środa, 23 czerwca 2010

Farmakognozja - baza danych uruchomiona

Uruchomiłem nowego bloga o nazwie Farmakognozja, który będzie pełnił rolę notatnika i bazy danych różnych surowców roślinnych. Chciałbym się w nim skupić głównie na substancjach czynnych w nich zawartych i ogólnej charakterystyce farmakopealnej i fitochemicznej. Będą to więc głównie same konkrety. Botaniczna Galaktyka dedykowana jest jakby holistycznemu podejściu do botaniki z domieszką etnomedycyny i etnobotaniki. Te dwa blogi dopiero powoli się rozwijają więc póki co treści nie jest tu może zbyt wiele, ale staram się, tym co tu jest i będzie, zainteresować czytelnika zagadnieniami botaniki i ziołolecznictwa, a także zwrócić uwagę na głębszą systematykę funkcjonowania ziemskiej biosfery łącznie ze sferą rdzennych tradycji szamańskich. Wciąż możemy tak wiele nauczyć się od ludów, które żyją z dala od cywilizacji i kultywują transpersonalne, całościowe połączenie z wewnętrznymi i zewnętrznymi strukturami organizującymi świat natury.

Póki co w bazie danych znalazły się trzy pozycje:

Liść Lulka czarnego (Hyoscyamus niger)
Imbir lekarski (Zingiber officinale) na chorobę lokomocyjną
Rabarbar lekarski (Rheum officinale) jako środek przeczyszczający

Do farmakognostycznej bazy danych można dostać się klikając na wzór sumaryczny skopolaminy znajdujący się po prawej stronie tuż pod ryciną roślinki. W miarę możliwości postraram się często aktualizować ten dział, aby w końcu zebrać solidną bazę danych na temat surowców farmakognostycznych i zawartych w nich substancji czynnych.

piątek, 4 czerwca 2010

Camu Camu - ambrozja Amazonii

Camu Camu (łac. Myrciaria dubia)
inne nazwy: camocamo, cacari, camucamu
rodzina: Mirtowate - Myrtaceae 

Z El Camu Camu po raz pierwszy zetknąłem się podczas mojej wizyty w Peru. Siedząc sobie w jednej z knajpek w Iquitos zamówiłem do picia refresco de camu camu. Ładna peruwianka przyniosła mi szklankę z różowym napojem. To była miłość od pierwszego łyku, po prostu niebiański smak w ustach. Szybko stałem się więc fanem trunku przyrządzanego z owoców wydawanych przez to amazońskie drzewko. Z racji wspaniałego smaku postanowiłem bliżej przyjrzeć się botanice rośliny i opisać ją na niniejszym blogu.

I. Botanika 

Camu Camu w łacinie znana jako Myrciaria dubia i pod różnymi synonimami m.in. Marliera macedoi, Myrciaria caurenisis, M. lanceolata, M. obscura, czy Psidium dubium, jest wolno rosnącym krzewem występującym w amazońskich lasach deszczowych, szczególnie na terenach podmokłych, bagnistych i podtopionych. Krzew rośnie na wysokość 2-3 metrów i wydaje dużej wielkości miękkie owoce przypominające jagody wielkości limonek. Kolor owoców oscyluje między jasnym, pomarańczowym i przechodzi w intensywną czerwień. Liście ma zawsze zielone, rosnące naprzeciwko siebie, lancetowatego kształtu, spodem gładkie. Małe kwiaty mają woskowe białe płatki. Krzew ekstremalnie toleruje wodę. Potrafi stać 4-5 miesięcy zanurzony korzeniem, a nawet do połowy w wodzie. Zbiór odbywa się raz do roku po lub w trakcie pory deszczowej, kiedy poziom wód często znacznie się podnosi. Roślina transportowana jest przez rdzennych mieszkańców za pomocą canoe (tropikalna, drewniana łódka). Obecnie metody jej uprawy są pilnie studiowane, a dysrybucja owoców może okazać się poważnym ekonomicznym zastrzykiem dla lokalnych społeczności w Amazonii. Etnobotanik Mark Plotkin zanotował w swojej książce Tales of Shaman's Apprentice, że "las porośnięty krzewami Camu Camu jest warty dwa razy więcej, niż wycięcie go i zastąpienie wypasem bydła". Jest blisko spokrewniona z Jabuticaba (Myrciaria cauliflora), również występującą w Amazonii oraz z jagodami Guava (Myrciaria floribunda) rosnącą na Karaibach. Surowcem jest owoc - Fructus myrciariae.

Peruwiański chłopiec sprzedaje napój z owoców Camu Camu (ten różowy po prawej)

II. Zastosowanie 

Ze względu na bogaty skład chemiczny Camu Camu ma szerokie zastosowanie w etnomedycynie oraz w sektorze spożywczym. W tym drugim z owoców przyrządzane są przede wszystkim doskonałe, zimne soki chłodzące o wybitnym smaku. Owoce rzadko jedzone są bezpośrednio, ponieważ są bardzo kwaśne i docenić je można dopiero kiedy rozcieńczy się je z wodą lub mlekiem, ewentualnie doda nieco cukru. Kolorystycznie i w pewnym stopniu smakowo porównać je można do naszego rabarbaru (Rheum rhaponticum). Camu Camu ze względu na potężną zawartość witaminy C (2-3%) jest uznawana za niezwykle cenną roślinę. Pod kątem zawartości tej witaminy ustępuje jedynie owocom Kakadu (Terminalia ferdinandiana) z Australii, w której koncentracja kwasu askorbinowego wynosi 3200-5000mg/100g i jest najwyższa ze wszystkich dotąd poznanych owoców na świecie. M. dubia wykazuje działanie ściągające, przeciwzapalne, przeciwbólowe, immunostatyczne, przeciwwirusowe,  jest antyoksydantem, czyli wykazuje zdolność neutralizowania wolnych rodników. Camu Camu jest doskonałym środkiem odżywczym. Można z powodzeniem wykorzystywać go w trudno gojących się ranach, jako naturalny akcelerator systemu immunologicznego i w zaburzeniach układu krążenia i chorobach wieńcowych serca. Regularne przyjmowanie soków, kapsułek z wyciągiem z cacari wzmocni cały organizm, a także korzystnie wpłynie na działanie mózgu, przywracając mu witalność, chemiczną stabilizację. Dzięki temu roślina może być używana w terapii jako antydepresant.  Jeden z wybitnych botaników Dr James Duke, znany z wielu publikacji i książek podkreśla, że Camu Camu jest bardzo cenną rośliną w kontekście medycznym. Według niego może być użyta w leczeniu jaskry, żółtaczki, astmy, miażdżycy, bezpłodności, migreny, zaćmy, przeziębienia, artretyzmu, obrzękach, czy chorobie Parkinsona.

III. Biochemia

Jak już wcześniej wspomniałem Camu Camu pod względem zawartości witaminy C jest drugą rośliną na świecie. Owoce dostarczają ponad 2 gramy witaminy C na 100 gramów surowca. W porównaniu do pomarańczy, zawartość kwasu askorbinowego w camocamu jest ponad trzydziestokrotnie większa, a także zawiera dziesięć razy więcej żelaza, trzykrotnie więcej witaminy B3, dwa razy więcej ryboflawiny i ponad 50% więcej fosforu. Wraz z wysokim stężeniem witaminy C, znaleziono również kwasy aminowe i minerały, które pomagają w absorpcji witaminy C. Poza tym surowiec jest bogaty w flawonoidy i glikozydy. Odkryto 30 różnych związków fenolowych w tym katechiny, kwas elagowy, rutynę. Myrciaria dubia jest też znaczącym źródłem potasu, dostarczając 711 mg na kilogram owoców.



Kwas askorbinowy, 2,3-didehydro-L-treo-heksono-1,4-lakton; 3-keto-L-gulofuranolakton
wzór sumaryczny: C6H8O6
masa molowa: 176,13 g/mol 

Kwas askorbinowy to inaczej witamina C. Jest pochodną glukozy i spełnia olbrzymią rolę w organizmie człowieka. Jej niedobór może wywołać liczne dysfunkcje m.in. uszkodzenia naczyń krwionośnych, zaburzoną krzepliwość krwi i tworzenie tkanki łącznej, obrzęki kończyn, depresje, osteoporozę, anomalne zachwiania systemu immunologicznego, natury neurologicznej i wtórne infekcje. Ponadto witamina C jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania serca. Niemiecki lekarz Dr Matthias Rath w swojej książce "Dlaczego zwierzęta nie mają ataków serca, a ludzie tak" wykazuje, że w świecie zwierząt ataki serca praktycznie się nie zdarzają, ponieważ wytwarzają one w swoich organizmach witaminę C naturalnie. Ludzie nie posiedli takiego daru więc konieczne jest jej stałe uzupełnianie, aby zapewnić sercu i całemu układowi krążenia swobodne warunki do pracy. W swojej książce Dr Rath obala tezę jakoby wysokie stężenia cholesterolu we krwi były przyczyną ataków serca. Dla przykładu niedźwiedzie we krwi posiadają około 400 miligramów cholesterolu na decylitr krwi i nie cierpią na choroby serca. Według niemieckiego lekarza dzieje się tak, ponieważ niedźwiedzie wytwarzają ogromne ilości witaminy C, która optymalizuje produkcję kolagenu, co wpływa na maksymalną stabilizację ścianek arterii. Zatem chcesz mieć zdrowe serce - uzupełniaj zawartość witaminy C w organizmie.

IV. Podsumowanie

Amazonia jest kopalnią różnych egzotycznych odmian roślin. Wiele z nich wciąż czeka na swoje odkrycie. Camu Camu jest jedną z ciekawszych i bardziej charakterystycznych. Obok szerokiego zastosowania w lecznictwie jest też przepyszna w postaci napoju. Ze względu na swą biochemię jest właściwie panaceum na zachowanie organizmu w dobrej kondycji, z wyszczególnieniem działania immunizującego i immunostatycznego. Cacari jest też swego rodzaju ambrozją dla serca, gdyż stabilizuje jego funkcjonowanie i ogólnie działa wzmacniająco na układ krążenia. Osoby przyjmujące Camu Camu zaprzestały wcinania dużych dawek syntetycznej witaminy C, ponieważ odkryli, że już 1-2 gramy tej witaminy pochodzącej z naturalnych źródeł takich jak właśnie M. dubia są znacznie wydajniejsze we wzmacnianiu organizmu i suplementacji energetycznej. Olbrzymia różnorodność botaniczna amazońskich lasów deszczowych sprawia, że badania roślin tego obszaru to właściwie niekończąca się przygoda, która uczy pokory i wprawia zachwyt nad potęgą natury. W połączeniu z bogactwem rdzennych tradycji indiańskich wciąż możemy obcować i eksplorować skarby pierwotnego życia, pierwotnego połączenia z naturą. Jakiś czas temu wybrałem się do kina na film "Avatar". Najbardziej urzekło mnie ukazanie rdzennej ludności Pandory i ich zażyłości z całą planetą. Film u wielu osób podświadomie wpłynął na przypomnienie o tęsknocie za autentycznym, prawdziwym i szamańskim kontaktem z Matką Naturą. Dlatego tak ważne jest ratowanie bogactwa Amazonii i innych części składających się na płuca Ziemi, przed industrialną dewastacją i kulturowym wyjałowieniem. Na koniec raz jeszcze Dr James Duke o Camu Camu:
 

niedziela, 9 maja 2010

Napar przyjaźni cz. 2 - moja przygoda z Yerba Mate

Napar przyjaźni cz. 2
Co, gdzie i dlaczego, czyli moja przygoda z Yerba Mate
autor: ps 


Jak i w czym pić yerba mate? Na te dwa, podstawowe pytania, postaram się udzielić odpowiedzieć w tej części artykułu.
Zacznę od stwierdzenia - To bardzo proste, nie ma czego się bać, każdy może pić tak jak mu się podoba i jak mu jest wygodniej. Nie ma ściśle określonych zasad. Jednak najpopularniejszą metodą picia bagienka, która zaoszczędzi nam siorbania fusów jest użycie specjalnej metalowej słomki (bombilli). Można też kupić naczynko, wtedy picie jest bardziej zbliżone do tradycyjnego, ale to nie jest konieczne. Ważne jednak, by yerby nie pić ze szklanki, tylko z kubeczka, bo ceramika trzyma lepiej od szkła ciepło i napój nie wystygnie nam zbyt szybko.

Podaję sprawdzony przeze mnie przepis. Ważne, aby woda nie była zbyt gorąca.
Napełniamy naczynie do mate w 3/4 objętości, zatykamy otwór ręką i odwracamy do góry dnem, lekko potrząsając. Ponownie odwracamy mate tak, by większość liści zgromadziła się z jednej strony. Wpychamy głęboko bombille tam, gdzie jest mniej liści. Potem bombilli już nie ruszamy. Następnie gotujemy wodę. Właściwa do mate powinna mieć około 70-80°C. Zbyt gorąca woda parzy liście i powoduje, że napar jest wodnisty i pozbawiony smaku. Podobno nie chodzi tu tylko o efekt termiczny ale także o zawartość tlenu rozpuszczonego w wodzie, która gwałtownie spada przy wyższej temperaturze. Odpowiedni czas do zalania, to 10 minut od zagotowania (w tym czasie woda wychładza się do odpowiedniej temperatury). Nieodzownym elementem jest termos, w którym będziemy przechowywali wodę na dolewki, bo raz zaparzoną yerbę, można zalewać do sześciu razy (za każdym ma ona inny, doskonały smak).

Yerba mate można też zalewać zimną wodą i pić z dodatkiem lodu i innych ziół, czy świeżo wyciśniętym sokiem z cytrusów.. Taki napój nazywa się tereré i jest popularny w Paragwaju. Tereré znakomicie gasi pragnienie i jest źródłem wielu witamin i minerałów. Tu jednak, należy pamiętać, że pierwszy kubek powinien być zaparzony gorącą wodą, a dopiero dolewki zalewane zimną (ale to jest przecież oczywiste).

Co zrobić jak yerba jest za gorzka?
Niektórzy piją mate z cukrem. W takim przypadku przed każdą dolewką wsypujemy trochę cukru. Trzeba jednak pamiętać, że tykwa przeznaczona do picia gorzkiej mate nie powinna być wykorzystywana do picia osłodzonego napoju. Według mnie cukier ewidentnie jest trucizną i  słodzenie nim „naparu przyjaźni” byłoby profanacją świętości. Zamiast cukru można jednak dodać miodu. Wystarczy podczas parzenia się yerby na górę delikatnie dać łyżeczkę miodu. Podczas gdy będziemy kolejno zalewać, miód będzie się powoli roztapiał i gorzki smak pójdzie w niepamięć.

W trzeciej, ostatniej części postaram się streścić legendy na temat mate i przedstawić popularne odmiany wraz z opisami oraz przedstawić kilka sklepów, gdzie można kupić paragwajską yerbę w rozsądnej cenie.

„Napar przyjaźni” cz. 1 znajduje się pod adresem:
http://botanicscience.blogspot.com/2010/01/napar-przyjazni-cz-1-czyli-moja.html

niedziela, 2 maja 2010

Lipa szerokolistna - panaceum na nerwy i nie tylko

Lipa szerokolistna (łac. Tilia platyphyllos)
inne nazwy: lipa wielkolistna, lipa letnia, lipina
rodzina: Lipowate - Tiliaceae
królestwo: rośliny, nadgromada: nasienne, 
gromada: okrytonasienne, klasa: Rosopsida, rząd: ślazowce

Drzewo dorastające do 30-40 metrów o okrągłej koronie. Pączki duże jajowate, lekko zaostrzone. Kwiatostan lipy wyrasta na długiej szypułce zarośniętej do połowy, lancetowatego kształtu. Liście tej lipy są większe niż pokrewnego gatunku - lipy drobnolostnej (łac. Tilia cordata) z obu stron jednakowo zielone, u siostry liście zdarzają się od spodu jaśniejsze Zakwita około 2 tygodni wcześniej od lipy drobnolistnej, której okres kwitnienia przypada na na koniec czerwca, początek lipca. Obie lipy występują na terenie Europy w większych zespołach leśnych, a także w Azji Mniejszej na Kaukazie i Syberii zachodniej. Lipa szerokolistna występuje rzadziej niż lipa drobnolistna w lasach liściastych. Pierwsza osiąga wiek nawet do 1000 lat, a młodsza siostra żyje sobie do 150, a czasem nawet 300 lat.

I. Botanika
Pień ma korę ciemną, spękaną. Młode gałązki są owłosione, czerwonawobrunatne lub zielonawe, pączki dość duże, jajowate, nieco zaostrzone, okryte 2 lub 3 łuskami, o dolnej łusce dochodzącej najwyżej do połowy długości pączka. Liście okrągławo-sercowate, brzegiem ząbkowate, lśniące, jasnozielone, spodem zielonawe w wymiarach 7-12 cm długości (u drobnolistnej 2-10 cm). Są one miękkie, z wierzchu nagie lub niezbyt gęsto owłosione. Dolna strona jest owłosiona na całej powierzchni, zwłaszcza na nerwach z kępkami białych włosków w kątach nerwów. Baldachokształtny kwiatostan lipy jest na długiej szypułce zrośniętej do połowy z jasnozieloną podsadką lancetowatwego kształu. U lipy drobnolistnej w kwiatostanie występuje 5-16 kwiatów żółtawobiałych, u szerokolistnej tworzą 2-7 kwiatowy bladożółty zwisający kwiatostan. Działki kielicha są lancetowate, na brzegu i wewnątrz owłosione. W kwiatach obu gatunków występuje około 30-40 pręcików. Słupek ma zalążnie owłosioną i nagą szyjkę, znamię jest opatrzone 5 karbami. Owocem jest kanciasty, kulistawy lub gruszkowaty orzeszek o grubej, zdrewniałej łupinie. Gatunek ten kwitnie najwcześniej ze wszystkich lip i jest bardzo zmienny pod względem owłosienia, kształtu i wielkości liści oraz owoców. Występuje częściej na południu Polski.

II. Zbiór
Surowcem jest kwiatostan lipy (łac. Inflorenscentia Tiliae), syn. Kwiat lipy - Flos Tiliae.
Zbiera się  w czasie suchej pogody całe kwiatostany wraz z podsadką w czasie kwitnienia, gdy większość jest już rozwinięta, a reszta zaczyna się rozchylać. Obie lipy dostarczają równorzędnego surowca leczniczego. Suszy się w temperaturze do 40 stopni Celsjusza. Po wysuszeniu kwiaty mają naturalny kolor, miodowy zapach, smak słodkawy i nieco ściągający. Zbierane z drzew stojących przy drogach nie nadają się do zastosowania w lecznictwie. Nie ruszamy także kwiatów przekwitających z zawiązanymi owocami. Drewno lipowe służy do wypalania lekkiego, chłonnego węgla - Carbo medicinalis, syn. Carbo ligni, Carbo Tiliae.

III. Działanie
Lipa wielkolistna i drobnolistna wykazuje działanie napotne, przeciwgorączkowe, przeciwskurczowe, moczopędne i osłaniające. Napary lub odwary łagodnie zwiększają wydzielanie potu i poprawiają transpirację i perspirację skóry. Działanie to polega częściowo na bezpośrednim pobudzeniu czynności gruczołów potnych, a także w pewnym stopniu, na zwiększeniu ich wrażliwości na bodźce przekazywane przez nerwy układu współczulnego przewodu pokarmowego i narządów rodnych u kobiet. Zmniejszają one nieznacznie napięcie mięśni gładkich, pobudzają w niewielkim stopniu wydzielanie soku żołądkowego, wzmagają przepływ żółci do dwunastnicy oraz wydalanie moczu. Do wewnątrz stosuje się w postaci naparu przy kaszlu, w przeziębieniu, w stanach skurczowych przewodu pokarmowego i przy bólach pochodzenia nerwowego tzw. nerwobólach. Napar działa także regenerująco po i w trakcie długotrwałego wysiłku umysłowego, napięcia nerwowego i przy zawrotach głowy. Działa uspokajająco, ułatwia zasypianie. Stosuje się również przy zapaleniu oskrzeli, dychawicy oskrzelowej, migrenie, wymiotach na tle nerwowym, niektórych schorzeniach nerek i pęcherza, kolkach, biegunkach, miażdżycy, cukrzycy i chorobach reumatycznych. Napar wpływa na konsystencję krwi, obniża nieznacznie jej lepkość i przeciwdziała skupianiu się czerwonych krwinek. Zewnętrznie używa się do płukanek w stanach zapalnych jamy ustnej i gardła, a także jako odwar do płukania włosów, co wzmacnia cebulki i zapobiega wypadaniu. Może być stosowany w łysieniu androgennym. Kąpiele z odwaru lub naparu z kwiatów znane są z działania orzeźwiającego, relaksującego i oczyszczającego na skórę. Bardzo dobre przy rekonwalescencji lub niewysypianiu się. Zalecane regularnie przy osobowościach nerwicowych i dla nerwowych dzieci.

IV. Zastosowanie
Sporządza się łyżkę stołową kwiatu na szklankę wrzątku, parząc 15 minut pod przykryciem. Można pić 3-4 razy dziennie po 1/2 do całej szklanki jako środek napotny i do użytku zewnętrznego. Przy gorączce i przeziębieniu dodatkowo możemy dodać łyżkę kwiatów bzu czarnego i łyżkę owoców berberysu (lub kłączy perzu), zalać dwiema szklankami wrzącej wody i pozostawić pod przykryciem na około 20 minut. Ewentualnie dodać można dwie łyżki syropu malinowego i wypić ciepłe przed snem. Jako środek uspokajający do łyżki kwiatów lipy dodać dwie łyżki liści melisy. Mieszankę zalać dwiema szklankami wrzątku i naparzać pod przykryciem 15 minut. Pić 1/2 do całej szklanki dziennie. Do jednej kąpieli 200-300 g kwiatów lub liści albo 500 g trocin zalewamy 1 litrem letniej wody. Odwar gotujemy na małym ogniu przez 20 minut, a następnie dolewamy do kąpieli. Wedle innej receptury 50 g kwiatów lipy, 30 g rozdrobnionego kłącza tataraku oraz po 20 g kwiatów lawendy i kwiatów (lub ziela) wrzosu zalać 2 litrami wrzącej wody i pod przykryciem zostawić na 30 minut lub ogrzewać tak by nie doprowadzić do wrzenia. Następnie wlać do wanny. Po kąpieli nie wycierać się ręcznikiem, a owinąć się prześcieradłem kąpielowym, położyć do łóżka i ciepło okryć. Kąpiel działa uspokajająco, ułatwia zasypianie, regeneruje skórę i czyni ją elastyczną, usprawnia transpirację, a także ma właściwości przeciwskurczowe. Ponadto działa napotnie i często przerywa ostry nieżyt nosa. Z kolei węgiel drzewny (Carbo medinicalis) przyjmować 1/2 łyżeczki proszku w mleku lub wodzie w biegunce, zatruciach pokarmowych, nadkwaśności i dolegliwościach żołądkowych. Proszek z dodatkiem sproszkowanych liści szałwii może służyć do czyszczenia zębów.

V. Biochemia
Flos. Tiliae zawiera glikozyd działający napotnie, duże ilości związków śluzowych, olejki eteryczne (geraniol, eugenol), witaminę PP, witaminę C i ślady E, aminokwasy, kwasy organiczne, woski, sole mineralne (mangan), gumy i pektyny. Występują także niewielkie ilości hesperydyny, która działa podobnie do witaminy P, aktywizującej witaminę C. Zawiera flawonoidy, a wśród nich glikozydowe kwercytyny, kamferolu i akacetyny.
Kemferol, 5,7,4'-trihydroksyflawonol, robigenin
wzór sumaryczny: C15H10O6
masa molowa: 286,24 g/mol

Kemferol to organiczny związek chemiczny pochodzenia naturalnego należący do flawonoidów. Zaliczany jest do pochodnych flawonolu ze względu na obecność przy węglu C-3 grupy hydroksylowej.  Jest to związek dość szeroko rozpowszechniony w świecie roślinnym. Możemy znaleźć go m.in. w liściach herbaty, miłorząbie dwuklapowym, nawłoci pospolitej, czy kwiatach ostróżeczki polnej. Często występuje jako glikozyd. Wykazuje działanie spazmolityczne, przeciwzapalne, przeciwgrzybiczne i przeciwalergiczne.

VI. Mitologia i legendy
Znali ją i stosowali starożytni lekarze Rzymscy i Greccy używając kory i liści lipy. Kwiat jako surowiec leczniczy powszechnie był stosowany dopiero od średniowiecza, choć tradycje ludowe i wielu zielarzy wykorzystywało kwiatostan. U Słowian znano ją jako drzewo święte, a pod jej koroną często oddawano cześć Matce Naturze. Chroniła przed piorunami i złymi duchami. Pewnie dlatego w późniejszym okresie brała udział w czynnym życiu społeczności (odbywały się pod nią narady wojenne, sądy, wspólne lektury). Wczesne tradycje chrześcijańskie utożsamiły lipę z postacią Matki Bożej i to właśnie z nią wiązały się legendy krążące wokół drzew. Na szlacheckich dworach lipę sadzono w dniu narodzin dziecka. W medycynie ludowej stosowano także korę i liście. Te ostatnie przykładano na chore oczy i stany zapalne skóry. Miały działanie odkażające i przeciwbólowe. Pączki i liście stosowano przy oparzeniach i wrzodach, a zmielone drewno przy wzdęciach. Było to znane panaceum na wszelkie dolegliwości na tle nerwowym. W starych aptekach dostępna była "woda lipowa" otrzymywana z destylacji kwiatu - podawano ją przy epilepsji i konwulsjach. Częste przebywanie w lesie lipowym poprawia samopoczucie i usuwa niepokój. Dodatkowo obejmowanie drzew znane było jako doskonały sposób na uziemienie zaburzeń nerwowych i oczyszczenie z napięcia.

czwartek, 18 lutego 2010

Rodzimy krasnal wolności, czyli Łysiczka lancetowata

Od dawien dawna ludzkość poznawała różne właściwości grzybów. Metodą prób i błędów leśnego empiryzmu szybko okazało się, że kapelusze posiadają właściwości odżywcze oraz toksyczne. Pod tą drugą kategorią kryło się działanie trujące, infekujące organizm oraz halucynogenne i lecznicze. Ciężko sprecyzować kiedy dokładnie po raz pierwszy grzyby były systematycznie używane w celach obrzędowych. Przypuszcza się, że to właśnie kapeluszniki były pierwszymi halucynogenami, na które natknął się człowiek. Znalezione artefakty zwane "kamiennymi grzybami" na wyżynnych terenach Majów w Gwatemali, wskazują na zaawansowany kult wykorzystujący "święte grzyby" datowany na okres około 1000 r. p.n.e. Jednak wiemy, że ta historia sięga o wiele dalej. Na całym świecie występuje wiele gatunków grzybów o właściwościach psychoaktywnych. Najmocniejsze odmiany pochodzą z okolic Meksyku, Ameryki Środkowej i Ameryki Południowej - Psilocybe mexicana, Psilocybe aztecorum, Stropharia cubensis i inne gatunki. Jednym z bardziej aktywnych halucynogennie gatunków jest również Amanita muscaria (muchomor czerwony) rosnący na terenie Europy. Używali go mieszkańcy Syberii oraz regionów strefy umiarkowanej, aby ożywić śnieżne stepy za pomocą silnych halucynacji, a szamani wprowadzali się dzięki niemu w trans. Podróże psychodeliczne z użyciem grzybów zawierających w swym składzie chemicznym muscymol (alkaloid występujący w wielu muchomorach) znacznie różnią się od gatunków "spadzistych" z chemicznej rodziny Psilocybe. Muscymolowe podróże częściej bywają mroczne i zdają się zapuszczać w rejony silnie skrywanych lęków, nawet tych archetypowych. Niektórzy badacze raportują, że Amanita muscaria potrafi pokazać radosne strony życia, jak i totalny brak jego sensu przez co może mieć poważne skutki psychologiczne na pewne typy osobowości. W każdym razie nie o muchomorach będzie w tym wpisie mowa, choć zostaniemy przy mykologii. Poniżej przedstawie jeden z gatunków grzybów psylocybinowych występujący na naszych rodzimych polanach i ścieżkach. Panowie i panie przed nami Cierniówka lancetowata.

Łysiczka lancetowata (łac. Psilocybe semilanceata Fr.)
rodzina: Stophariaceae (pierścieniakowate)
inne nazwy: cierniówka lancetowata, halunek, czapka wolności
królestwo: grzyby; typ: grzyby podstawkowe; klasa: podstawczaki; podklasa: podstawczaki pieczarkopodobne; rząd: pieczarkowce
 
Gatunki grzybów psylocybinowych dostosowały się również i do klimatu występującego w Polsce. Magiczne kapelutki najbardziej lubią tereny podmokłe, dużo wilgoci i dobrze chłoną też nieco późnego jesiennego promieniowania słonecznego. W naszym kraju występuje kilka gatunków Psilocybe - Cierniówka cisawa (Psilocybe spadicea), Kołpaczek dzwonkowaty (Panaeolus sphinctrinus) , Kołpaczek motylkowaty (Panaeolus papilionaceus) oraz rzecz jasna bohaterka niniejszego tekstu - Łysiczka lancetowana. To właśnie ona zawiera największe ilości aktywnej substancji psychoaktywnej, dlatego jest głównym celem chętnych do odbycia psychodelicznej podróży z tym organizmem. Wyrasta na jesieni, ale można ją jeszcze czasem spotkać  nawet w połowie października na leśnych polanach, pastwiskach oraz przy drogach i ścieżkach. Najliczniej występuje w górach i na Mazurach, choć można się na nią natknąć właściwie w całym kraju, jeśli natura spełni odpowiednie warunki dla ich  rozwoju. Łysiczki i kilka innych grzybów psylocybinowych często nazywano czapką wolności ze względu na spadziste kapelusze. Czapka symbolizowała w tym wypadku oświecenie, iluminację ściśle powiązaną z naturą i duchem Ziemi m.in. czapki frygijskie w wielu legendach ludowych nosiły krasnale lub elfy.
Czapka frygijska, czapka wolności (gr. piloj, łac. pileus) – wełniane lub filcowe, ściśle przylegające nakrycie głowy w kształcie stożka, z opadającym do przodu szpicem. Rzymianie twierdzili, że czapka frygijska, nazywana przez nich pileus przybyła wraz z nimi z Troi. W Rzymie była symbolem wolności. Dostawał ją niewolnik w momencie wyzwolenia. Na monetach rzymskich bogini Roma nosi frygijkę. Postacie ubrane w pileus występują często w rzymskiej sztuce np. chłopiec na Ołtarzu Pokoju. W czapce frygijskiej przedstawiano od epoki hellenistycznej Mitrę. wiki  

I. Zbiór
Wysyp łysiczek przypada na okres późnej jesieni tj. jesień-październik i wtedy właśnie najlepiej je zbierać. Kiedy zaczną się charakterystyczne jesienne, chłodne noce - jest to dobry okres do poszukiwań magicznych kapeluszy. Łysiczki lubią wilgoć, a obfite opady sprzyjają ich "kiełkowaniu" z ziemi. Można je znaleźć na pastwiskach, łąkach, moczarach, mokradłach oraz przy leśnych ścieżkach i drogach. Jeśli chodzi o porę zbioru to nie ma w tym punkcie stałych reguł. Dobrze jest wybrać się skoro świt, ale też pora popołudniowa bywa dobra. Twierdzenie, że łysiczki lubią wilgoć i tylko wilgoć też nie jest do końca prawdą. Bywało, że wybierając się na botaniczną wyprawę w celu pochwycenia i skatalogowania cierniówki (oczywiście w celach naukowych) w godzinach rannych - nie znajdowałem nic. Jednak kiedy na niebie pojawiało się charakterystyczne, przyjemne, późno-jesienne słońce - w tym samym miejscu mogłem natknąć się na wiele okazów. Aczkolwiek specyfika zbioru nadal pozostaje botanicznym fenomenem, ponieważ łysiczki zdają się pojawiać kiedy chcą i jak chcą. Wiele zależy też od "efektu obserwatora", czyli naszego nastawienia, intencji i stanu świadomości podczas zbioru. A ten nie bywa łatwy, choć jest to moim zdaniem pozytywna strona łysiczkowych łowów. Nie znajdą jej bowiem osoby niezdeterminowane i takie, które nie lubią wiele czasu przebywać na łonie natury lub źle znoszą dalekie i częste podróże rowerowe.

Psilocibe semilanceata Fr. ma kapelusz skórzasto-błoniasty, nagi, śliski, oliwkowy lub brudno-żółto-brunatny, dzwonkowaty o szczycie ostro zakończonym, spadzistym. Nawet u dojrzałych okazów kapelusz nie rozpościera się zachowując swój niepowtarzalny kształt. Blaszki są koloru oliwkowobrunatnego o białym, strzępiastym ostrzu. Natomiast trzon jest jasnobrązowy, długi, smukły, czasem przezroczysty i dość elastyczny. Najbardziej owocnym sposobem zbioru jest zastosowanie metodologii rytualnej i szamańskiej. Zbieranie i spożywanie łysiczek w celach zwykłej zabawy i psychodelicznego odjazdu mija się z celem i często bywa niebezpieczne - zwłaszcza dla osób spożywających duże ilości różnych substancji narkotycznych. Wzorem naszych przodków lub szamanów przy zbiorze należy wykonać personalny rytuał i wyrazić szczerą intencję głębokiej nauki, którą psychonauta, badacz chciałby przyswoić podczas osobistej podróży. Absolutnie nie poleca się przyjmowania łysiczek w obiektach zamkniętych lub po prostu w mieście. W celu zapewnienia sobie optymalnych warunków doświadczenia najlepiej wybrać się do lasu, na łono natury samemu lub z kimś zaufanym.

II. Efekt psychoaktywny
Choć nasze rodzime łysiczki zawierają mniej psylocybiny (aktywnej substancji psychoaktywnej) niż pokrewne gatunki z krajów egzotycznych - nie ma to większego znaczenia, ponieważ jeśli przyjmiemy ich więcej - efekt będzie bardzo zbliżony lub niemal identyczny. Dawka 30 łysiczek (ok. 10 miligramów psylocybiny) powoduje zaburzenia percepcji, a przy ilościach około 70-100, podróż może być bardzo intensywna i w wielu przypadkach ciężka do opanowania. Standardowy efekt po spożyciu łysiczek to głęboka relaksacja połączona z poczuciem dziwnej lekkości w ciele i małymi lub większymi sensacjami żołądkowymi. Powoli uaktywniają się niedostrzegalne na co dzień właściwości naszej percepcji. Otoczenie staje się dla nas o wiele ciekawsze, ponieważ w postępującym stanie transowym zaczynamy zagnieżdżać uwagę w szczegółach obserwowanych zjawisk np. kształtów chmur na niebie, czy kołyszących się na wietrze drzew - które wydają się czymś niesamowicie pięknym i perfekcyjnie zsynchronizowanym z pulsem natury. Znajdujemy się bardziej w chwili teraźniejszej, nie wałęsając myślami w przyszłości i przeszłości. Od momentu spożycia grzybów do pierwszych oznak działania mija średnio 40-60 minut. Mogą nastąpić stany euforyczne i ciężki do zidentyfikowania lub opanowania śmiech i ogólne poczucie humoru. Pod zamkniętymi powiekami często pojawiają się wizje podobne do śnienia na jawie lub wzory geometryczne połączone ze wzmożonymi hipnagogami. Z kolei przy otwartych oczach również dość licznie raportuje się o zniekształceniach obrazu, wyostrzeniu wzroku i słuchu, a także halucynacjach wzrokowych i słuchowych. Osoby odbywające psychodeliczną podróż grzybową notują głębokie połączenie z naturą i w zasadzie ta sympatia do naturalnego środowiska pozostaje już niezmienna. W głównej mierze efekty psychoaktywne uzależnione są od indywidualnych preferencji osoby, która dostarcza grzyby do organizmu. Mają na to wpływ dotychczasowe doświadczenia życiowe, stan emocjonalny i typ osobowości, które są przecież wśród mieszkańców tej planety bardzo różne.

Tak opisywał swoje spotkanie z łysiczkami jeden ze znajomych mi badaczy:
"Wczoraj dane mi było uzyskać odpowiedzi na wszelkie pytania, które od dawna zadawałem. Właściwie tę wiedzę posiadałem od zawsze, ale doświadczenie z grzybami pomogło mi ją przypomnieć. Dotknąłem najwyższej części siebie, uwolniłem od ziemskich ograniczeń i doświadczyłem Pustki. Pustki, z której wyłonił się Wszechświat, a właściwie on tam już istniał od zawsze i nie istniał zarazem. Zrozumiałem, że cały fizyczny i niefizyczny świat jest tylko złudzeniem. My naprawdę nie istniejemy, a jednocześnie przejawiamy się. Na tym polega genialny dualizm doskonałej Pustki. Nie ma Boga - jest wszechobecna, doskonała energia wypełniająca wszystkie sfery rzeczywistości. Zrozumiałem, że to ja jestem Bogiem - moje istnienie wystartowało z Pustki i cały czas w niej krąży. Nie ma żadnych ograniczeń. To było niczym olśnienie, wszelkie problemy przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Właściwie to wszystko na pozór straciło wszelkie znaczenie, ale jakimś sposobem dzięki temu jednocześnie zyskało go jeszcze więcej. Znów kłania się dualizm doskonałej Pustki. Jedyne o czym mogę powiedzieć, że istnieje na pewno, to ta wspaniała, życiodajna energia i to ją należy kontemplować - nie ma żadnych ograniczeń. Wraz z tym zrozumieniem moje życie stało się o wiele bogatsze. Pokochałem wszystkie istoty, bo wszystkie są doskonałe. Nie można znaleźć na to żadnych kontrargumentów - czułem, że musiałem tego doświadczyć, tak było zapisane w tym czymś, co nazwałem prowizorycznie Wielkim Planem Wzrostu Swiadomości - zajrzałem do niego na chwilę - ujrzałem drogę Boga, który we mnie jest. To było najbardziej niesamowite wydarzenie w mojej ludzkiej egzystencji. Dzięki niemu zmieni się całe moje życie - zmieni się w nieopisaną radość z bezgranicznej Pustki istnienia. Wszystko co robi teraz człowiek wydaje się nie mieć żadnego znaczenia. Dotarło do mnie, że nie potrzebuje już żadnych substancji psychoaktywnych, całą wiedzę mam w sobie. Wystarczy zsynchronizować ciało z nieopisaną Pustką. Poznałem tajemnicę stworzenia Wszechświata, tajemnicę Boga, moją tajemnicę. To rozkoszna wiedza o niekończącej się linii życia. Nie boję się śmierci, wiem już co mnie po niej czeka - doskonałość - dalsze rozwijanie świadomości nieopisanej Pustki. Dotarłem do pierwotnego źródła, miałem wątpliwości, ale nie załamałem się od ogromu tej wiedzy. Teraz dostrzegam, że tego piękna jest jeszcze wiele do odkrycia i przeżycia".

III. Biochemia
Głównym składnikiem odpowiedzialnym za psychoaktywne działanie łysiczek jest Psylocybina (C12H17N2O4P). Po raz pierwszy została wyizolowana w 1950 r. z gatunku Psilocybe mexicana. To psychodeliczny alkaloid z rodziny tryptamin. Powoduje głębokie doznania mistyczne, transcendentalne,  medytacyjne, czasem telepatyczne i dywinacyjne. Ma postać krystalicznej białej substancji. Jako jeden z niewielu związków występujących w naturze posiada atom fosforu. Co ciekawe psylocybina w organizmie szybko poddawana jest defosforyzacji (odłącza się grupa fosforanowa) przez co metabolizuje się w psylocynę (4-OH-DMT) pod wpływem enzymu - fosfatazy zasadowej. W wyniku tych reakcji uważa się, że to właśnie psylocyna odpowiedzialna jest za spektrum doznań psychodelicznych.
 
Psylocybina; 4-fosforyloksy-N,N-dimetylotryptamina
4-PO-DMT
wzór sumaryczny: C12H17N2O4
masa molowa: 284,25 g/mol   

Zmetabolizowana do psylocyny psylocybina jest agonistą receptorów serotoninowych 5-HT1A i 5-HT2A/2C. Oznacza to, że substancja zwiększa poziom serotoniny w mózgu oraz powoduje pobudzenie czynności sensomotorycznych i percepcyjnych. Jak u wielu innych psychodelików, tak i w tym wypadku działanie psychoaktywne ma silny związek z dobową regulacją cyklu snu i działa jako naturalny antydepresant. Uważa się bowiem, że serotonina jest odpowiedzialna za nasze stany emocjonalne i wynikające z nich zachowania. Stwierdzono, że przemoc, impulsywność i aspołeczne zachwiania osobowości są wynikiem obniżonego poziomu tej substancji w mózgu, podczas gdy jej wzrost wzmaga czujność.
Psylocyna; 3-(2-dimetyloaminoetylo)-4-hydroksyindol
4-HO-DMT
wzór sumaryczny: C12H16N2O
masa molowa: 204,27 g/mol

Zażycie psylocybiny powoduje wystąpienie stanów euforycznych, intensyfikację zmysłów i halucynacje. Dlatego nie jest wskazane zażywanie jej przez osoby wykazujące zaburzenia psychiczne, zaburzenia osobowości i depresje, gdyż substancja może wywołać pogłębienie napadu lęków, wyolbrzymienie lub urojenie problemu. Natomiast w badaniach naukowych psylocybina wykorzystywana jest do leczenia wyżej wymienionych zaburzeń, ale niezbędne do tego są warunki laboratoryjne i stała opieka lekarzy podczas trwania eksperymentu. Dzięki badaniom wiemy, że psylocybina nie wykazuje działania uzależniającego, a wręcz przeciwnie może być stosowana do leczenia uzależnionych od alkoholu i nikotyny. Psychofarmakolog dr Roland Griffiths z John Hopkins University przeprowadził szeroko zakrojone badania psylocybiny i podał ją wybranym wolontariuszom. Okazało się, że zażycie substancji stało się dla uczestników eksperymentu jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu. W większości były to doświadczenia katalizujące pozytywne zmiany w ich życiu. Wpływ psylocybiny zbadano w 2 i 14 miesięcy od chwili zażycia i u 2/3 badanych odnotowano trwałe pozytywne skutki w postaci poprawy jakości życia i czerpanej z niego satysfakcji. 

Na tym jednak nie koniec. Badania naukowe w tym kierunku prowadzone są też na większą skalę. Dr Charles Grob, członek Heffter Research Institute wykorzystuje psylocybinę w leczeniu chorób nowotworowych. Nie chodzi tu o całkowite wyleczenie, a raczej kurację wspomnagającą terapię wiodącą. Są dwa aspekty działania psylocybiny i psylocyny na organizm ludzki ze zdiagnozowanym nowotworem: 1) Psylocybina znacznie wspomaga proces leczenia onkologicznego pacjentów z zaawansowanymi nowotworami, ponieważ jej działanie pomaga redukować stres, depresje i psychiczny ból spowodowany postępującą chorobą i jej chemicznym leczeniem, które również wyniszcza organizm. Pacjent ma okazję w kontrolowanych warunkach przeżyć głęboką spirytualną podróż, która pomoże mu zmienić nastawienie do życia - zrozumieć przyczyny choroby i jeśli niemożliwa jest pomyśla kuracja, to znacznie złagodzić proces umierania poprzez zrozumienie mechanizmów śmierci i świadomości, nie tylko dla pacjenta, ale też jego rodziny; 2) Teraz wiemy, że nowotwór to choroba cywilizacyjna i w większości wypadków jej podłożem jest stres, negatywne myśli i zaburzenia emocjonalne. Kuracja za pomocą psylocybiny jest w stanie rozwiązać mentalne podłoże problemów pacjentów, a przynajmniej lepiej je zrozumieć. Osoba poddawana eksperymentalnemu leczeniu na nowo odkrywa swoje położenie w rzeczywistości i uczy się czerpać radość z wcześniej niedostrzegalnych walorów życia. Pacjent może ponownie rozpalić w sobie wewnętrzny płomień pasji i odnaleźć egzystencjalny cel. Jeśli uda się wyciągnąć pacjenta z depresji i sprawić by ponownie zaczął aplikować do swojego biopola pozytywne ładunki emocjonalne z pomocą terapii komplementarnej istnieje duża szansa na pomyślną remisję nowotworu.

Podsumowanie
Jeden z największych filozofów współczesnych czasów Terence McKenna wysnuł oryginalną teorię na temat grzybów psylocybinowych. Twierdził, że być może jakiś zaawansowany mikroorganizm przybył na Ziemię z kosmosu i zaadoptował się do ziemskich warunków właśnie w postaci grzybów halucynogennych. Mało tego według niego małpiątka, które schodziły od czasu do czasu z drzew grzebały w odchodach i zajadały się czapkami wolności no i... uwolniły się od gałęzi przyjmując w końcu, na skutek psychodelicznych wojaży, postawę wyprostowaną. Twierdzenia może i kontrowersyjne, ale podparte logiką - są też jakąś alternatywną wobec gromkiego sporu kreacjonistów z darwinistami. Ja mam jeszcze inne spojrzenie na grzybki oraz na całą biosferę. Moim zdaniem ziemska biosfera tworzy jeden wspólny organizm, na którego kodowanie wpływ ma promieniowanie kosmiczne i grawitacja. W ten sposób w oparciu o określone geometryczne konstrukty spirala życia zagnieżdża się w organizmach żywych, tworząc zróżnicowany, wspólny puls życia - zwany powszechnie naturą. Nie przez przypadek obserwując prawa i siły natury odkrywamy powtarzające się sekwencje geometryczne i wiele niesamowitych zjawisk (kto spędza dużo czasu w lesie lub oglądał "Mikrokosmos" wie dobrze o czym mówię). Dobrym przykładem może być roślinna telepatia. Dr Ed Wagner umieścił w jednej z serii doświadczeń elektrody w pniu drzewa, i zaczął uderzać w nie siekierą. Drzewo zareagowało - po uderzeniu czujniki wychwyciły nagły wzrost napięcia elektrycznego w pniu. Co ciekawe taki sam skok napięcia wystąpił u pobliskich drzew, które nie zostały okaleczone. Podobne eksperymenty prowadzono też z roślinami doniczkowymi, u których również wykryto niemal natychmiastową telepatię. Takie obserwacje prowadzą botaników i naukowców do konkluzji o istnieniu inteligentnego pola, które organizuje i podtrzymuje życie ziemskiej biosfery.

Jak to więc jest, że na Ziemi wykształciły się gatunki organizmów wywołujących zmiany w świadomości ? W jaki sposób rośliny i grzyby rozwinęły w sobie biochemiczne sekwencje pozwalające na głębokie psychodeliczne wojaże ? To pytanie długo spędzało mi sen z powiek. W końcu doszedłem do konkluzji, że natura w ten sposób komunikuje się z nami i daje nam klucze "zapłonowe" naszej własnej świadomości. Dzięki interakcjom z roślinami psychoaktywnymi nasza świadomość może wzbogacić się o nowe perspektywy postrzegania rzeczywistości. Dzięki nowym kątom spojrzenia być może dostarczamy biosferze danych o naszym gatunku, a także zbieramy informacje o nas samych. Taka symbioza zdaje się współistnieć od wieków i jak wynika z antropologicznych i psychologicznych badań - kształtowała ludzką kulturę po dziś dzień. Zatem dlaczego takie substancje jak psylocybina, mające szerokie zastosowanie na polu psychologii i medycyny - są prawnie zakazane m.in. w Polsce. Odpowiedź wydaje się zbędna w świetle  lobbystycznych interesów, które rozgrywają się pod płaszczem psychodelicznych zakazów. Czy warto więc decydować się na przejażdżkę z grzybami psylocybinowymi ? To zależy od wielu indywidualnych czynników. Tradycje szamańskie mówią, że każdy kontynent i kraj wyposażony został przez naturę w najodpowiedniejsze dla ich mieszkańców rośliny halucynogenne. Indianie mają Ayahuasce, San Pedro i Salvie,  kult Bwiti Ibogę, mieszkańcy Syberii muchomora, a my mamy łysiczkę. Wygląda więc na to, że nasza rodzima czapka wolności jest szamańskim wehikułem niejako przeznaczonym mieszkańcom tej części kontynentu. Po dogłębnej analizie mogę stwierdzić, że dla osoby zdrowej psychicznie spotkanie z łysiczką w odpowiedniej dawce będzie przeżyciem niezapomnianym i wprowadzi  w życie wiele pozytywnych zmian. Przede wszystkim grzyby wzmacniają więź człowieka z naturą, a w postępującej industrializacji i odhumanizowaniu systemu -  wydają się być niemal zbawiennym lekarstwem dla uspokojenia, zrównoważenia i poszerzenia zmysłów.

piątek, 8 stycznia 2010

Ayahuasca: Transkomunikacja i Detoksyfikacja - premiera w kwietniu



Trwają prace nad większym artykułem, który opracowuję na potrzeby Sacharuna Clinic Center. Na blogu zamieszczam coś na wzór trailera, czyli układ artykułu oraz w całości jego wstęp i początek drugiego rozdziału. Premiera najprawdopodobniej w kwietniu tego roku.


Ayahuasca: Transkomunikacja i Detoksyfikacja
Autor: Jakub Babicki

Spis treści:
I. Wstęp
II. Biochemia i botanika
III. Właściwości lecznicze
a) Transkomunikacja międzywymiarowa
b) Detoksyfikacja organizmu
c) Remisje nowotworów
d) Legalność
IV. Egzorcyzm chrześcijański
a) Pasożyty w rytuale szamańskim
b) Demony w rytuałach chrześcijańskich
V. Podsumowanie
VI. Przypisy 

I. Wstęp

Dwa składniki połączone w odpowiedni sposób są w stanie wykrzesać z siebie wywar, który nazwany jest w języku Indian Quechua Lianą Dusz lub Pnączem Duchów. Nazwa ta nie jest przypadkowa, gdyż w zgrabny sposób definiuje psychoaktywne działanie magicznego napoju. Spośród wszystkich znanych nam roślin amazońskich lasów deszczowych, to właśnie ta brązowa ciecz jest najbardziej interesującym, botanicznym wehikułem odmiennych stanów świadomości. Występuje właściwie w całej amazońskiej dżungli Ameryki Południowej. Jej opisy różnią się w zależności od praktyk plemiennych oraz edukacji curanderos*. Na świecie obecnie potocznie używa się nazwy Ayahuasca, Caapi i Yage. Nie wiadomo kiedy po raz pierwszy została wykorzystana w celach inicjacyjnych. Ikonografie znajdujące się na archeologicznych artefaktach z Ekwadoru dostarczają antropologicznego dowodu, że rodowici mieszkańcy lasów deszczowych świadomie używali Yage już w 2000 r. P.N.E (Naranjo, 1986). O wywarze szybko zaczęły krążyć legendy, kiedy to Europejczycy weszli w interakcję z potężnym halucynogenem. Indianie od wieków używali Ayahuasci w celach leczniczych i detoksyfikacyjnych. Na tym polu również krążyły niezwykłe opowieści, które w miarę upływu lat i zacieśniania integracji między Indianami i białymi, zostały stopniowo umieszczane pod lupą aparatu poznawczego medycyny konwencjonalnej. W ten sposób wielu wykształconych lekarzy i medyków z różnych części ziemskiego globu ruszyło, aby potwierdzić lub zdementować niesamowite pogłoski przedzierające się tu i ówdzie do tworzonej w pocie czoła cywilizacji industrialnej w Europie, czy Ameryce Północnej. Na miejscu okazało się, że potencjał medyczny i terapeutyczny Ayahuasci jest na tyle duży, że do dnia dzisiejszego coraz większa grupa uniwersyteckich lekarzy oraz studentów angażuje się w eksplorację amazońskiej dżungli. Echa badań przeprowadzonych na świętej Yage oraz setkach innych roślin leczniczych Amazonii, do dziś odbijają się w środowiskach medycznych, które zainteresowały się zebraną do tej pory dokumentacją. Badania jednoznacznie wskazują na pomyślne stosowanie wywaru na polu neurofarmakologii, neurofizjologii oraz psychiatrii. Zresztą skuteczność leczenia schorzeń o charakterze mentalnym stała się wizytówką Ayahuasci. Indianie używają wywaru również w celach obrzędowych, religijnych, czy dywinacyjnych. Szamani wprowadzają się dzięki niemu w trans i poprzez transkomunikację są w stanie dostroić się do rzeczywistości duchowej, niematerialnej. Reakcje biochemiczne w organiźmie ludzkim, jakie następują po doustnym przyjęciu substancji umożliwiają świadomości szczególny rodzaj wglądu poza punkt załamania światła. Innymi słowy człowiek może absorbować biofotony* z całego otoczenia poza obszarem weryfikacyjnym tradycyjnego postrzegania przez siatkówkę oka, a także Analitycznego Modelu Osobowości* (EGO). Wówczas pod zamkniętymi powiekami całe otoczenie zmienia się nie do poznania. Gdzieś nad głową rozbrzmiewa charakterystyczny odgłos skręcanego elektrycznego węża, a rzeczywistość zapełnia się barwnymi wizjami, które mają często traumatyczny lub iluminacyjny charakter.

Obecnie w krajach Ameryki Południowej furorę robi tzw. eko-turystyka, poprzez którą osoby spoza społeczności indiańskich, metyskich mają szansę przetestować starożytny wywar na sobie. W efekcie szamanizm i zainteresowanie etnobotaniką stały się bardzo popularne wśród białej ludności. Możemy spotkać przejawy tego zainteresowania niemal na każdym kroku. Ma to swoje dobre i złe strony, ale jedno jest pewne - jako mieszkańcy cywilizacji, której korzenie zostały zniszczone poprzez industrializację i farmaceutyczny kolonializm, edukacyjny wymiar takiej aktywności przynosi nam za każdym razem bogactwo wiedzy, utraconej wiedzy. Szczególnie cieszy duże zaangażowanie doktorów medycyny, antropologii, psychologii, czy też psychiatrii w naukowym zgłębianiu naturalnych metod leczniczych wraz z ich rytualnym aspektem. Zwrócić uwagę należy na ostatnią część poprzedniego zdania, ponieważ właśnie naukowo-rytualna kooperacja dostarcza nam fantastycznych materiałów z zakresu psychologii głębi oraz fizyki kwantowej. Taka wzajemna współpraca to nie tylko opisywanie fachową terminologią metodologii szamańskiej, a możliwość percepcyjnego ujęcia zjawisk, które nie mogą zostać rozwiązane i pojęte w tak precyzyjny sposób bez doświadczenia granicznego, jakim jest z reguły ceremonia z udziałem Yage. Matematyk może próbować zdefiniować cztery wymiary za pomocą języka matematyki, ale interpersonalne doświadczenie czwartego wymiaru da mu nieporównywalnie jaśniejszy obraz tego, czym są dymensje i prawa fizykalne w nich zagnieżdżone. Fenomenem szamanizmu i medycyny naturalnej jest właśnie element umożliwiający percepcyjne ujęcie obszarów zarezerwonanych do tej pory dla osób, które doświadczyły głębokich przeżyć mistycznych, granicznych lub wróciły do świata żywych, po wybudzeniu ze stanu śmierci klinicznej. Nic dziwnego, że do Amazonii przybywa coraz więcej lekarzy lub fizyków. Wielkim szokiem może więc być dla człowieka, który przez całe życie poznawał teorię, a następnie mógł ją zweryfikować jedynie w sferze materialnej, przeskok do kwantowego postrzegania*. Ayahuasca spełnia marzenie lekarzy, którzy stają się jednocześnie fizykami i vice versa. Medyk ma okazję zobaczyć jak w mikroświecie energetycznym (cząstek elementarnych) wygląda choroba, ciało pacjenta oraz jak go wyleczyć. Oczywiście samo słowo halucynogen, którym Aya bez wątpienia jest, budzi pewien dystans i nakazuje ostrożność. Łatwo pogubić się w kotle spirytyzmu, okultyzmu i symboliki indiańskiej. Działanie wywaru determinowane jest przez psychologiczne, transpersonalne aspekty istoty ludzkiej, a to oznacza różne reakcje i nieprzewidywalne doświadczenia. Bardzo zdrowo jest więc przecedzić wszelkie rewelacje docierające do nas z głębin lasów deszczowych, przez szczelne sitko wiedzy i intuicji przyprawionej nutką sceptycyzmu. Takie podejście wyklucza natychmiastową negację i intryguje do przeprowadzenia własnego śledztwa, które często prowadzi do osobistej wycieczki po Ameryce Południowej.

Na szczęście spory o to czy kolorowe wizje są prawdziwe, czy może to szaleńcza projekcja bombardowanego przez psychodelik mózgu, nie są ważne. Wyniki badań medycznych i wpływ Ayahuasci na stan fizjologiczno-emocjonalny pacjentów, ochotników do pozazmysłowej podróży, mówią same za siebie. Artykuł ma za zadanie przybliżyć biochemiczną strukturę Pnącza Duchów oraz rzecz jasna omówić jego medyczne i psychoaktywne działanie. Ten ostatni aspekt będzie bardzo ważnym punktem pracy. Głębokie transpersonalne wojaże w głąb osobowości i ducha warte są dłuższej rozprawy, gdyż wiążą się z odpowiedzią na pytania dotyczące fundamentów biologicznych człowieka oraz działania mózgu wraz z jego zależnościami pomiędzy świadomością i stanami bliskimi śmierci. Nie uciekniemy w tym miejscu od daleko idących wniosków teoretycznych i podróży po przeróżnych zakamarkach wiedzy, jaką ludzkość do tej pory zebrała. W artykule chciałbym połączyć dwie, wydawać by się mogło, przeciwstawne dziedziny metodologii poznawszej homo sapiens - naukę i duchowość. Te pozornie, odpychające siebie nazwajem bieguny mają jednak wiele wspólnego, zwłaszcza jeśli spróbujemy skontekstować naukę z pierwotnym i najczystszym kultem, który wyraża chęć duchowego, intuicyjnego, emocjonalnego poznawania świata przez człowieka. Chodzi mi o kult natury, czyli prawdziwy szamanizm oparty na próbach dotarcia do źródła wewnętrznych procesów kształtujących i organizujących, to co ujęliśmy w ramy nauk przyrodniczych. W czwartym punkcie mojej pracy, zatytułowanym Egzorcyzm chrześcijański pragnę w odwołaniu do szeroko pojętej religii chrześcijańskiej porównać lecznicze ceremonie szamańskie z egzorcyzmami i odsłonić mitologiczne oraz symboliczne znaczenie demonizmu oraz idei pasożytnictwa podczas przebiegu choroby, a także w codziennym życiu człowieka. Dlatego nie będę już przedłużał wstępu, tylko zapraszam do lektury szczegółowej analizy świętego wywaru południowoamerykańskich Indian w kontekście medycznym oraz granicznym.

II. Biochemia i Botanika

Interakcja roślin z człowiekiem polega na wzajemnej symbiozie, która wyraża się w korespondencji biochemicznej pomiędzy morfologicznym i ludzkim organizmem. Poprzez substancje czynne zawarte w surowcu roślinnym np. glikozydy, garbniki, alkaloidy lub śluzy, człowiek przyswaja ich właściwości. Mogą one oscylować w kilku kierunkach. Najczęściej są lecznicze, innym razem psychoaktywne i trujące. Jednym z fantastycznych owoców ewolucji biosfery ziemskiej jest wyspecyfikowanie specjalnych gatunków roślin zawierających alkaloidy silnie zmieniające percepcję. Na całym świecie możemy znaleźć okazy z szamańskim rodowodem, gdyż interakcja z nimi wiązała się z percepcyjnym przeskokiem lub akceleracją zmysłów. Między innymi w ten sposób rodził się rdzenny szamanizm, kult natury i badanie jej wewnętrznych struktur organizujących podczas psychodelicznych, granicznych stanów świadomości. Człowiek często nie docenia Pachamamy* podchodząc sceptycznie do głębokiej, transpersonalnej komunikacji na linii: roślina-człowiek. Kiedy mówimy o materialnej, widzialnej komunikacji mamy na myśli lecznicze lub toksyczne działanie na ludzki układ fizjologiczny. Głębokie połączenie dotyczny odmiennych stanów świadomości. Rośliny takie jak Ayahuasca, San Pedro, czy Ibogaina poszerzają pasmo odbioru i przetwarzania informacji z otaczającej rzeczywistości. Mówimy o chemicznym połączeniu układu nerwowego z substancją (substancjami) czynnymi w roślinie, które generują subtelne i namacalne struktury duchowe. Kiedy ludzki mózg nie jest ograniczony stacjonarnym punktem załamania światła (sposobem odbioru fotonów) następują wizje zwane również halucynacjami. Biosfera a łącznie z nią świat roślin rozwijały się na Ziemi niemal od początków formowania tutaj życia. Wiele gatunków rozwinęło w sobie chemiczne sekwencje związków działających niczym klucze do aktywacji uśpionych obszarów mózgu. Zakładając, że rośliny mają nieustanny kontakt z morfogenetycznym biopolem planety i ewoluowały przez miliony lat, możemy wysnuć odważny wniosek o powstaniu owych sekwencji inicjacyjnych. Rośliny mogły rozwijać w sobie klucz do niematerialnego, wielowymiarowego poziomu biosfery. Klucze te byłyby transmiterami kodu genetycznego. Innymi słowy rośliny mogły zapisać dla człowieka "furtki" do innego postrzegania, spojrzenia, wglądu. To właśnie język chemii jest sposobem komunikacji rośliny i człowieka. Głęboka transpersonalna interakcja odbywa się już w obszarach nierejestrowalnych przez mózg operujący na częstotliwości neutralnej aktywności. Dzięki korelacjom leczniczym i granicznym, rośliny oraz cała natura były czczone i szanowane przez wszystkie przedindustrialne cywilizacje lub społeczności. Brały czynny udział w spuściźnie naukowej, mitologicznej, architektonicznej oraz etycznej. Miały ogromny wpływ na obecny kształt i stan wiedzy naszej cywilizacji. Dzisiaj zacieramy za sobą transpersonalną nić ze światem natury. Przez niezbyt ciekawe rozplanowanie systemu edukacji i presję sektora finansowo-społecznego staliśmy się niedouczeni w dziedzinie, którą w przeszłości specjalizowały się już dzieci. Niewiedza powoduje problemy z brakiem szacunku do wielu świętych roślin objawiającym się zakazymi prawnymi i ograniczeniami wolności jednostki i jej dostępu do alternatywnych tradycji leczniczych. Biochemiczna botanika zajmuje się badaniem mechanizmów działających podczas interakcji rośliny i człowieka oraz ich wpływie na kształtowanie industrialnej cywilizacji. Nauka stoi naprzeciw skarbnicy wiedzy i jednocześnie widzi w jaki sposób drastycznie zmienia się ludzka symbioza z tą wiedzą. Dział "Biochemia i Botanika" ma w sposób szczegółowy omówić strukturę chemiczną obydwu składników Ayahuasci oraz niesamowity mikroświat związków chemicznych tworzących podstawę do zainicjowania doświadczeń mistycznych. Poniżej czytelnicy znajdą też botaniczny opis "Pnącza Duchów".

środa, 6 stycznia 2010

Napar przyjaźni cz. 1 - moja przygoda z Yerba Mate



Napar przyjaźni cz. 1
Co, gdzie i dlaczego, czyli moja przygoda z Yerba Mate
autor: ps

Moja przygoda z ostrokrzewem paragwajskim zaczęła się dzięki podróży przyjaciela, własnym poszukiwaniom i wrodzonej ciekawości. – Po miesiącu codziennego pica, dziś nie wyobrażam sobie dnia bez yerba mate.

Zaczęło się niedawno, może rok temu, a dojrzało zaledwie dwa miesiące temu. Takie rzeczy dzieją się zazwyczaj przypadkiem i tym razem nie mogło być inaczej. Po wysłuchaniu kilku opowieści swojego przyjaciela (mowa o autorze strony) z jego podróży do Peru, obejrzeniu programu Wojciecha Cejrowskiego i przeczytaniu kilku książek podróżniczych. Postanowiłem na własnej skórze doświadczyć działania osławionej yerba mate. Na początek kupiłem 50 gramowe opakowanie w jedynej w moim mieście herbaciarni. Posmakowało mi, więc bez wahania zamówiłem 5 kg różnych odmian od Pajarito, przez CBSe, Amande do Rosamonte. Od tradycyjnych „czyściochów” do wykwintnych mieszanek z dodatkiem cytryny, dzikiej mięty i ziół leśnych.
Zaznaczam, że nie jestem wieloletnim, wytrawnym smakoszem, raczej amatorem pasjonatem, który swoją przygodę dopiero zaczyna, ale mam nadzieję, że miłość do mate przetrwa i złączy nasze losy na zawsze.


Kwaśne i gorzkie „g”

Jestem pewny, że większość ludzi próbujących pierwszy raz prawdziwej yerby (nie mówię tu o tym co sam kupiłem pierwszy raz w herbaciarni, ale prawdziwym ostrokrzewie importowanym z Paragwaju ) skwasi się i nie da rady wypić zawartości tykwy. Na tych, którzy przemogą się czeka nagroda i przyjemność. Może od początku. Co to jest yerba mate, jak czytamy w Wikipedii:
„Yerba mate, herba mate, mate, erva mate, indiańskie caá mati, caá mate to wysuszone, zmielone liście ostrokrzewu paragwajskiego, niekiedy również świeże, przygotowane do robienia naparu popularnego głównie w krajach Ameryki Południowej (Argentynie, Paragwaju, Urugwaju, Brazylii), także w niektórych krajach Bliskiego Wschodu, głównie w Syrii i Libanie.”
Dodać warto iż napój ceniony jest dzięki swoim ożywczym właściwościom (w odróżnieniu od kawy, yerba ożywia nie szkodząc)i zawartości dobroczynnych dla organizmu składników m.in. witaminom A, B, C, E, H, B1, B2- ryboflawine, koenzymach, aminokwasach.


Co tam właściwie jest
 
Jak można przeczytać w encyklopediach oraz internecie (terere.pl, Ushuaia.pl i seym-mate.pl)  napar z ostrokrzewu paragwajskiego zawiera wiele minerałów, 24 witaminy m.in. A, B, C, E, H, B1, B2- ryboflawinę, koenzymy i aminokwasy.
Napój z yerba mate likwiduje zmęczenie, stymuluje zdolności psychiczne i fizyczne organizmu, zwiększa wydajność pracy umysłowej, wpływa kojąco na nerwy i mięśnie, wzmacnia układ sercowo – naczyniowy (zawarta w yerbie ksantyna działa rozszerzająco na naczynia krwionośne), działa przeciwdepresyjnie, nie powoduje wahań nastrojów, obniża poziom lipidów i cukrów we krwi, wpływa antyreumatycznie, działa moczopędnie, korzystnie wpływa na przemianę materii, ułatwia trawienie, łagodzi problemy gastryczne i polepsza wydalanie, łagodzi łaknienie, przyspiesza spalanie kalorii i odchudzanie, zwiększa wydajność układu krążenia, wspomaga system odpornościowy organizmu i regenerację komórek, oczyszcza organizm z metali ciężkich i toksyn, działa wspomagająco na alergie, yerba mate nie jest wskazana dla osób z chorobą wrzodową, wg badań zawarte w yerba mate rakotwórcze substancje zwiększają ryzyko raka jamy ustnej, gardła, przełyku i pęcherza moczowego.


Skład chemiczny natomiast przedstawia się następująco. Yerba zawiera pochodne ksantyn (kofeinę, teobromina) w postaci garbników, kwasy fenolowe (gł. kwas chlorogenowy i neochlorogenowy) odpowiedzialne za antymutagenne działanie, inne kwasy (nikotynowy, pantotenowy, izowalerianowy, ursolowy), liczne flawonoidy (kemferol, kwercetyna, rutozyd) działające przeciw lękowo oraz kofeinę w śladowych ilościach, aby uzyskać ilość kofeiny zawartej w szklance kawy potrzebne jest ok. 100 torebek yerba mate. W odróżnieniu od kawy i herbaty w ostrokrzewie paragwajskim znajduje się mateina – substancja z grupy ksantyn występująca tylko w liściach yerba mate o działaniu stymulującym układ nerwowy, w przeciwieństwie do kofeiny mateina nie wywołuje uzależnienia, a jej działanie pobudzające nie obciąża serca, zawiera on także magnez, krzem, siarka, chlorofil, cholina oraz inozytol, substancje przeciwutleniające, redukujące niektóre skutki stresu, pobudzające, stymulujące centralny układ nerwowy nie powodujące uzależnienia. Zawarta w Yerbie witamina A uodparnia organizm przeciw infekcjom, polepsza wzrok, odpowiada za prawidłowy wzrost, witamina B1 korzystnie wpływa na stan układu nerwowego, ułatwia trawienie, witamina B2 wzmacnia włosy, zapobiega zapaleniom oczu, witamina C działa antytoksycznie, wzmacnia zęby, zwiększa ilość czerwonych krwinek, żelazo niezbędne dla utrzymania kondycji fizycznej, zapobiega anemii, sód, potas, wapno wzmacniają kości i zęby i fosfor, niezbędny dla systemu nerwowego i wydolności organizmu.

Glukoza    0.59 gr
Sacharoza    2.77 gr
Proteiny    2.14 gr
Mateina    0.85 gr
Witamina C    5.11 mg
Witamina B1    1.48 mg
Witamina B6    0.94 mg
Wapń        80.9 mg
Fosfor        45.9 mg
Żelazo        2.2 mg
Magnez    58.6 mg
Sód        14.1 mg
Potas        100.6 mg

Kofeina   0.89mg


C.D.N - W kolejnej części opiszę jak i w czym pić yerba mate, a w trzeciej ostatniej postaram się streścić legendy na temat mate i popularne odmiany wraz z opisami, najtańszymi sklepami.