoholem usuwa wirusy opryszczki, a także działa neuroprotekcyjnie.
 
 Imbir lekarski (łac. Zingiber officinale)

To bylina dorastająca do 1,3 metra wysokości o długich, lancetowatych liściach. Jego krajem pochodzenia jest najprawdopodobniej Malezja. Uprawia się go w krajach tropikalnych i zbiera po roku wegetacji. Surowcem jest kłącze imbiru, które jest wszechstronnym i pewnym w działaniu lekiem. Ektrakt z imbiru wchodzi w skład wielu nowoczesnych leków stosowanych w chorobach reumatycznych, goścowych, a także stanach zapalnych mięśni i nerwów. Kłącze często wykorzystujemy w naszej kuchni i nietrudno kupić je w sklepie.

Przepis na lek:
Odwar z kłączy imbiru (Decoctum Zingiberis) - 1-2 łyżki poszatkowanego lub sproszkowanego kłącza zalewamy szklanką wody i gotujemy 5-10 minut. Następnie odstawiamy na około 30 minut pod przykryciem. Wyparowaną wodę możemy uzupełnić wrzątkiem.

Działanie:
Odwar przyjmowany doustnie regularnie i przez długi okres (2-3 miesiące i więcej) zmniejsza obrzęki i wysięk podczas choroby reumatycznej, a także działa przeciwbólowo. Ponadto wyciągi wodne mają długą tradycję w leczeniu zaburzeń czynnościowych układu pokarmowego np. wzdęć, zaparć, nudności. Mocne odwary wykazują również działanie przeciwpasożytnicze, przeciwwirusowe, antybakteryjne, przeciwrzodowe, przeciwgorączkowe, rozgrzewające i znieczulające. Imbir obniża stężenie cholesterolu we krwi. Składniki chemiczne kłącza wywierają silne działanie przeciwwymiotne, dlatego doskonale nadają się do leczenia choroby lokomocyjnej. W badaniach wykazano, że imbir przewyższa w działaniu dimenhydrynat (Aviomarin).

Dawkowanie:
Pijemy po 50-100 ml odwaru kilka razy dziennie w zaburzeniach trawienia, pasożytniczych chorobach układu pokarmowego, przeziębieniu, gorączce, schorzeniach o podłożu reumatycznym. W chorobie lokomocyjnej pijemy szklankę odwaru przed podróżą. Możemy odwar wprowadzać do nosa (kilka kropli) 5-6 razy dziennie przy nieżycie nosa i katarze.
 
 Bazylia pospolita (łac. Ocimum basilicum)

To jedna z najpopularniejszych przypraw używanych w kuchni. Pochodzi z tropikalnych części Azji i Afryki, a zdziczała w Europie Południowej. Na większą skalę uprawia się ją w Ameryce Południowej oraz wielu krajach o klimacie ciepłym i umiarkowanym. Surowcem oficjalnym jest ziele bazylii, choć w handlu dostaniemy również liście, korzeń, nasiona i olejek. Najbardziej wartościowe jest ziele całe do samodzielnego rozdrobnienia. Zmielona bazylia nie ma już zastosowania leczniczego.

Przepis na lek:
Napar z ziela bazylii (Infusum Bassilici) - 1-2 łyżki świeżego lub suchego ziela rozdrabniamy i zalewamy szklanką wrzątku. Zostawiamy na około 20 minut pod przykryciem.

Działanie:
Napar wywiera działanie żółcipędne, poprawiające trawienie, przyswajanie składników pokarmowych, zwiększa apetyt i diurezę. W dużych dawkach działa pierwotniakobójczo, fungistatycznie oraz mukokinetycznie, czyli ułatwia wydalanie zalegającej wydzieliny w drogach oddechowych. Napar bazyliowy jest skutecznym lekiem przy wzdęciach, zaparciach, atonii jelitowej, wspomagająco w przeziębieniach. Ponadto pobudza produkcję soku żołądkowego, trzustkowego, jelitowego oraz śliny.

Dawkowanie:
Możemy pić szklankę naparu 3-4 razy dziennie przy wyżej wymienienionych przypadłościach. Poza tym w formie płukanek (najlepiej z dodatkiem olejku bazyliowego) przy infekcjach bakteryjnych gardła, chrypce, suchym i mokrym kaszlu. Ze względu na pewne obostrzenia ze strony Komisji E kuracji nie należy prowadzić zbyt długo.
 
 Chrzan pospolity (łac. Armoracia lapathifolia=Cochlearia armoracia)

Jest to roślina uprawiana od przeszło 2000 lat. W Polsce była cenionym lekiem już od XII wieku. Chrzan jest jedną z najstarszych rodzimych przypraw, a w medycynie ludowej oraz dawnej to wszechstronny surowiec na wiele przypadłości. Do celów medycznych używa się korzenia i liści chrzanu. Najbardziej wartościowe są świeże korzenie.

Przepis na lek:
Syrop chrzanowy (Sirupus Armoraci) - 200g świeżego korzenia ucieramy, a następnie dodajemy pół szklanki przegotowanej i ostudzonej wody. Płyn zostawiamy na około godzinę pod przykryciem. Całość przecedzamy i upewniamy się, że wycisnęliśmy z surowca wszystko. Następnie dodajemy dwa kieliszki wódki i 100g miodu. Starannie mieszamy i trzymamy w szczelnej buteleczce w ciemnym miejscu.

Działanie:
Syrop działa wykrztuśnie i odkaża górne drogi oddechowe. Dzięki sporej koncentracji witaminy C w korzeniu można go stosować jako lek ogólnoustrojowo immunostymulujący, dzięki czemu będzie skuteczny w pierwszych objawach przeziębienia, osłabieniu, przy szkorbucie. Częste i regularne przyjmowanie preparatu powinno przynieść ulgę w uporczywym kaszlu, zapaleniu oskrzeli lub krtani. Ponadto w większej dawce pobudzi wydzielanie soków trawiennych i ułatwi przyswajanie pokarmów oraz przemianę materii.

Dawkowanie:
Przyjmujemy kilka razy dziennie po 1-2 łyżki stołowe (dzieci: po 1-2 łyżeczki) w infekcjach gardła, nieżycie górnych dróg oddechowym, kaszlu, zaflegmieniu. Korzeń świeży starannie starty w postaci okładów lub maceratu jest bardzo cennym lekiem w profilaktyce zakażeń układu moczowo-płciowego. Zewnętrznie w formie okładów uzyskamy działanie wybielające skórę, hamujące na grzyby i bakterię, odkażające oraz poprawiające miejscowo krążenie krwi. Okłady rozgrzewające wskazane są przy bólach reumatycznych, stawów, mięśni, nerwobólach, krwiakach, obrzękach (przed nałożeniem preparatu najlepiej posmarować skórę wazeliną lub tłuszczem).
 
 Biedrzeniec anyż (łac. Pimpinella anisum)

Anyż jest rośliną miododajną o charakterystycznym słodkawo-korzennym zapachu, podobnym do kopru włoskiego. Pochodzi z Egiptu i Azji Mniejszej, gdzie od paru tysięcy lat jest uprawiany. Anyż jest również cenną przyprawą stosowaną do ciast, czy produkcji wódki i likierów. Surowcem leczniczym są owoce, które należy przechowywać w szczelnych opakowaniach, w miejscach suchych i chłodnych. W medycynie ludowej był to środek na wiele chorób i przypisywano mu cudowne właściwości.

Przepis na lek:
Napar anyżowy (Infusum Anisi) - 1 łyżkę rozdrobnionych owoców zalewamy szklanką wrzącej wody lub mleka. Zostawiamy pod przykryciem na około 20-25 minut.

Działanie:
Podstawowym działaniem wyciągów z anyżu są właściwości wykrztuśne i rozszerzające oskrzela pomocne w nieżytach gardła i oskrzeli z zalegającą gęstą wydzieliną lub uporczywym kaszlem. Ponadto napar jest lekiem mukolitycznym, czyli pobudzającym wydzielanie śluzu. Ważne jest też działanie preparatu na układ pokarmowy. Anyż wywiera wpływ rozkurczowy na mięśnie gładkie tegoż układu, wiatropędny, poprawia trawienie, może znosić bóle brzucha, jelit wraz ze wzdęciami, hamuje fermentację i procesy gnicia w jelicie grubym oraz wzmaga laktację. Naparu możemy używać do płukania gardła przy nieprzyjemnym zapachu, refluksie żołądkowym (picie i płukanki), infekcjach i zakażeniach jamy ustnej, dziąseł i gardła.

Dawkowanie:
Pijemy kilka razy w ciągu dnia po 50-100 ml w chorobach układu oddechowego. 4-5 razy dziennie po 100 ml w kaszlu, zaflegmieniu, zaburzeniach trawienia (przed jedzeniem), braku apetytu, skąpej laktacji u karmiących matek, jako środek wykrztuśny (po jedzeniu). Olejek eteryczny anyżowy działa antyandrogennie i przeciwtrądzikowo.
 
 Koper włoski (łac. Foeniculum capillaceum=Foeoniculum vulgare)

To jedna z najstarszych roślin leczniczych świata. Używano jej w medycynie chińskiej, staroegipskiej, rzymskiej, greckiej i arabskiej. Stosowano ją głównie w leczeniu schorzeń układu pokarmowego, a ponadto od starożytności uznawano koper za lekarstwo na oczy. Obecnie uprawia się go w całej Europie. To popularna roślina przyprawowa, a także lecznicza. Surowcem medycznym jest owoc. Należy przechowywać je w szczelnych naczyniach. Podobnie działa uprawiany w Polsce koper ogrodowy.

Przepis na lek:
Nalewka koprowa (Tinctura Foeniculi) - przygotowujemy zalewając 1 część rozdrobnionych owoców 3 lub 5 częściami alkoholu 50-70%. Macerować minimum 7-12 dni w ciemnym miejscu.

Działanie:
Przy regularnym i długotrwałym zażywaniu wyciągów alkoholowych z kopru otrzymamy działanie estrogenne i antyandrogenne, a także wzmagające miesiączkowanie. W użytku zewnętrznym i wewnętrznym hamuje wpływ androgenów na skórę i włosy, dzięki czemu preparat będzie skuteczny przy zniszczonych włosach i łysieniu. Lek przyczynia się do lepszego nawilżenia i ogólnego poprawienia wyglądu skóry oraz regeneruje mieszki włosowe. Ponadto pomaga usunąć śluzową wydzielinę z oskrzeli, działa wzmacniająco, pobudza psychicznie i hamuje infekcje bakteryjne i grzybicze w układzie pokarmowym i oddechowym. Wyciągi wodno-alkoholowe z kopru to również sprawdzony środek przy zaburzeniach trawienia, hamujący fermentację w jelitach, a także atoniczność i zaparcia.

Dawkowanie:
Przyjmujemy 3-4 razy dziennie po 30-40 kropel w zaburzeniach trawiennych, celem pobudzenia przemiany materii, nadmiarze androgenów u kobiet i mężczyzn (doustnie i zewnętrznie wcierając w skórę głowy w łysieniu), skąpej laktacji i miesiączce, nieżytach układu oddechowego, dychawicy oskrzelowej, chrypce, kaszlu, stanach depresyjnych. Dla wzmocnienia efektu leczniczego i antyandrogennego dobrze do nalewki dodać 1 część olejku eterycznego koprowego. Po rozcieńczeniu w 5 częściach wody destylowanej otrzymamy słynną wodę oczną Romershausena do leczenia zapalenia spojówek, oka, brzegu powiek oraz wzmacniającą wzrok.

UWAGA! Koper nasila działanie promieni słonecznych. Kiedy zamierzamy się opalać nie należy przyjmować przetworów tej rośliny.

 Tymianek właściwy (łac. Thymus vulgaris)

Popularna przyprawa do wielu potraw, a także cenny środek leczniczy. Pochodzi z krajów śródziemnomorskich. Obecnie powszechnie uprawiana w Europie m.in. w Polsce. Był znany już od starożytności. W Egipcie dodawano go do kadzideł i używano przy procesie balsamowania zwłok. W Grecji i Rzymie tymianek stosowano jako roślinę obrzędową, nadając mu symbol sił witalnych i odwagi. W średniowieczu był amuletem rycerskim. W naszym kraju w stanie dzikim rośnie macierzanka piaskowa, która uważana jest za odpowiednik tymianku pod kątem właściwości leczniczych. Surowcem jest ziele, najbardziej wartościowe w stanie świeżym. Jeśli jest taka możliwość kupujemy jednorodne do samodzielnego rozdrobnienia bezpośrednio przed obróbką.

Przepis na lek:
Napar tymiankowy (Infusum Thymi) - 1 łyżka rozdrobnionego ziela na szklankę wrzątku. Parzymy pod przykryciem około 15-20 minut.

Działanie:
Napar jest typowym środkiem wykrztuśnym, napotnym, przeciwbakteryjnym, ochronnym na miąższ wątroby,osłaniającym na górne drogi oddechowe. Będzie pomocny przy kaszlu, chrypce, zaflegmieniu, chorobach bakteryjnych i schorzeniach układu moczowego. Mocny napar regeneruje błony śluzowe i pobudza krążenie krwi w układzie pokarmowym.

Dawkowanie:
Bezpieczną dawką jest przyjmowanie małych porcji 1-2 szklanek naparu w ciągu dnia jako lek przy przeziębieniu, wykrztuśny, rozkurczowy, napotny, antyhepatotoksyczny, uspokajający, wzmacniający i regulujący trawienie. Ekstrakt z tymianku wchodzi w skład wielu aptecznych leków, tabletek do ssania ze wskazaniem na nieżyty górnych dróg oddechowych.

 Pietruszka zwyczajna (łac. Petroselinum sativum)

Od wieków uprawia się ją i rozpowszechnia w Europie. W Polsce jest częstym gościem przydomowych ogrodów, dzięki czemu pietruszka jest lubianą przyprawą, dodatkiem do zup lub kanapek. Był to również ważny lek medycyny dawnej. Obecnie w skład nowoczesnych preparatów moczopędnych i przeciwkamiczych wchodzi ekstrakt z pietruszki. Surowcem są owoce i korzeń lub rzadziej korzeń z liśćmi.

Przepis na lek:
Napar z korzenia lub owoców pietruszki (Infusum Petroselini) - 1 łyżkę rozdrobnionego korzenia (0,5 łyżki owoców) zalewamy szklanką wrzącej wody i odstawiamy pod przykryciem na 20-30 minut.

Działanie:
Skład chemiczny pietruszki sprawia, że napary lub alkoholowe wyciągi z surowca odkażają układ moczowy, zwiększają przesączanie moczu oraz przepływ krwi w kłębuszkach nerkowych, działają moczopędnie, żółciopędnie, napotnie, a także w małym stopniu wzmagają wydzielanie śliny i soku żołądkowego. Ponadto zmniejszają napięcie mięśni gładkich jelit i dróg moczowych, co skutkuje właściwościami rozkurczowymi i wiatropędnymi. Wzmagają krwawienia miesięczne i mogą nasilać bóle menstruacyjne i skurcze macicy. W zastosowaniu zewnętrznym przetwory z pietruszki działają na skórę antyseptycznie, wybielająco i ujędrniająco.

Dawkowanie:
Napar należy pić małymi porcjami kilka razy w ciągu dnia z jednej szklanki między posiłkami, jako środek moczopędny, odkażający drogi moczowe, usprawniający pracę nerek i układu pokarmowego. Nie należy przekraczać zalecanych dawek, ani stosować surowca u kobiet w ciąży i małych dzieci. Najsilniej działają owoce pietruszki, ponieważ mają największe stężenie substancji czynnych.
 
 Czosnek pospolity (łac. Allium sativum)

Czosnek to jedna z silniejszych roślin leczniczych. Znany już od czasów prehistorycznych. W miarę upływu lat stał się rozpowszechnioną i cenioną przyprawą na całym świecie. Standaryzowane leki oparte na czosnku pełnią obecnie ważną funkcję w leczeniu zmian miażdżycowych, nadciśnienia, czy zakrzepicy. Kiedyś dodawano wyciągi czosnkowe do różnego typu eliksirów młodości i przeciwdziałających schorzeniom demencyjnym układu nerwowego. Surowcem leczniczym są zbierane jesienią świeże cebule i najlepiej obrabiać je bezpośrednio po zbiorze.

Przepis na lek:
Czosnek w plasterkach - tylko przez uszkodzenie tkanki czosnku, czyli jego dokładne rozdrobnienie, szatkowanie, może dojść do enzymatycznych przekształceń substancji czynnych. W wyniku tego enzym zwany allinazą przekształca się m.in. w allicynę, główny bakteriobójczy związek chemiczny.

Działanie:
Rozpiętość działania świeżego czosnku jest ogromna, stąd wymienię tylko tą najważniejszą. Przede wszystkim przyjmując określone dawki surowca otrzymamy właściwości antybiotyczne, obniżające ciśnienie i poziom cholesterolu we krwi, odkażające drogi oddechowe, niszczące pasożyty układu pokarmowego oraz bakterie w drogach oddechowych. Normalizuje dynamikę serca (zwiększa nieco siłę skurczu), działa przeciwmiażdżycowo, przeciwnowotworowo. Zmniejsza stany zapalne, bóle i obrzęki w chorobie reumatycznej, a także przeciwdziała ropnym zapaleniom górnych dróg oddechowych lub skóry w zastosowaniu zewnętrznym. Pasożyty jelitowe nie mają z nim szans: zabija glisty, owsiki i obezwładnia tasiemce, dzięki czemu możemy je wydalić z organizmu.

Dawkowanie:
W celu uzyskania antybiotycznej dawki czosnku należy przyjąć jednorazowo 5-6 posiekanych ząbków czosnku na dobą w grypie, przeziębieniu, pasożytach pokarmowych. W ropnych infekcjach gardła, oskrzeli, , nadciśnieniu, nieżycie jelit, przewlekłej biegunce, rozedmie płuc przyjmujemy mniejsze dawki kilka razy w ciągu dnia. Jeśli chodzi o aktywność w układzie oddechowym najlepiej żuć ząbki, aby mogły zostać prawidłowo wchłonięte w jelicie i wentylować płuca, oskrzela i gardło. Przetworów z czosnku nie należy podawać osobom z niskim ciśnieniem, karmiącym matkom lub w ostrym nieżycie żołądka. Ciężki smak i zapach można zredukować przyjmując surowiec wraz z liśćmi pietruszki.

wtorek, 1 listopada 2011

Leki z przydrożnej apteki - odcinek 4

Późna jesień to czas kiedy nie możemy już pozyskiwać zbyt wielu roślin, gdyż mało ich już w tym okresie kwitnie. Roślina zapadając w zimowy sen, transportuje niemal wszystkie cenne składniki do korzenia, dzięki czemu jest on wówczas najbardziej cenną farmakologicznie częścią. Dlatego warto trochę pobrudzić w ziemi i wydobyć z niej cenne leki w postaci korzeni.
 Łopian większy (łac. Artcium lappa)

Jest to roślina dwu- lub trzyletnia z rodziny Złożonych. Występuje strefie umiarkowanej półkuli północnej. W Polsce jest dość pospolita, tym bardziej na Mazurach. Spotkamy ją przy drogach, zaroślach, czy na brzegach lasów. Bardzo cennym surowcem leczniczym jest korzeń łopianu, który możemy pozyskiwać późną jesienią lub wczesną wiosną. Ożarowski poleca wykopywać korzenie z roślin jednorocznych, czyli takich które nie wykształciły jeszcze wysokiej i silnie rozgałęzionej łodygi. Po umyciu i oczyszczeniu korzeń kroimy na mniejsze fragmenty i suszymy w temperaturze do 40 stopni C. Najlepiej przetwarzać świeży surowiec. Podobnie działa łopian pajęczynowaty i łopian mniejszy.

Przepis na lek:
Olej łopianowy (Oleum Arctii) - 2 szklanki świeżego rozdrobnionego korzenia zwilżamy alkoholem 40-70%, a następnie zalewamy w proporcji 1:3 olejem winogronowym, lnianym, słonecznikowym lub oliwą rozgrzanymi do temp. 60-80 stopni C. Odstawiamy w ciemne miejsce na minimum 14 dni, po czym wyciąg przefiltrować.

Działanie:
Przetwory z łopianu to bardzo wartościowe preparaty lecznicze. Prawidłowo przyrządzony olej można używać do leczenia owrzodzeń, suchych wyprysków, trudno gojących się ran. Ogólnie w użytku zewnętrznym cenny lek do pielęgnacji skóry jako środek natłuszczający, regenerujący naskórek oraz wybielający. Olej wcierany we włosy regeneruje cebulki, a także działa przeciwłupieżowo. Można zażywać go doustnie jako lek wzmacniający, poprawiający przemianę materii, regulujący wypróżnienia oraz jako źródło witaminy F i fitosteroli, dzięki czemu działa estrogennie, antyandrogennie, żółcipędnie, żółciotwórczo i zmniejsza stan zapalny gruczołu krokowego.

Dawkowanie:
Zewnętrznie olej nakładamy na skórę w formie okładów lub dzięki konsystencji preparatu, stosujemy podobnie jak płynną maść, maseczki olejowe. Uzyskamy wówczas działanie natłuszczające, przeciwzapalne, odkażające, przeciwzmarszczkowe. Doustnie przyjmujemy 2 razy dziennie po 1-2 łyżki w stanach osłabienia, wyczerpania, zaburzeniach trawiennych lub łysieniu androgennym. W stanach zapalnych odbytu ciepły olej możemy wprowadzać w formie lewatywy.
 Pokrzywa zwyczajna (łac. Urtica dioica)

O pokrzywie pisałem już we wcześniejszym odcinku kącika ziołowego, ale obecnie możemy pozyskać korzeń pokrzywy, który warto przetworzyć na bardzo wartościowy lek. Wystarczy znaleźć stanowisko pokrzywy i wykopać korzeń wraz z jego rozłogami, a następnie dokładnie umyć i wysuszyć w temp. do 40 stopni C. lub najlepiej przerobić na świeżo.

Przepis na lek:
Intrakt z korzeni pokrzywy (Intractum Urticae) - 1 część świeżych i rozdrobnionych korzeni pokrzywy zalewamy 3 częściami gorącego alkoholu 50-60%. Następnie odstawiamy w ciemnym miejscu na minimum 14 dni, filtrujemy.

Działanie:
Intrakt z korzeni będzie tworzył idealną synergię z przetworami z łopianu, także w przypadku oleju. Jest źródłem fitosteroli i fenolokwasów, co oznacza działanie estrogenne, które jest pożądane w leczeniu łysienia androgennego. Hamuje wpływ androgenów na gruczoł krokowy, skórę i włosy. Po rozcieńczeniu z wodą możemy wcierać we włosy przy różnych chorobach skóry głowy. Doustnie przydaje się także w profilaktyce policystycznych jajników, zwłóknienia jajników, nieregularnym miesiączkowaniu, cukrzycy, miażdżycy i stanach zapalnych nerek.

Dawkowanie:
Preparat przyjmujemy po 5-10 ml 2-3 razy dziennie. Leczenie w połączeniu z olejem łopianowym jest skutecznym i pewnym sposobem przeciwko wypadającym i zniszczonym włosom, przeroście gruczołu krokowego, czy wielu chorobach kobiecych.

 Kokoryczka wonna (łac. Polygonatum odoratum) 

To roślina dość pospolita w naszym kraju. Na Mazurach możemy znaleźć ją w świetlistych lasach liściastych lub mieszanych, często hodowana w ogródkach, występuje na kamienistych i zakrzewionych zboczach, próchniczych glebach gliniastych. Obecnie pozyskiwać możemy kłącze kokoryczki, które należy wykopać oczyścić i przetworzyć na świeżo.

Przepis na lek:
Intrakt z kłącza kokoryczki (Intractum Polygonati) - robimy zalewając 1 część świeżego i rozdrobnionego kłącza na 3 lub 5 części gorącego alkoholu 50-60%. Maceracja powinna trwać przez 12-20 dni i odbywać się w ciemnym i chłodnym miejscu.

Działanie:
Intrakt lub nalewka z kokoryczki to pewny i silny w działaniu lek. Stosowany wewnętrznie jest preparatem nasercowym i przeciwcukrzycowym. Zwiększa siłę i energię skurczu mięśnia sercowego oraz szybkość i głębokość rozkurczu. Ponadto przedłuża pauzę rozkurczową, zwalniając przy tym czynność serca. Pod wpływem kokoryczki komory serca efektywniej wypełniają się krwią, energiczniej i silniej tłoczą krew do tętnic. Zewnętrznie usuwa przebarwienia skóry oraz oczyszcza i odkaża skórę.

Dawkowanie:
Doustnie przyjmujemy 5 ml raz dziennie przez 1-2 miesiące. Kurację możemy powtarzać przy niewydolności krążenia, nadciśnieniu, obrzękach na tle niewydolności serca. Zewnętrznie w formie okładów po rozcieńczeniu z wodą (1:1).

Ostrokrzew paragwajski (łac. Ilex paraguariensis)

Roślina ta, jak sama nazwa wskazuje, nie występuje w Polsce, ale staje się coraz bardziej popularna i dostępna w naszym kraju pod nazwą Yerba Mate. Pomyślałem, że warto o niej wspomnieć, gdyż jest to zdrowsza i skuteczniejsza alternatywa kawy, a także środek pomocny w okresie jesienno-zimowego zwolnienia obrotów. Najłatwiej Yerba Mate zamówić przez internet, w którym polskich sklepów sprowadzających surowiec z Ameryki Południowej nie brakuje. Polecam szczególnie produkty Pajarito i Rosamonte. Kiedy składamy zamówienie warto kupić sobie bombillę, czyli specjalną słomkę uniemożliwiającą przedostawanie się pyłu, czy fusów do jamy ustnej.

Przepis na lek:
Napar z ostrokrzewu (Infusum Cassini) - kilka łyżek stołowych suszu wsypujemy do szklanki. Następnie zagotowujemy sobie pół dzbanka wody i odczekujemy około 10-15 minut, aby osiągnęła temperaturę około 80 stopni C. Zalewamy szklankę z suszem i odczekujemy około 10 minut. Bierzemy 2-3 większe łyki i wypluwamy (to skoncentrowana esencja, która wedle tradycjonalistów jest szkodliwa dla organizmu. Resztę pijemy już normalnie.

Działanie:
Napar działa wyraźnie psychostymulująco, wzmaga wydolność psychiczną i fizyczną. Poprawia pamięć, kojarzenie i ułatwia proces uczenia. Ponadto reguluje przemianę materii, ułatwia wypróżnianie, wzmacnia działanie leków przeciwbólowych (ibuprofen, salicylany, paracetamol, antypiryna), ułatwia odchudzanie, powoduje uczucie sytości, przez co ograniczamy potrzebę przyjmowania pokarmów. Yerba Mate wzmacnia siłę skurczu mięśnia sercowego, działa moczopędnie, a także jest naturalnym antyoksydantem.

Dawkowanie:
Kilka łyżek stołowych na szklankę wystarcza na cały dzień. Wspomniałem żeby przygotować sobie pół dzbanka wody, gdyż po wypiciu jednego zalania możemy pozostałą wodą uzupełnić szklankę jeszcze 2-3 razy. Jest to dobra alternatywa dla kawy, mniej szkodliwa i nie eksploatująca organizmu. Polecam w stanach przemęczenia, zaparciach, zaburzeniach trawiennych, skąpomoczu, jako środek stymulujący układ nerwowy podczas wytężonego wysiłku umysłowego. Napar z Yerby w większych dawkach może podnieść ciśnienie krwi i przyśpieszyć akcję serca.

wtorek, 27 września 2011

Żmijowiec zwyczajny - Echium vulgare w fitoterapii

Żmijowiec zwyczajny (Echium vulgare L.) to typowy gatunek żmijowca, którego przedstawicieli spotkać możemy na całym świecie - głównie w Europie, Wyspach Kanaryjskich, Azji Zachodniej i Afryce. Jest rośliną pospolitą w Polsce, dwuletnią, rosnącą na wysokość 25-100 cm. Należy do rodziny ogórecznikowatych=szorstkolistnych (Boraginaceae). To bardzo charakterystyczna w wyglądzie roślina. Łodyga koloru jasnozielonego, pokryta szorstkimi kłującymi włoskami. Liście ma równowąskolancetowate, siedzące, u nasady zaokrąglone, odziomkowe i dolne łodygowe, podługowatolancetowate, zwężone w ogonek. Kwiaty początkowo purpurowo-różowe, później niebieszczejące; czasami trafiają się okazy z białymi kwiatami; Korona z bardzo krótką rurką, wyraźnie grzbiecista, o płatkach niejednakowych. Z kwiatów wyrastają pręciki przypominające języki żmij, stąd naukowa nazwa żmijowca.
Kwitnie od maja do września. Rośnie na nieużytkach, przychaciach, przydrożach, wzgórzach, miejscach kamienistych. Jest ciepłolubnym hemikryptofitem (pączki za pomocą których roślina odnawia się znajdują się przy ziemi lub bezpośrednio nad nią, stąd żmijowiec rośnie w grupach, gdzie od centralnego okazu wyrastają kolejne i gromadzą się wokół). Na wyżynach (m.in. Wzgórze Wyżyny Lubelskiej) występuje rzadszy gatunek: żmijowiec czerwony (Echium rubrum Jacq.) o czerwonych kwiatach w bardzo zbitym skrętku. Kwitnie od maja do sierpnia. Istnieje wiele innych gatunków na świecie i przybierają one niesamowite kształty. Nie jest to zbyt dobrze poznana chemicznie roślina i nie jest do końca wiadomo jak różni się koncentracja składników czynnych lub unikalnych związków w poszczególnych gatunkach. Polecam poszperać w internecie i poszukać tropikalnych lub "cieplejszych" odmian żmijowca, ponieważ nie bez powodu są uznawane za rośliny majestatyczne, piękne, ornamentalne.
Echium wildpretti (na zdjęciu wyżej) to gatunek endemiczny wysp Teneryfy, występujący głównie w regionie Teide, gdzie spotyka się wiele innych unikalnych endemitów. Jeśli ktoś ma odpowiednie warunki (duża szklarnia) i chciałby spróbować wysadzić choć jedną sztukę E.wildpretti lub E.simplex - warto to zrobić i mieć w swoim roślinnym królestwie takiego egzotycznego gościa.

I. Surowiec leczniczy
Surowcem jest ziele żmijowca - Herba Echii (Herba Buglossi agrestis) zbierane od czerwca do sierpnia. W połowie sierpnia ziele już przekwita, ale nadal jest cenne, choć wtedy najlepiej wykopywać z korzeniem - Radix et Herba Echii. Dawniej stosowany był korzeń żmijowca - Radix Echii, który można pozyskiwać późną jesienią. Ziele suszymy w przewiewnym miejscu (wieszamy na sznurkach; łatwo schnie), a korzeń szybko w piekarniku.

II. Chemizm
Ziele i korzeń żmijowca zawierają frakcję alkaloidów pirolizyzdynowych: echiinę, echimidynę, homo-echimidynę, acetyloechimidynę, konsolidynę, cynoglosynę, konsolicynę, czy bliżej niezidentyfikowany - echiuvulgarinę. Ponadto dużo allantoiny, garbniki (ok. 8-12%), krzemionkę, fitosterole, saponiny, olejek eteryczny i śluzy.

Konsolidyna i cynoglosyna działają depresyjnie na układ nerwowy, indukując stan wyciszenia, zatrzymania wewnętrznego dialogu, ponadto działają rozkurczowo. Alkaloidy żmijowca wywierają również efekt przeciwkaszlowy i halucynogenny w większych dawkach. Niektórzy badacze raportowali, że żmijowiec umożliwia kontakty z duchami.

 Ziele z korzeniem żmijowca; wrzesień 2011

Z kolei alantoina przyspiesza gojenie ran, wzmaga procesy ziarninowania i naskórnikowania, udrażnia przewody łojowe, podnosi elastyczność skóry, oczyszcza naskórek oraz nadaje się do pielęgnowania skóry trądzikowej, ze skłonnością do wyprysków.

Przedawkowanie żmijowca skutkuje oszołomieniem, sennością, stanem transu. Takowe działanie rośliny zauważono po raz pierwszy prawdopodobnie po podaniu surowca osobie ukąszonej przez żmiję. Ludzie mówili o niezwykłym działaniu żmijowca, który indukował halucynacje lub pozwalał na przenikanie barier czasoprzestrzennych.

III. Właściwości lecznicze
W medycynie ludowej stosowano żmijowca przeciwko ukąszeniom żmij, owadów, jako środek owadobójczy oraz do leczenia stanów zapalnych skóry, zmian skórnych różnego pochodzenia. Surowiec dawniej stosowano w leczeniu padaczki oraz jako środek przeciwbólowy. Żmijowiec znosi bóle migrenowe, nadmierne pobudzenie psychoruchowe. Działa uspokajająco, antydepresyjnie, wyciszająco i przeciwkaszlowo. Nadaje do kuracji w stanach rozdrażnienia, lęku, niepokoju, przy długotrwałej depresji, przemęczeniu, nieprzyjemnym potoku myślowym, histerii i wyrzutach gniewu.

Zewnętrznie można stosować do pielęgnacji skóry trądzikowej, wyprysków mokrych, trudno gojących się ran, liszaji. Zarówno wewnętrznie i zewnętrznie działa przeciwbólowo, stąd nadaje się do okładania bolesnych stłuczeń lub ukąszeń różnego typu. Związki aktywne żmijowca nie tylko uśmierzą ból powstały po ukąszeniu owada, ale też przyśpieszą zniesienie opuchlizny, obrzęku i regenerację skóry.

UWAGA! Nie można jednak stosować żmijowca często. Alkaloidy pirolizydynowe przy długotrwałym stosowaniu mogą poważnie uszkodzić wątrobę i doprowadzić nawet do zespołu niewydolności zatokowej (choroba zarostowa żył wątrobowych). Pełnych kuracji nie powinno powtarzać się częściej niż raz na kwartał. Sporadyczne używanie surowca w razie potrzeby będzie natomiast bezpieczne.

IV. Preparaty i dawkowanie

 
Napar żmijowcowy - Infusum Echii
Sporządzamy wsypując 2-3 łyżki rozdrobnionego ziela na szklankę wrzątku. Parzymy pod przykryciem około 20-30 minut. Ziele najlepiej zwilżyć spirytusem przed obróbką termiczną zostawiając na 10 minut, po czym zalać wrzątkiem. Taka proporcja dotyczy głównie zastosowania wewnętrznego. W ten sposób napar zadziała przeciwbólowo, wyciszająco i antydepresyjnie (100-150 ml 2-3 razy dziennie lub 1-2 szklanki dziennie). Jeśli chodzi o efekt przeciwkaszlowy, to przyjmujemy małe dawki, ale często. Do użytku zewnętrznego możemy przyrządzać nieco bardziej stężone napary i przemywać nimi skórę przy mokrych wypryskach, liszajach, trądziku, zapalnych zmianach skórnych. Okładać przy stłuczeniach, obrzękach, trudno gojących się ranach.

Nalewka żmijowcowa - Tinctura Echii
Przygotowujemy ją w proporcji 1:1 lub 1:3 na alkoholu 60-70%. Możemy wykorzystać ziele, korzeń lub ziele z korzeniami. Przyjmujemy po 20-30 ml 2-3 razy dziennie w stanach pobudzenia nerwowego, bólach głowy, depresji, przemęczeniu, rozdrażnieniu, wyrzutach histerii. Nalewka zastosowana miejscowo zewnętrznie zadziała przeciwbólowo i odkażająco na skórę. Ze świeżego surowca sporządzamy intrakt - Intractum Echii zalewając gorącym alkoholem 60-70% uzyskując lepszą ekstrakcję składników czynnych. Wytrawiamy minimum 15-30 dni.

Macerat żmijowcowy - Maceratio Echii
Robimy go zalewając jedną szklankę świeżego ziela kilkoma szklankami (3-6) przegotowanej wody chłodnej. Następnie ciecz zostawiamy na 8 godzin pod przykryciem. Tak sporządzony macerat możemy zamrozić i trzymać w lodówce. Będzie działał podobnie jak napar, głównie w użyciu zewnętrznym do pielęgnacji skóry, jako środek owadobójczy, przy ukąszeniach, obrzękach i trudno gojących się ranach w formie okładów.

poniedziałek, 26 września 2011

Leki z przydrożnej apteki - odcinek 3

Za oknem coraz częściej jesienna pogoda, niebo ciemnieje wcześniej, a ludzie chorują częściej. Nagłe przestawienie z trybu letniego na jesienny u wielu osób wywołuje rozregulowanie systemu odpornościowego, co zwie się popularnie "jesienną deprechą". Rośliny mogą znacznie pomóc nam uporać się z tym trudnym okresem, zwłaszcza że jesień obfituje w wiele surowców leczniczych do samodzielnego pozyskania. Również częste przebywanie w otoczeniu natury oraz obejmowanie drzew wpływa na fizjologię i system nerwowy człowieka prozdrowotnie.

 Glistnik jaskółcze ziele (łac. Chelidonium majus)

Jest to jedna z najsilniejszych roślin leczniczych świata. Na dzień dzisiejszy wiemy o 30 alkaloidach (głównie izochinolinowych) zawartych w glistniku. Są to związki wywołujące silne i pewne działanie na organizm ludzki. To znany i skuteczny środek w leczeniu zastojów żółci, kolek żółciowych i nerkowych. Alkaloidy glistnika używane są również do sporządzania wartościowych leków antynowotworowych. Jest rośliną pospolitą w całym kraju. Możemy spotkać ją w ogródkach, lasach, trawnikach. Teraz pozyskujemy korzeń glistnika. Wykopujemy, oczyszczamy i przetwarzamy na świeżo lub suszymy w piekarniku w temp. 50 stopni C.

Przepis na lek:
Intrakt z korzeni glistnika (Intractum Chelidonii) - sporządzamy zalewając świeży rozdrobniony surowiec w proporcji 1:3 lub 1:5 gorącym alkoholem 60%. Odstawiamy na około 14 dni w ciemnym miejscu.

Działanie:
Intrakt podany zewnętrznie w formie nacierań i okładów będzie odkażał rany, przyśpieszał ich gojenie, a także działał przeciwbólowo i przeciwobrzękowo przy różnego rodzaju ukąszenia i stłuczeniach. Leczy zmiany skórne np. wypryski, trądzik. Hamuje rozwój wirusa opryszczki. Nadaje się do pędzlowań jamy ustnej przy bólach zębów, aftach lub innych zmianach w jamie ustnej. Wewnętrznie intrakt zadziała żółciopędnie, żółciotwórczo, przeciwbólowo, uspokajająco i przeciwkaszlowo.

Dawkowanie:
Jest bardzo ważne. Glistnik to silna roślina lecznicza i zalecanych dawek nie wolno przekraczać. Zewnętrznie na skórę podajemy smarując bezpośrednio zmienione chorobowo miejsce. Jeśli pokrywamy większą powierzchnię skóry, preparat dobrze jest rozcieńczyć z wodą (1:1). Do wewnątrz przyjmujemy 2-3 razy dziennie po 5-10 ml w zastojach żółci, rozdrażnieniu, grypie, nerwicy, czy stanach niepokoju.

 Tasznik pospolity (łac. Capsella bursa-pastoris)

Tasznik jest pospolitą rośliną w naszym kraju. Spotkamy ją na trawnikach, przy drogach, terenach kamienistych, polanach. Jej charakterystycznym znakiem są małe owoce w kształcie serduszek. Kwitnie długo, toteż na jesieni możemy zebrać jeszcze ziele rośliny i przetworzyć na świeżo lub po wysuszeniu.

Przepis na lek:
Nalewka tasznikowa (Tinctura Capsellae bursae) - robimy ją zalewając świeże lub suche ziele w proporcji 1:1 zimnym alkoholem 40-50%. Odstawiamy na około 14 dni w ciemnym i chłodnym miejscu.

Działanie:
Nalewka podnosi ciśnienie krwi, pobudza psychicznie i poprawia pamięć. Działa przeciwkrwotocznie i wzmacniająco na naczynia krwionośne. Zwiększa wydolność fizyczną, wzmacnia serce i pobudza krążenie krwi. U kobiet nasila skurcze macicy i przewodów mlekowych w czasie laktacji. U mężczyzn nasila skurcze nasieniowodów i gruczołów opuszkowo-cewkowych, przez co może pogłębiać orgazm i zwiększać ciśnienie wytrysku nasienia.

Dawkowanie:
Przyjmujemy po 5-10 ml nalewki 2-3 razy dziennie w przemęczeniu, wyczerpaniu psychicznym i fizycznym, niewydolności serca, nerwicy serca, problemach z wytryskiem u mężczyzn, nadmiernym i bolesnym miesiączkowaniu.

 Sałatnik leśny (łac. Mycelis muralis = Lactuca muralis)

Roślina wieloletnia dorasta do 80 cm wysokości. Rozpowszechniona w naszym kraju. Znajdziemy ją w lasach, zaroślach lub zrębach. Kwitnie od czerwca do sierpnia. Natomiast na jesieni możemy pozyskać cenny korzeń tej rośliny. Przetwarzamy na świeżo lub suszymy w temp. 50 stopni C.

Przepis na lek:
Intrakt z korzeni sałatnika leśnego (Intractum Mycelidis muralidis) - rozdrobnione świeże korzenie zalewamy gorącym alkoholem 60% w proporcji 1:3 lub 1:5. Wytrawiać minimum 14 dni. Przechowywać w ciemnym miejscu w szczelnie zamkniętym słoju, butelce.

Działanie:
Jest wielokierunkowe z uwagi na zróżnicowany skład chemiczny. Intrakt przyjęty doustnie obniża ciśnienie krwi, rozkurcza mięśnie gładkie i szkieletowe. Ponadto działa przeciwbólowo, przeciwkaszlowo, uspokajająco i poprawia pamięć. Chroni wątrobę.

Dawkowanie:
Przyjmujemy 2 razy dziennie po 5 ml przy nadciśnieniu, zaburzeniach pamięci, wspomagająco przy regeneracji wątroby (łączyć z ostropestem). Intrakt możemy podawać razem z nalewką tasznikową w leczeniu choroby Alzheimera, depresji, problemach z pamięcią. Kuracja nie powinna trwać dłużej niż miesiąc. Przedawkowanie wywołuje halucynacje, oszołomienie, nudności i zaburzenia sercowe.

Nawłoć pospolita (łac. Solidago virgaurea)

Jest wieloletnią rośliną dorastającą do 100 cm wysokości. Występuje pospolicie w całej Polsce. Spotkamy ją w zaroślach, na zboczach, łąkach, widnych lasach, polanach. Wszystkie gatunki nawłoci działają leczniczo. Możemy we wrześniu zbierać ziele. Rozkłada się je cienką warstwą lub wiesza w pęczkach na sznurkach i suszy w temp. do 40 stopni C. Łatwo schnie.

Przepis na lek:
Napar z nawłoci (Infusum Solidaginis) - 2 łyżki wysuszonego ziela zalewamy szklanką wrzątku i odstawiamy pod przykryciem na 20 minut.

Działanie:
Napar z nawłoci to środek typowo urologiczny, dezynfekujący drogi moczowe, uszczelniający naczynia krwionośne oraz usuwający toksyny z organizmu. Dodatkowo wywiera działanie silnie moczopędne, napotne, przeciwgorączkowe, uspokajające, wykrztuśne, odkażające oraz obniża ciśnienie krwi.

Dawkowanie:
Pijemy po 150-200 ml 3-4 razy dziennie w kamicy żółciowej i moczowej, stanach zapalnych dróg moczowych, zatruciach, zaburzeniach trawienia, nadciśnieniu, przeziębieniu, wyczerpaniu nerwowym. Dopuszczalna dobowa dawka nawłoci to 6-12g.

wtorek, 6 września 2011

Leki z przydrożnej apteki - odcinek 1 i 2

Dostałem ostatnio od przyjaciela, który pracuje w lokalnej gazecie propozycję prowadzenia kącika ziołowego. Pomyślałem, że warto ludziom trochę wiedzy o ziołach przekazać, więc zgodziłem się. Format gazety nie pozwala na rozpisywanie się, więc obraliśmy formułę prostą: po trzy roślinki na jeden odcinek, maksymalnie zawężone opisy i przepis na jeden preparat. Będę wrzucał na bloga te odcinki, tak jak się ukazują, czyli średnio raz na tydzień. Może komuś się to przyda.

Leki z przydrożnej apteki - odcinek 1

Ziołolecznictwo jest sztuką medyczną już od starożytności. Przyroda wytwarza nam lekarstwa w każdym ogródku, lesie, czy na łące. Jeśli wiemy jak je przetworzyć domowymi sposobami, to jesteśmy w stanie zaoszczędzić na gotowych preparatach dostępnych w aptece. Poniżej podam trzy proste przepisy na leki z roślin, które można w tej chwili pozyskać z naturalnych zasobów. Pamiętajmy, że preparaty roślinne należy dawkować zgodnie z zaleceniami, a zioła zbieramy ze stanowisk czystych, z dala od często uczęszczanych dróg.

Pokrzywa zwyczajna (łac. Urtica dioica)

Pokrzywę zna chyba każdy. Jest pospolitym chwastem, dlatego ze znalezieniem jej nie powinno być problemu. Teraz możemy zbierać liście pokrzywy. Możemy potem przetwarzać ją na świeżo i sucho, przy czym suszenie powinno odbywać się szybko w przewiewnym pomieszczeniu (nie na słońcu).

Przepis na lek:
Macerat z pokrzywy (Maceratio Urticae) - 1 szklankę świeżych liści zalewamy trzema szklankami wody chłodnej przegotowanej i odstawiamy na 6-8 godzin pod przykryciem. Preparat możemy trzymać w lodówce, dzięki czemu dłużej zachowa swoje właściwości.

Działanie:
Macerat podany wewnętrznie działa ogólnie wzmacniająco, krwiotwórczo, rozgrzewająco (poprawia krążenie krwi w kończynach), obniży poziom cukru we krwi. Ponadto jest uznawany za silny środek filtrujący wątrobę i usprawniający jej funkcjonowanie. Zewnętrznie może być stosowany jako odżywka do włosów. Będzie przeciwdziałać łysieniu, wzmocni cebulki włosów i poprawi ich stan.

Dawkowanie:
Zażywamy trzy razy dziennie po 1-2 łyżki stołowe. Stosujemy 1-2 tygodnie, a między kuracjami robimy sobie 2-3 tygodniowe przerwy. Zewnętrznie na włosy możemy śmiało płukać nie obawiając się o dawkę. W kuracji zniszczonych włosów możemy połączyć z przyjmowaniem wewnętrznym.

Tatarak zwyczajny (łac. Acorus calamus)

Do jesieni możemy zbierać inny cenny surowiec - kłącze tataraku. Rośnie on powszechnie nad brzegami wód stojących lub na moczarach. Kłącze oczyszczamy, dokładnie myjemy i tniemy na odcinki długości ok. 20 cm. Suszymy w otwartym piekarniku do temp. 50 stopni C.

Przepis na lek:
Odwar z kłączy tataraku (Decoctum Calami) - 1-2 łyżki rozdrobnionego surowca na szklankę wody. Gotować 3-5 minut, a następnie odstawić na 20 minut pod przykryciem.

Działanie:
Odwar podany wewnętrznie będzie działał uspokajająco, nasennie, przeciwnerwicowo. Jeśli mamy napięty i stresujący okres możemy kurować się tatarakiem, na pewno złagodzi nasze nerwy. Ponadto preparat będzie regulował trawienie i wypróżnienia, a także zwiększy apetyt. Zewnętrznie działa silnie odkażająco, możemy przemywać odwarem stany zapalne skóry różnego typu.

Dawkowanie:
Pijemy dwa razy dziennie po 0,5 szklanki. Kuracja powinna trwać 2-3 tygodnie. Stosujemy nie częściej niż dwa razy na kwartał. Do pielęgnacji włosów i cery możemy robić silniejsze odwary.

Arcydzięgiel litwor (łac. Angelica archangelica = Angelica officinalis)

To piękna i majestatyczna w wyglądzie roślina. Uprawia się ją do celów leczniczych w Europie i Azji. Znajdziemy ją również nad brzegami potoków, czy blisko mniejszych zbiorników wodnych. Surowiec można pozyskać z ogródka. Jest też dostępny w sklepach zielarskich.

Przepis na lek:
Napar z korzenia arcydzięgla (Infusum Archangelicae) - 5g rozdrobnionego korzenia na 200-300 ml wrzątku. Zostawiamy na 20-30 minut pod przykryciem.

Działanie:
Napar jest uznanym lekiem przeciwnerwicowym, antydepresyjnym i uspokajającym. Ponadto polecany jest przy przeziębieniu, zapaleniu zatok, kaszlu i grypie. Można wykorzystać go również do celów kosmetycznych, bowiem wzmaga krążenie skórne, a tym samym poprawia jędrność skóry oraz zmniejsza łojotok.

Dawkowanie:
Przyjmujemy małymi porcjami kilka razy w ciągu dnia. Jeśli chodzi o działanie uspokajające i antydepresyjne to pijemy po 150 ml trzy razy dziennie.

Leki z przydrożnej apteki - odcinek 2

 Żmijowiec zwyczajny (łac. Echium vulgare)

Roślina pospolita na naszym obszarze. Nazwę zawdzięcza języczkom wystającym z korony kwiatowej w okresie kwitnienia, które przypominają języki żmij. Rośnie na nieużytkach, przychaciach, wzgórzach. Obecnie żmijowce już przekwitają, dlatego warto znaleźć ich stanowisko i we wrześniu wykopać korzenie, szybko oczyścić i wysuszyć w piekarniku lub przetworzyć na świeżo.

Przepis na lek: 
Intrakt z korzeni żmijowca (Intractum Echii) - oczyszczony i rozdrobniony świeży surowiec zalewamy gorącym alkoholem 60% w stosunku 1:3 lub 1:5. Odstawiamy w ciemne miejsce na minimum 7-14 dni. Codziennie wstrząsamy.

Działanie:
Intrakt podany wewnętrznie wywoła działanie uspokajające, antydepresyjne, przeciwkaszlowe i wyciszające. Przydaje się w kuracji stanów rozdrażnienia, niepokoju, migrenowych bólów głowy czy przemęczenia. Zewnętrznie po rozcieńczeniu z wodą (1:1) może być użyty do okładów lub przemywań na trudno gojące się rany, ukąszenia owadów, obrzęki i stłuczenia. Intrakt zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie działa przeciwbólowo.

Dawkowanie:
Przyjmujemy po 20-30 ml 2-3 razy dziennie w stanach pobudzenia nerwowego, bólach głowy, wyrzutach gniewu i przemęczeniu. W uporczywym kaszlu przyjmować małe dawki, ale często.

UWAGA! Żmijowiec zawiera alkaloidy pirolizydynowe, dlatego zalecanych dawek nie wolno przekraczać. Kuracji nie powinno się powtarzać częściej niż raz na kwartał. Przedawkowanie żmijowca może skutkować halucynacjami i stanem transu. Nie prowadzić pojazdów mechanicznych podczas stosowania preparatu.

 Bylica piołun (łac. Artemisia absinthium)

To wieloletnia roślina zielna występująca pospolicie w Polsce. W XIX-wieku na bazie ziela piołunu, sporządzano popularny wśród artystów wyciąg alkoholowy, zwany abstyntem. Aby zrobić własny absynt należy zebrać do połowy września górne części łodyg. Najlepiej od razu przetworzyć świeżą roślinę, wówczas uzyskamy najbardziej wartościowy preparat.

Przepis na lek:
Nalewka piołunowa (syn. piołunówka, absynt - Tinctura Absinthii) - świeży surowiec zalewamy alkoholem 70-90% w stosunkiu 1:3 lub 1:5. Odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce na minimum 14-31 dni.

Działanie:
Sporządzona samodzielnie piołunówka podana wewnętrznie pobudza łaknienie, wzmaga wydzielanie soku żołądkowego i wykazuje wyraźne działanie żółciotwórcze. Ponadto działa rozluźniająco, stymuluje układ nerwowy indukując pobudzenie psycho-ruchowe, wrażliwość na bodźce z otoczenia i abstrakcyjne sny.

Dawkowanie:
W zaburzeniach trawienia i problemach żołądkowych przyjmujemy po 20-40 kropli 2-3 razy dziennie. Dawka rekreacyjna nie powinna przekroczyć dwóch kieliszków.

UWAGA! Ze względu na obecność tujonu i tujolu w składzie piołunu należy go ostrożnie stosować. Przekraczanie podanych dawek może poskutkować halucynacjami. U kobiet w ciąży wywołuje poronienie.

 Babka zwyczajna (łac. Plantago major)

To bardzo pospolita bylina w całym kraju. Spotkamy ją na łąkach, pastwiskach i trawnikach. Lubi być deptana stąd często usadawia się przy ścieżkach. We wrześniu mamy jeszcze okazję zebrać liście bez lub z ogonkiem. Suszymy je w cieniu i temperaturze do 35 stopni C. źle suszone ulegają zaparzeniu i ciemnieją. Należy rozkładać pojedynczymi warstwami.

Przepis na lek:
Odwar z liści babki (Decoctum Plantaginis) - 1-2 łyżki rozdrobnionego świeżego lub wysuszonego surowca zalewamy 1-1,5 szklankami wody ciepłej i ogrzewamy do wrzenia. Gotujemy pod przykryciem 5 minut i odstawiamy na 10-15 minut.

Działanie:
Odwar podany do wewnątrz pobudza wytwarzanie interferonu i antygenów wirusowych przez co działa ogólnie wzmacniająco (immunostymulacja). Ponadto preparat podawać można w przewlekłych nieżytach układu pokarmowego. Regularnie przyjmowany regeneruje uszkodzone błony śluzowe gardła, jamy ustnej (płukanki) żołądka i jelit. Zewnętrznie w formie okładów na infekcje i uszkodzenia skóry oraz przy zapaleniu spojówek po rozcieńczeniu (1:1) z wodą letnią.

Dawkowanie:
Pijemy 2-3 razy dziennie po pół szklanki. Przeciętnie kuracja trwa miesiąc. Analogicznie do babki zwyczajnej działa b. lancetowata i b. płesznik.

O Autorze:
Jakub Babicki - etnobotanik i certyfikowany zielarz. Prowadzi wykłady, warsztaty i badania naukowe z zakresu farmakognozji, ziołolecznictwa, etnofarmakologii i botaniki. Jego głównym obiektem zainteresowań jest biosfera lasów deszczowych Amazonii i medycyna tropikalna. Wykonywał badania terenowe rdzennych technologii medycznych w peruwiańskich lasach deszczowych prowincji Loreto. Obecnie pracuje nad dużym projektem naukowym dotyczącym etnobotaniki i fitochemii. 

piątek, 24 czerwca 2011

Zaczynamy filmowanie roślin

Tak jak zapowiadałem powoli zaczynamy kręcić filmy o roślinach i ich praktycznym wykorzystaniu. Ostatnio zrobiliśmy sobie mały spacer po okolicy i nakręciliśmy materiał o kilku pospolitych w Polsce roślinach leczniczych. Jest to wstęp do całego cyklu materiałów, w których zaprezentujemy w jaki sposób działają rośliny, na czym polega komunikacja z nimi oraz w przystępnej formie zakotwiczymy w tematy farmakognozji, etnofarmakologii, botaniki, czy neurochemii. Właściwie mamy już ukończony filmik ze sporządzania ekstraktu z kaktusa Peyote (Lopophora williamsii vel jourdana), ale ze względu na kwestie prawne jeszcze wstrzymujemy się z jego opublikowaniem. Kaktus ten był wykorzystywany od tysiącleci przez rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej do celów leczniczych oraz ceremonialnych. Został również zbadany naukowo i patrząc od strony chemicznej: unia (synergia) alkaloidów Peyote (anhalonina, anhalodyna, anhalonidyna, anhalina, anhalamina, pellotyna, lopophoryna, hordenina, dopamina, meskalina) sprawia, że może być skuteczny przy około 298 schorzeniach i wiele z nich zostało już oficjalnie potwierdzone. Tak się złożyło, że musiałem szybko zrobić lek z około 20-letniej sztuki Lopophory, gdyż pilnie potrzebny był m.in. na zakrzepicę żył głębokich, zwyrodnienie stawów, czy inne schorzenia na tle miażdżycowym. Udokumentowaliśmy więc na filmie sporządzanie ekstraktu, który sam w sobie miał słabe działanie psychoaktywne, gdyż nie taki był cel leku - miał on być przede wszystkim skuteczny farmakologicznie w określonych chorobach. Nasze prawo jest jednak tak złożone, że o ile samo posiadanie Peyote jest dozwolone, to jego przerabianie już nie. Dlatego wahamy się jeszcze z umieszczeniem filmu w sieci. Pisząc my, mam na myśli zespół Botanicznej Galaktyki, do którego należą moi przyjaciele, pomagający mi w propagowaniu wiedzy o roślinach i szeroko pojętym ziołolecznictwie wśród ludzi. Ekstrakt z Lopophory udał się świetnie. Obecnie testuje go w formie płynnej pod kątem działania przeciwwirusowego, antybakteryjnego i rozgrzewającego. Podałem go eksperymentalnie 7 osobom w różnych stadiach zakażenia wirusowego: od anginy, przez przeziębienie, grypę, a co za tym idzie w stanach gorączkowych. Dawka jednego małego kieliszka ekstraktu (30-50 ml) pozwalała na znaczącą poprawę zdrowia u wszystkich osób z grupy eksperymentalnej i w większości przypadków pozbycia się większości objawów typowych dla infekcji wirusowych. Zatem ogólne rozbicie, gorączka, ból gardła, angina znikały na drugi dzień. Czasem zostawał u chorego jedynie katar lub wydzielina w oskrzelach, ale to już było najmniej uciążliwe i dało się szybko wyleczyć roślinnymi środkami wykrztuśnymi i rozszerzającymi przewody zatokowe.

Niedawno na prośbę kilku osób wygłosiłem wykład o nazwie "Etnobotanika i Fitoterapia, czyli jak zastosować wiedzę o roślinach w praktyce". Całość została nagrana i niebawem wrzucimy ją do sieci. To jest około 2,5 godziny materiału, w którym starałem się w bardzo podstawowy sposób wyjaśnić na czym polega leczenie roślinami i jakimi dysponujemy podstawami chemicznymi oraz fizycznymi, mówiąc o takowych ich właściwościach. Omówiłem też kilka roślin enteogenicznych, halucynogennych m.in. Muchomor czerwony (Amanita muscaria), grzybki z gatunku Psilocybe, czy świętą lianę amazońskich Indian - Ayahuascę. A teraz może zapowiem co niebawem ukaże się na blogu Botanicznej Galaktyki oraz na Farmakognozji. Na tym pierwszym dodam dokładny opis kaktusa Peyote, jego wykorzystania medycznego i rytualnego, być może z dołączonym materiałem ze sporządzania ekstraktu. Na drugiego bloga w zanadrzu notki: "Farmakognostyczna wiosna - preparaty i surowce część 2 i 3" (opisy blisko 30-40 roślin leczniczych) oraz "Aktywność farmakologiczna alkaloidów Chelidonium majus" i "Chemia, Toksykologia i Etnofarmakologia Muchomora czerwonego". Poza tym będziemy kręcić kolejne filmy na bloga oraz serię o roboczej nazwie: "Zrób sobie lek". Pierwszy odcinek najprawdopodobniej nakręcimy o Bagnie zwyczajnym (Ledum Palustre) - w kontekście wykorzystania w fitoterapii i medycynie dawnej i składu chemicznego. Będę sporządzał z niego mazidło, nalewkę, ekstrakt i napar.

Zatem wrzucam nasz materiał ze spaceru leśnego, pierwszy oficjalny, drugi nieco mniej hehe. Miłego oglądania. Niebawem ukaże się więcej materiałów...



poniedziałek, 17 stycznia 2011

Etnofarmakologia i dopalacze

Ostatnio dość głośno zrobiło się na temat dopalaczy i skomasowanej akcji przeciwko sklepom z produktami kolekcjonerskimi. Pomyślałem, że warto zabrać głos w tej sprawie, bo jest kilka ciekawych kwestii do dodania. Przeglądając asortyment Dopalaczy zauważyłem, że oferują zarówno syntetyczne stymulanty, jak i mieszanki ziołowe, które wywołać mają odpowiedni efekt. Nie jest do końca znany skład chemiczny tych substancji, gdyż nie ma komu zapłacić za ich dokładniejsze badania. Z tego co czytałem w laboratoriach policyjnych wykryto w nich takie związki jak rtęć, aluminium i syntetyczne kannabinoidy, ale w kontekście zmasowanej nagonki nie wiadomo czy można w pełni wierzyć tym oświadczeniom. Nie mniej pewne jest, że do produkcji stymulantów i mieszanek ziołowych używane są autorskie rozwiązania chemiczne, co w praktyce oznacza niejasny skład chemiczny. Zaraz zajmiemy się chemią dopalaczy nieco szerzej, ale najpierw należy zaznaczyć, że cała afera związana z nimi zapewne odbije się negatywnie na ogólnym postrzeganiu fitoterapii i roślin, które mogą być używane w lecznictwie wykazując biologiczną aktywność w kierunku wielu schorzeń organizmu ludzkiego. Delegalizuje się coraz więcej cennych roślin leczniczych na fali walki z dopalaczami i narkotykami. Obecna afera "kolekcjonerska" przystawi kolejną cegiełkę w zakazywaniu innych naturalnych środków, które można by wykorzystać w lecznictwie. Z przykrością muszę stwierdzić, że większość społeczeństwa nawet nie wie czym są substancje odurzające, narkotyki i czym jest etnofarmakologia. W efekcie mamy masowe niedoinformowanie, co często powoduje nieporozumienia i szufladkowanie surowców roślinnych, wykorzystywanych w sztukach medycznych od tysięcy lat, jako niebezpiecznych dla zdrowia substancji psychoaktywnych.

Chemia dopalaczy
Osobiście podchodzę sceptycznie do sklepów z dopalaczami, gdyż przede wszystkim mamy sporo niejasności w ich składzie chemicznym. Na szczęście niektóre związki czynne zostały już ustalone i możemy na podstawie tych danych przeprowadzić małą analizę produktów z sieci popularnych sklepów. Zacznijmy od mieszanek ziołowych. Jest ich wiele i występują w różnych kombinacjach. W ich skład wchodzą rośliny z całego świata. Sęk w tym, że w wielu przypadkach są one łączone ze sobą tylko po to, aby zwiększyć działanie na ośrodkowy układ nerwowy. Efektem tego jest często chaos w głowie, utrata kontroli nad ciałem i problemy z utrzymaniem uwagi, koncentracji. Substancje czynne owszem mogą działać względem siebie synergicznie, ale nie dzieje się tak zawsze i nie można łączyć ze sobą wielu różnych alkaloidów, gdyż nie po to natura rozesłała te rośliny po różnych zakątkach globu, aby człowiek w niekontrolowany sposób je ze sobą łączył. Często osobno owe rośliny miały określone ludowe czy rytualne zastosowanie i zapoznając się wnikliwie z ich biochemią pewnie można by niektóre z nich połączyć, ale w mieszankach ziołowych oferowanych w sklepach kolekcjonerskich znajduje się nawet do 10 różnych roślin i wszystkie słabiej lub silniej oddziałują na ośrodkowy układ nerwowy, co daje miszmasz nieprzeciętny.

Pół biedy jeśli sprzedawane zioła składają się z pojedynczego surowca o jasnym działaniu farmakologicznym. Martwiłbym się bardziej o syntetyczne dodatki do mieszanek składających się już z kilku komponentów roślinnych. W wielu mieszankach stosowano swego czasu syntetyczne kannabinoidy. Obecnie stały się one nielegalne, ale przyjrzyjmy się im chwilkę. Po raz pierwszy zsyntetyzował je chemik Dr John W. Huffman. Występują one pod nazwą JWH-018, JWH-073 i inne. Od delta-9-tetrahydrokannabinolu (czyli THC - związku aktywnego występującego w konopiach indyjskich) różni się przede wszystkim mocą działania. Przykładowo JWH-018 (naftalen-1-ylo(1-pentylindol-3-ylo)metanon; C24H23NO) jest pełnym agonistą receptorów kannabinoidowych CB1 i CB2 (THC jest jedynie częściowym agonistą), co oznacza że ma znacznie silniejsze działanie w porównaniu z konopiami indyjskimi. JWH-018, podobnie jak inne syntetyczne kannabinoidy, działa pięć razy mocniej na receptor CB1 niż THC. Skutki przedawkowania mogą być groźne dla zdrowia, a i ustawiczne przyjmowanie surowca, którego działanie nie zostało jeszcze dobrze zbadane na ludziach, może przysporzyć problemów zdrowotnych. Z racji mocy syntetyków nasilą one cielesne efekty przyjęcia tradycyjnego THC z rośliny tj. znaczny wzrost ciśnienia krwi, dreszcze, rozluźnienie mięśni i inne. Nie oznacza to również, że JWH pozwoli na znacznie głębsze wglądy i silniejsze doświadczenia transcendentalne. Na pewno będą one inne, ale niekoniecznie wartościowsze. Kannabinoidy po przyłączeniu się do receptorów CB1 hamują uwalnianie jonów wapnia z płynu zewnątrzkomórkowego do cytoplazmy, a także hamują cykliczne AMP, czyli organiczne związki nukleotydowe biorące udział w transdukcji sygnału. Oznacza to, że organizm wykorzystuje cykliczne adenozynomonofosforany jako pobudzacz receptorów błonowych komórki, co prowadzi do włączenia enzymu cyklazy adenylowej, która tworzy cykliczne związki z ATP (adenozynotrifosrofanu - będącego nośnikiem energii komórkowej). Zatem kannabinoidy po przyłączeniu do receptorów CB1 i CB2 przez zahamowanie cAMP sprawiają, że w organizmie dochodzi do zmian w uwalnianiu hormonów i neuroprzekaźników. Przyjmując kannabinoid roślinny następuje więc częściowy agonizm, co umożliwia większą kontrolę nad zmianami w procesach odbioru rzeczywistości. W przypadku syntetycznych JWH mamy do czynienia z twardą farmakologiczną akcją, która nie pozostawia ich aplikatorom większego wyboru, dając bilet na szybką, chemiczną przejażdżkę bez trzymanki, co w niektórych przypadkach powoduje trwałe zmiany w odbiorze percepcyjnym otaczającego świata. Należy dodać, że wielu użytkowników dopalaczy nie miało na takowe zmiany większego wpływu, przez co przyjmując mocniejsze mieszanki łatwo było o tzw. bad tripa, czyli "złą podróż" - stan anomalny odbioru rzeczywistości, w którym rośnie w nas poczucie strachu, zagrożenia, urojeń na tle fizjologicznym, poczucia opuszczania ciała, umierania itp. Sam John W. Huffman na całą aferę związaną z delegalizacją jego syntetycznych odmian THC zareagował słowami: "Ludzie muszą być bardzo głupi jeśli używają tych substancji" i "Jeśli idziesz gdzieś i płacisz czterdzieści dolarów za liście zawierające nieznane substancje paląc je, to nie jesteś odpowiedzialną osobą. To jak gra w rosyjską ruletkę". Syntetyczne kannabinoidy zostały stworzone w celach naukowych i były testowane na zwierzętach. Pierwsze ludzkie próby na większą skalę odbyły się więc za pośrednictwem użytkowników różnej maści dopalaczy. To jak skończył się ten eksperyment można ocenić po efektach ubocznych, które zaczęły wychodzić przy ustawicznym przyjmowaniu substancji lub jej przedawkowaniu. Pełny agonizm CB1 oznacza, że taki związek będzie miał o wiele większy wpływ na inhibicje transmisji GABA niż THC a to z kolei oznacza, że może wywołać nasilone stany niepokoju, zespołu niespokojnych nóg, konwulsji, ataków padaczkowych, a nawet spowodować śmierć. W sklepach z dopalaczami dostępnych było wiele mieszanek ziołowych typu "Spice", które zawierały JWH-018, JWH-073 i inne syntetyczne ligandy kannabinoidowe.

 Syntetyczny kannabinoid JWH-018 i jego pokrewni chemicznie koledzy byli składnikiem wielu mieszanek sklepów kolekcjonerskich

Innym typem substancji obecnych w mieszankach ziołowych był Cannabicyclohexanol - (C8)-CP 47,497, czyli homolog syntetycznego związku CP 47,497 agonizującego receptor CB1. Jest on o wiele bardziej aktywny niż macierzysta substancja, sprawiając, że to jeden z najmocniejszych syntetycznych kannabinoidów, podobnie jak HU-210 (1,1-dimethylheptyl- 11-hydroxytetrahydrocannabinol), który jest od 100 do 800 razy bardziej aktywny niż THC z konopii. HU-210 posiada charakterystykę wszystkich aktywności kannabinoidowych, wraz z jego ujemnym enancjomerem HU-211 (nieaktywny jako kannabinoid, ale aktywny jako antagonista receptorów NMDA, działa neuroprotekcyjnie). Dzięki temu lustrzane związki znalazły zastosowanie w leczeniu choroby Alzheimera. HU-210 został wykryty w mieszance "Spice Gold".

Benzylopiperazyna - syntetyczny stymulant działają słabiej niż amfetamina, czy kokaina, ale powodują więcej skutków ubocznych

Obok mieszanek ziołowych na półkach sklepowych można było znaleźć też syntetyczne stymulanty w postaci pigułek lub kapsułek wywierających działanie podobne do amfetaminy, kokainy lub MDMA. W ich skład wchodzą takie substancje jak: TFMPP (Trifluorometylofenylpiperazyna), BZP-N (N-benzylopiperazyna), czy 4-MMC (mefedron, 4-metylometakatynon). Dwa pierwsze związki najczęściej łączy się ze sobą, a po podaniu doustnym, wziewnym lub dożylnym działają około dziesięciokrotnie słabiej niż amfetamina. W porównaniu do pochodnych fenyloetyloaminy, piperazyny powodują więcej skutków ubocznych, do których zaliczyć można: wymioty, torsje, dezorientację, kołatanie serca, drgawki, podniesienie temperatury ciała, psychozy, rozdrażnienie, czy bóle głowy. Substancje te są póki co niedostatecznie zbadane, stąd ciężko stwierdzić czy uzależniają fizycznie. Jak to z syntetycznymi stymulantami jednak bywa ich ustawiczne przyjmowanie może być niebezpieczne w skutkach. Wielokrotne pobudzanie organizmu zużywa rezerwy ważnych hormonów i neuroprzekaźników, co po jakimś czasie może zaburzyć naszą neuronalną gospodarkę. Skutkuje to niedoborem endogennych substancji empatogennych, stymulujących i antydepresyjnych. W efekcie człowiek traci kontrolę nad stanem emocjonalnym i wymaga hospitalizacji lub leczenia psychiatrycznego, rzecz jasna dotyczy to skrajnych przypadków. Osobiście odradzałbym wszelkie syntetyczne stymulanty, ponieważ działanie na podwyższonych obrotach może łatwo wciągnąć, a skutki eksploatowania układu nerwowego i fizjologii organizmu, mogą łatwo zamienić euforię na stany psychotyczne, depresyjne, dołączając do tego zdrowotne skutki uboczne stosowania piperazyn. Z kolei mefedron to pochodna katynonu, empatogen imitujący kokainę, amfetaminę i jej pochodne. Jeszcze w 2009 roku był to jeden z popularniejszych tzw. "ulicznych dragów" w Wielkiej Brytanii. Później stał się nielegalny w całej Unii Europejskiej. Jego działanie oscyluje w zakresie stymulantu, empatogenu, euforyzatora. Użytkownicy mefedronu donoszą o efektach podobnych do amfetaminy, czy MDMA, ale słabiej i krócej (ma mniejszą zdolność pokonywania bariery krew-mózg). Przyjmowanie mefedronu przez dłuższy okres czasu może skutkować zaburzeniami rytmu serca, depresją, wahaniami nastroju, uszkodzeniem ośrodka pamięci krótkotrwałej i kilkoma innymi nieprzyjemnymi następstwami. Aktywność farmakologiczna 4-MMC została do tej pory słabo poznana, ale bazując na jego strukturalnych podobieństwach do innych syntetycznych stymulantów, można przypuszczać, że również może wykazywać neurotoksyczność. W asortymencie sklepów kolekcjonerskich na początku ich istnienia do kupienia były psychodeliczne pigułki o nazwie "Chemistry". Produkt szybko zapadł się pod ziemię, a próbując dokopać się do jego składu chemicznego, nie mogłem nic znaleźć. Może ktoś czytający ten artykuł jest w stanie mi pomóc w tym aspekcie. Wówczas prosiłbym o informację na moją skrzynkę elektroniczną. Podejrzewam, że mogły one zawierać DPT (dipropylotryptamina - związek przypominający DMT, ale z grupą propylową zamiast metylowej. Aktywna przy podaniu doustnym), ale nie jestem tego pewien.

Konkluzja
Jaka jest wobec tego ostateczna konkluzja powyższego tekstu. Pisząc go chciałem wyraźnie zaznaczyć, że istnieją dopalacze oraz surowce farmakognostyczne stosowane w fitoterapii, a także substancje izolowane z poszczególnych roślin, mające duży potencjał medyczny. Nie można wszystkiego pakować do jednego wora i zakazywać surowca, tylko dlatego, że był on składnikiem dopalaczowej mieszanki lub sprzedawano ją osobno w tego typu sklepach. Niepoważni są ludzie nakładający przepisy zakazujące np. roślin pomagających w zasypianiu (Calea zacatechichi), działających antydepresyjnie i detoksykująco (Banisteriopsis Caapi), wspomagających leczenie uzależnień od opiatów (Mitragyna speciosa), czy mające olbrzymi potencjał terapeutyczny i poznawczy (Salvia divinorum). Jednocześnie sklepy z dopalaczami mocno zaszkodziły i tak już zniekształconym poglądom społecznym na rośliny lecznicze. By zrozumieć istotę problemu niezbędna jest wiedza z zakresu etnofarmakologii. To nauka zajmująca się badaniem leczniczego, twórczego i psychologicznego wpływu substancji czynnych zawartych w roślinach oddziałujących na percepcję człowieka oraz rzecz jasna głębokie studia nad ich aktywnością farmakologiczną. Na zachodzie etnofarmakologia w ostatnim czasie posunęła się znacznie do przodu, dzięki czemu kolejne badania potwierdzają bezsprzeczną skuteczność roślin halucynogennych w leczeniu wielu schorzeń, tak natury fizjologicznej, jak i psychicznej. Nasze ciało jest siedliskiem złożonych procesów chemicznych, które warunkują postrzeganie rzeczywistości. Sami w sobie jesteśmy workiem potężnych substancji psychoaktywnych, które regulują stany emocjonalne (serotonina), kondycję psychofizyczną (dopamina, anandamid, kwas gamma-aminomasłowy), biorą udział w chemii miłości (fenyloetyloamina, oksytocyna), umożliwiają zapamiętywanie i uczenie (acetylocholina, kwas glutaminowy), regulują stan snu (melatonina), syntetyzują w dimetylotryptaminę powodując doznania mistyczne, przekraczanie barier wymiarowych i czasoprzestrzennych. Posiadamy olbrzymią ilość różnej maści receptorów, które umożliwiają transfer neuroprzekaźników między synapsami i neuronami - nasze ciało jest więc automatycznym chemicznym laboratorium, które samo w sobie ma wszelkie możliwe narzędzia, aby wytworzyć aktywność farmakologiczną niemal każdego typu. Rośliny zawierające substancje strukturalnie pokrewne lub identyczne, jak nasze endogenne chemikalia, będą więc bardzo skutecznymi środkami leczniczymi. W ten sposób najskuteczniejsze w leczeniu uzależnień są surowce będące inhibitorami receptorów serotoninowych, poprawiające absorpcję serotoniny, a także powodujące zmiany percepcyjne. Dlatego afrykańska iboga (Tabernanthe iboga i jej składnik czynny - ibogaina), południowoamerykańska Ayahuasca, czy nasze halucynogenne grzybki (Psilocibe semilanceata) są z powodzeniem wykorzystywane do leczenia nawet najcięższych przypadków uzależnień narkotykowych. Jednocześnie surowce zawierające substancje zwiększające lub regulujące poziomy serotoniny, dopaminy, a także posiadające dimetylotryptaminę lub pochodne fenyloetyloaminy (m.in. meskalina w Peyotlu lub katynon w czuwaliczce jadalnej) są przez naukowców stosowane w terapiach nowotworowych. Zarówno jako środek wiodący, jak też wspomagający. To tylko kropla w morzu złożonej tematyki, jaką jest wykorzystywanie medyczne i terapeutyczne roślin psychoaktywnych. Nie możemy do wszystkich przyczepiać etykietek narkotyku, bo najpierw generatorem substancji odurzających powinniśmy nazwać nasz mózg, a każdy człowiek z osobna jest w świetle dzisiejszego prawa nielegalny. Przez zaściankowość i iluzoryczne uprzedzenia blokujemy rozwój badań nad tymi środkami i być może zaprzepaszczamy szansę na wprowadzenie rewolucyjnych rozwiązań medycznych. Z zachodu docierają raporty o udanych kuracjach różnego typu nowotworów, dramatycznej poprawie jakości życia, kondycji psychofizycznej osób, które przyjmowały rośliny halucynogenne, posiadające niezwykłe rytualne rodowody etnobotaniczne. Należy też pamiętać, że halucynogen (enteogen) jest rośliną leczniczą i powinien być stosowany w ścisłych dawkach, odpowiednich warunkach i w przypadku konkretnego zapotrzebowania. Rekreacyjne nadużywanie takowych substancji jest niepoważne i może zemścić się w postaci problemów neurologicznych i fizjologicznych. Aczkolwiek nie możemy człowiekowi odbierać prawa do spojrzenia na rzeczywistość z innej perspektywy, zwłaszcza, że zachowując pewne eksperymentalne normy bywa to bardzo pomocne w kontekście uzyskania ważnych odpowiedzi i rozwiązań dotyczących życia danej jednostki. Jeśli podchodzisz do współpracy z rośliną, tak jakbyś rozpoczynał fizyczną i elementarną znajomość, to uzyskana przyjaźń, nić porozumienia będzie bardzo specyficzna. Wierzę i podzielam pogląd innych naukowców, że każda roślina posiada otaczające ją pole torsyjne, elektryczne pole życia, które generuje pulsacyjne fale tworząc kodowane szlaki morfogenetyczne. Wchodząc więc w znajomość z rośliną rytualną, halucynogenną, trzeba liczyć się z doświadczeniem podłączenia percepcji przez portal transkomunikacyjny między rośliną i światem zewnętrznym, w tym wypadku człowiekiem próbującym nawiązać z nią kontakt. Istota ludzka poprzez układ nerwowy przerabia język chemii wysłanej z surowca na język umysłu i w ten sposób doświadcza stanów wizyjnych, transowych i innych zależnych od aktywności farmakologicznej składników czynnych. Przykładowo stosowany od tysiącleci magiczny napój Ayahuasca (Yage, CaapiYaje, Natem, Hoasca, La purga, z języka Quechua: Liana Dusz, Pnącze duchów) będący jednym z głównych narzędzi rytualnych południowoamerykańskiego szamanizmu, potrafi indukować bardzo głębokie doświadczenia trasnowo-wizyjne. Raporty z badań psychofarmakologicznych wywaru potwierdzają doniesienia, że Yage potrafi przenosić świadomość na granicę życia i śmierci, a także do wielowymiarowej rzeczywistości pośmiertnej. Napój składa się z wielu składników z czego głównymi są: inhibitor MAO i roślina zawierająca DMT (dimetylotryptamina). W niskiej selvie (dżungli) Ameryki Południowej najczęściej spotyka się recepturę: pnącze Banisteriopsis Caapi jako inhibitor MAO/alkaloidy harminowe + Psychotria viridis/Chakruna, Chakropanga/ lub Diplopterys cabrerana /Chaliponga/, zawierające DMT, rzadziej inne gatunki Psychotrii np. Psychotria leiocarpa, P. cathaginesis. Przyrządzony wywar posiada aktywny oralnie alkaloid - dimetylotryptaminę. Studium na jej temat lada dzień powinno być dostępne w polskim języku, bowiem ktoś wreszcie zdecydował się na wydanie w Polsce fascynującej książki Dr Ricka Strassmana pt. "DMT: The Spirit Molecule" (DMT: Molekuła Duszy). Ten wybitny psychiatra przeprowadził dotowany przez państwo eksperyment naukowy polegający na podaniu wolontariuszom w laboratoryjnych warunkach, czystej dimetylotryptaminy drogą wziewną lub pozajelitową.  Badania potwierdziły słuszność szamańskich tradycji uważających, że Aya umożliwia kontakt z przodkami i niewidzialnymi światami energii. Wolontariusze doświadczali powtarzalnych kontaktów z obcymi cywilizacjami, bytami międzywymiarowymi oraz dotykali rejonów będących zaczątkiem znanej nam materii. Nic w tym dziwnego skoro dimetylotryptamina może być łatwo syntetyzowana w ludzkim mózgu. Dr Strassman wiąże DMT z szyszynką. Wystarczą proste enzymatyczne kroki, aby molekuła zaistniała w mózgu - w jaki sposób? Dimetylotryptamina to jedna z najprostszych i zarazem najmocniejszych substancji psychodelicznych. Neurochemicznie jest zaledwie dwa kroki od tryptofanu (prekursor melatoniny i serotoniny, aminokwas występujący we wszystkich organizmach żywych) i koncept tego procesu wygląda mniej więcej tak: jest enzym, który usuwa z aminokwasu grupę kwasową tworząc aminę, a kolejny enzym dołącza dwie grupy metylowe. Mamy więc tryptofan -> tryptaminę -> a następnie dimetylotryptaminę. Owe enzymy są również podstawowe i większość organizmów je posiada. Już od starożytności szyszynka uznawana była za most, portal łączący rzeczywistość fizyczną z głębszą elementarną, wielowymiarową. Prawdopodobnie ma to duży związek z DMT i procesem śmierci. Kiedy umieramy w naszych ciałach ma miejsce neuronalna burza, gruczoły syntetyzują duże ilości psychoaktywnych endogennych substancji, a co za tym idzie uwalniana jest najsilniejsza z nich: dimetylotryptamina. Przyjmując Ayahuascę zwiększamy koncentrację tej molekuły w mózgu i przechodzimy coś w rodzaju biochemicznej symulacji śmierci. Dlaczego by tak nie wyjrzeć poza kurtynę, wrócić i przełożyć zdobytą wiedzę w praktykę fizyczną?  W końcu każdy z nas umrze, czy tego chce czy nie. Jeśli ktoś ma taką ochotę, nie powinniśmy mu tego zabraniać. Wiele osób tak robi i tego typu doświadczenia graniczne mają później niebagatelny wpływ na  tworzoną przez nich sztukę, odkrycia naukowe, czy poprawę kondycji psychofizycznej. Francuscy lekarze pracujący w amazońskiej klinice Takiwasi używają Ayahuasci jako głównego narzędzia w leczeniu ciężkich uzależnień narkotykowych i mają świetne wyniki. Jako ciekawostkę dodam, że legendarna soma mogła być rośliną lub roślinami zawierającymi takie same składniki, jak Aya. W końcu w naturze mamy bardzo wiele inhibitorów MAO i roślin z DMT (odkryto ponad 200, ale istnieją przypuszczenia, że śladowe ilości dimetylotryptaminy mogą występować w każdej roślinie).

Ayahuasca przez szamanów Ameryki Południowej stosowana jest do diagnostyki molekularnej, a także głębokiego oczyszczenia cielesnego i duchowego

W profilaktyce i samym leczeniu przeciwnowotworowym wykorzystać możemy substancje chemiczne występujące w surowcach rosnących lub dostępnych w Polsce. Mam tu na myśli psylocynę (3-(2-dimetyloaminoetylo)-4-hydroksyindol), która defosforyzuje w organizmie z psylocybiny (4-PO-DMT - 4-fosforyloksy-N,N-dimetylotryptamina). Komponent ten występuje m.in. w grzybkach z gatunku Psilocibe i ma już potwierdzone działanie cytostatyczne i antypodziałowe w stosunku do komórek nowotworowych. Naukowcy z Heffter Research Institute uważają psylocynę za bardzo obiecujący i skuteczny środek w leczeniu nowotworu. Z racji strukturalnego pokrewieństwa z dimetylotryptaminą, nie muszę wspominać, że jest to środek halucynogenny, wizyjny, który umożliwia pracę z zakresu autoterapii. Psylocyna jest też agonistą receptorów serotoninowych 5-HT1A i 5-HT2A/2C, co oznacza, że zwiększa koncentrację serotoniny w mózgu. Dodatkowo mogę dodać, że pomocna w leczeniu nowotworów może być też pochodna fenyloetyloaminy - meskalina znajdująca się w kaktusach rodzaju Trichocereus, Lopophora lub Opuntia oraz ich inne składniki czynne, które działając synergicznie zwiększają syntezę dimetylotryptaminy w organizmie, co umożliwia przeżycie czegoś w rodzaju Near Death Experience, co może mieć fundamentalny wpływ na proces leczenia. Kaktusy zawierające meskalinę od dawna używane są przez rdzennych Indian obu Ameryk. Były narzędziem leczniczym, wizyjnym i dywinacyjnym. Pod jego wpływem szamani lub szamanki potrafiły uzyskać odpowiedź na  każde zadane wcześniej pytanie lub leczyć współplemieńców. Używana zewnętrznie leczy bóle reumatoidalne i pomaga w stanach zwyrodnieniowych stawów. Podobnie jak wiele innych enteogenów oddziałuje na receptory serotoninowe, ponadto stymuluje transmisje dopaminergiczną. Wzmacnia transmisje sygnałów w korze przedczołowej, której jednym z zadań jest operowanie pamięcią roboczą. Osoby badające aktywność neurochemiczną meskaliny raportowały o znacznie polepszonej zdolności do wydobywania engramów z pamięci, moim zdaniem jest to wynik oddziaływania substancji na korę przedczołową oraz zwiększenie syntezy DMT, co skutkuje dostępem do morfogenetycznych banków  nieświadomości zbiorowej. Z kolei roślinka o nazwie czuwaliczka jadalna (Catha edulis) jako metabolit wtórny wytwarza alkaloid katynon, który strukturalnie podobny jest do amfetaminy i jej pochodnych, efedryny i katyny. Działa jako naturalny stymulant, znosi zmęczenie, zmniejsza apetyt i wzmaga procesy ruchowe, a także uczenie się i koncentrację. Jednocześnie wykazuje znacznie mniejszą toksyczność niż amfetamina i MDMA, a także sklasyfikowany jest jako środek, którym ciężko się uzależnić. Podobnie jest z liśćmi koki. Syntetyczna kokaina jest niszcząca dla organizmu przy dłuższym używaniu. Liście kokainowca za to mogą być spokojnie używane od czasu do czasu jako zamiennik kawy lub ostrokrzewu paragwajskiego. Indianie żują liście kiedy mają coś ważnego do zrobienia np. polowanie lub pracę wymagającą większego wysiłku. Oczywiście nie można ich nadużywać, ale umiarkowane stosowanie będzie mniej szkodliwe niż kawa. Jak wiemy kofeina przy ustawicznym przyjmowaniu działa depresyjnie, jest szkodliwa dla serca i może wywołać konwulsje. Wspomniana wyżej efedryna jest naturalnym stymulantem występującym w roślinach rodzaju prześl (Ephedra sinica, Ephedra equisetina, Ephedra distachya) oraz w cisie (Taxus baccata). Obok zwiększenia koncentracji i uwagi, efedryna pomaga w zatokowym nieżycie nosa, rozszerzając przewody zatokowe i sprawiając, że substancja farmakologiczna (np. kropelki do nosa z azotanem srebra i olejkiem cedrowym) dotrą do celu. Dodam coś jeszcze o ibogainie - to główny alkaloid  z grupy indoli krzewów z gatunku Tabernanthe, występujących w Afryce. Ibogaina posiada ogromny potencjał w leczeniu uzależnień narkotykowych. Chemicznie została zakwalifikowana do tryptamin - analog  melatoniny. Strukturalnie podobna jest do harmaliny. W małych dawkach działa stymulująco, wzmaga czujność i koncentrację, a także redukuje głód, pragnienie i zmęczenie - co ciekawe w przeciwieństwie do amfetaminy czy kokainy, nie eksploatuje organizmu, działa na inne receptory i nie wykazuje neurotoksyczności, ani w żadnym wypadku uzależnienia fizycznego. W większych dawkach (około 3mg/kg) wywołuje intensywny stan transu, w którym możliwe jest holistyczne postrzeganie własnej osoby, łącznie z psychologicznymi powiązaniami z rzeczywistością. Użytkownik przyjmujący ibogę otrzymuje dostęp do swojej pamięci,  wypartych wspomnień, dzięki czemu może postrzegać je jako dowolnie modulowalny film, w którym przeglądamy swoje dotychczasowe związki ze światem fizycznym, ale bez bagażu emocjonalnego. Taki stan rzeczy umożliwia jasną i klarowną ocenę samego siebie, co składa się na ważne narzędzie w wykonywaniu autoterapii np. w rozwiązaniu i namierzeniu przyczyn sięgnięcia po narkotyk. Często ibogę określa się  jako środek "budzący sny" oraz "eksplorator wymiarów sennych". Przez gabońskie plemię Bwiti używana jest w rytuale śmierci i odrodzenia, w którym osoba inicjowana poznaje mechanizm kreowania związków przyczynowo-skutkowych i daje głębokiego nura do rdzenia swej osobowości. Będąc w Ameryce Południowej napotkałem pewnego dnia na podróżnika, członka UDV (oficjalny kościół używający Ayahuasci jako sakramentu), który przeżył takową inicjację w Gabonie. Mówił, że to doświadczenie tak głębokie, że zmienia całe życie. Miły Irlandczyk opisał rytuał jako doświadczenie zarówno piekła i nieba ludzkiego umysłu. Mógłbym tak jeszcze pisać i pisać, bowiem  liczba związków chemicznych w roślinach jest przeogromna i wiele z nich to stymulanty, halucynogeny, empatogeny, które z powodzeniem stosuje się w medycynie.

Słowa końcowe
Za postrzeganie przez nas rzeczywistości odpowiadają endogenne psychoaktywne substancje w postaci hormonów, neuroprzekaźników syntetyzowane w mózgu każdego człowieka. Odbieranie świata zależy od chemicznych interakcji w układzie nerwowym biorących swój początek w interpretacji przez neurony cząstek świetlnych - fotonów bombardujących siatkówkę oka. Według tego wzorca przebywanie w specyficznym otoczeniu, wystawianie się na działanie różnych urządzeń oraz wykonywanie powtarzalnych czynności, ma fundamentalny wpływ na determinowanie relacji ze światem zewnętrznym. Zakładając hipotetycznie, że ludzkość została drogą manipulacji genetycznej pozbawiona umiejętności wykorzystywania pełni potencjału mózgu i DNA, to stan naszej codziennej, normalnej aktywności jest w tym układzie mocno wybrakowanym wycinkiem realnej rzeczywistości. W istocie niektórzy genetycy i badacze alchemii zauważają, że na człowieka nałożonych zostało szereg blokad uniemożliwiających sterowanie własnym DNA. Wobec tego rośliny zawierające substancje czynne pozwalające na kontrolowanie chemicznej gospodarki organizmu lub po prostu uzyskanie dostępu do szerszego pasma informacji, mogą mieć bardzo ważne znaczenie w życiu każdego człowieka. Są bowiem szansą na wyzwolenie się spod blokad genetycznych i odkrywanie zakrytych przed nami możliwości umysłu, DNA, czy mechanizmów rządzących Wszechświatem. Wspomniałem, że mózg dysponuje arsenałem pozwalającym na indukcję niemal dowolnej aktywności farmakologicznej. Dlatego równie skuteczne jak specyficzne rośliny będą też naturalne techniki balansujące i stymulujące określone receptory lub gruczoły. Mam tu na myśli sprawdzone metody relaksacji, medytacji lub wspomagania dźwiękowego, które wywołują efekty podobne lub identyczne, co enteogeny. Dlaczego zakazuje się tak ważnych z medycznego punktu widzenia roślin? Odpowiedź jest bardzo prosta: po pierwsze mamy lobby farmaceutyczne, po drugie nie po to architekci systemu tak pieczołowicie przymulają ludzkość, aby ta miała się wybudzać z transu materializmu substancjami psychodelicznymi - pokazującymi, że ponad wąskim pasmem poblokowanych pięciu zmysłów, istnieją złożone światy i inne płaszczyzny rozumienia. Właśnie z tego powodu najgroźniejsze narkotyki są legalne i szeroko rozpowszechnione w ludzkiej kulturze.  Alkohol i papierosy są przyczyną niepoliczalnie większej liczby patologii, chorób, wypadków niż wszystkie psychodeliki razem wzięte. Poza tym jeszcze groźniejszymi niż powyższe jest powodująca frustrację praca, programy puszczane w telewizji, czy fatalna organizacja edukacji na każdym szczeblu. Jeśli ktoś wykonuje pracę, której nie cierpi, to szybciej zachoruje lub popadnie w posłuszne życiowe zobojętnienie, niż uzależni się od jakiejś rośliny. Sklepy z dopalaczami wyrządziły wielką szkodę szeroko pojętej etnofarmakologii i fitoterapii, z tego też powodu jestem ich przeciwnikiem. Jednocześnie pragnę po prostu zauważyć, że w temacie substancji zmieniających percepcję niezbędna jest edukacja zwykłych obywateli, aby nie powielać papki serwowanej przez mass-media posłuszne elitom.

 Malarska interpretacja jednej z wizji wywołanych przez Ayahuascę

Jednocześnie wszystkie te sklepy kolekcjonerskie i zainteresowanie substancjami zmieniającymi świadomość pokazały, jak bardzo ludzie potrzebują zmiany w życiu, do której dążą poprzez wprawianie się w stany odurzenia, transu lub euforii. System mający dać wolność stał się klatką dla potencjalnie nieograniczonej ekspresji ludzkiej świadomości. Znudzeni jego napędzaniem uciekają od szarej rzeczywistości za pomocą różnych chemicznych związków. W niekontrolowanych warunkach takie eksperymenty stają się często niebezpieczne. Dlatego nie rozumiem dlaczego substancje psychoaktywne i ich wielokierunkowe działanie wciąż są tematem tabu w mediach lub przedmiotem jednostronnych dyskusji. Jeśli jakaś roślina wykazuje konkretne działanie lecznicze, pomaga komuś wziąć swoje życie w garść, rozpalić wewnętrzny płomień pasji,  wyjść z nałogu, to nie powinna być zakazana, a raczej dokładnie zbadana. Tymczasem jest zupełnie na odwrót: zakazuje się kolejnych wartościowych roślin, dyskredytując halucynogeny jako środki lecznicze i tylko pogłębia się niedoinformowanie społeczne i często kiepskie w skutkach samozwańcze eksperymenty chcących zmienić coś w swoim życiu ludzi. Przyczyną takiego stanu rzeczy są zmiany na skalę globalną, jakie wywołałyby masowe badania nad terapeutycznym i leczniczym wykorzystaniem roślin zmieniających percepcję, a także na doinformowanie ludzi w jaki sposób działa ich organizm. Przecież tak prostymi środkami można usprawnić na przykład system edukacji, wprowadzając do przedmiotów obowiązkowych lekcje medytacji, relaksacji i głębokiej wiedzy o innych kulturach, roślinach rytualnych i neurochemii.