piątek, 24 czerwca 2011

Zaczynamy filmowanie roślin

Tak jak zapowiadałem powoli zaczynamy kręcić filmy o roślinach i ich praktycznym wykorzystaniu. Ostatnio zrobiliśmy sobie mały spacer po okolicy i nakręciliśmy materiał o kilku pospolitych w Polsce roślinach leczniczych. Jest to wstęp do całego cyklu materiałów, w których zaprezentujemy w jaki sposób działają rośliny, na czym polega komunikacja z nimi oraz w przystępnej formie zakotwiczymy w tematy farmakognozji, etnofarmakologii, botaniki, czy neurochemii. Właściwie mamy już ukończony filmik ze sporządzania ekstraktu z kaktusa Peyote (Lopophora williamsii vel jourdana), ale ze względu na kwestie prawne jeszcze wstrzymujemy się z jego opublikowaniem. Kaktus ten był wykorzystywany od tysiącleci przez rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej do celów leczniczych oraz ceremonialnych. Został również zbadany naukowo i patrząc od strony chemicznej: unia (synergia) alkaloidów Peyote (anhalonina, anhalodyna, anhalonidyna, anhalina, anhalamina, pellotyna, lopophoryna, hordenina, dopamina, meskalina) sprawia, że może być skuteczny przy około 298 schorzeniach i wiele z nich zostało już oficjalnie potwierdzone. Tak się złożyło, że musiałem szybko zrobić lek z około 20-letniej sztuki Lopophory, gdyż pilnie potrzebny był m.in. na zakrzepicę żył głębokich, zwyrodnienie stawów, czy inne schorzenia na tle miażdżycowym. Udokumentowaliśmy więc na filmie sporządzanie ekstraktu, który sam w sobie miał słabe działanie psychoaktywne, gdyż nie taki był cel leku - miał on być przede wszystkim skuteczny farmakologicznie w określonych chorobach. Nasze prawo jest jednak tak złożone, że o ile samo posiadanie Peyote jest dozwolone, to jego przerabianie już nie. Dlatego wahamy się jeszcze z umieszczeniem filmu w sieci. Pisząc my, mam na myśli zespół Botanicznej Galaktyki, do którego należą moi przyjaciele, pomagający mi w propagowaniu wiedzy o roślinach i szeroko pojętym ziołolecznictwie wśród ludzi. Ekstrakt z Lopophory udał się świetnie. Obecnie testuje go w formie płynnej pod kątem działania przeciwwirusowego, antybakteryjnego i rozgrzewającego. Podałem go eksperymentalnie 7 osobom w różnych stadiach zakażenia wirusowego: od anginy, przez przeziębienie, grypę, a co za tym idzie w stanach gorączkowych. Dawka jednego małego kieliszka ekstraktu (30-50 ml) pozwalała na znaczącą poprawę zdrowia u wszystkich osób z grupy eksperymentalnej i w większości przypadków pozbycia się większości objawów typowych dla infekcji wirusowych. Zatem ogólne rozbicie, gorączka, ból gardła, angina znikały na drugi dzień. Czasem zostawał u chorego jedynie katar lub wydzielina w oskrzelach, ale to już było najmniej uciążliwe i dało się szybko wyleczyć roślinnymi środkami wykrztuśnymi i rozszerzającymi przewody zatokowe.

Niedawno na prośbę kilku osób wygłosiłem wykład o nazwie "Etnobotanika i Fitoterapia, czyli jak zastosować wiedzę o roślinach w praktyce". Całość została nagrana i niebawem wrzucimy ją do sieci. To jest około 2,5 godziny materiału, w którym starałem się w bardzo podstawowy sposób wyjaśnić na czym polega leczenie roślinami i jakimi dysponujemy podstawami chemicznymi oraz fizycznymi, mówiąc o takowych ich właściwościach. Omówiłem też kilka roślin enteogenicznych, halucynogennych m.in. Muchomor czerwony (Amanita muscaria), grzybki z gatunku Psilocybe, czy świętą lianę amazońskich Indian - Ayahuascę. A teraz może zapowiem co niebawem ukaże się na blogu Botanicznej Galaktyki oraz na Farmakognozji. Na tym pierwszym dodam dokładny opis kaktusa Peyote, jego wykorzystania medycznego i rytualnego, być może z dołączonym materiałem ze sporządzania ekstraktu. Na drugiego bloga w zanadrzu notki: "Farmakognostyczna wiosna - preparaty i surowce część 2 i 3" (opisy blisko 30-40 roślin leczniczych) oraz "Aktywność farmakologiczna alkaloidów Chelidonium majus" i "Chemia, Toksykologia i Etnofarmakologia Muchomora czerwonego". Poza tym będziemy kręcić kolejne filmy na bloga oraz serię o roboczej nazwie: "Zrób sobie lek". Pierwszy odcinek najprawdopodobniej nakręcimy o Bagnie zwyczajnym (Ledum Palustre) - w kontekście wykorzystania w fitoterapii i medycynie dawnej i składu chemicznego. Będę sporządzał z niego mazidło, nalewkę, ekstrakt i napar.

Zatem wrzucam nasz materiał ze spaceru leśnego, pierwszy oficjalny, drugi nieco mniej hehe. Miłego oglądania. Niebawem ukaże się więcej materiałów...



poniedziałek, 17 stycznia 2011

Etnofarmakologia i dopalacze

Ostatnio dość głośno zrobiło się na temat dopalaczy i skomasowanej akcji przeciwko sklepom z produktami kolekcjonerskimi. Pomyślałem, że warto zabrać głos w tej sprawie, bo jest kilka ciekawych kwestii do dodania. Przeglądając asortyment Dopalaczy zauważyłem, że oferują zarówno syntetyczne stymulanty, jak i mieszanki ziołowe, które wywołać mają odpowiedni efekt. Nie jest do końca znany skład chemiczny tych substancji, gdyż nie ma komu zapłacić za ich dokładniejsze badania. Z tego co czytałem w laboratoriach policyjnych wykryto w nich takie związki jak rtęć, aluminium i syntetyczne kannabinoidy, ale w kontekście zmasowanej nagonki nie wiadomo czy można w pełni wierzyć tym oświadczeniom. Nie mniej pewne jest, że do produkcji stymulantów i mieszanek ziołowych używane są autorskie rozwiązania chemiczne, co w praktyce oznacza niejasny skład chemiczny. Zaraz zajmiemy się chemią dopalaczy nieco szerzej, ale najpierw należy zaznaczyć, że cała afera związana z nimi zapewne odbije się negatywnie na ogólnym postrzeganiu fitoterapii i roślin, które mogą być używane w lecznictwie wykazując biologiczną aktywność w kierunku wielu schorzeń organizmu ludzkiego. Delegalizuje się coraz więcej cennych roślin leczniczych na fali walki z dopalaczami i narkotykami. Obecna afera "kolekcjonerska" przystawi kolejną cegiełkę w zakazywaniu innych naturalnych środków, które można by wykorzystać w lecznictwie. Z przykrością muszę stwierdzić, że większość społeczeństwa nawet nie wie czym są substancje odurzające, narkotyki i czym jest etnofarmakologia. W efekcie mamy masowe niedoinformowanie, co często powoduje nieporozumienia i szufladkowanie surowców roślinnych, wykorzystywanych w sztukach medycznych od tysięcy lat, jako niebezpiecznych dla zdrowia substancji psychoaktywnych.

Chemia dopalaczy
Osobiście podchodzę sceptycznie do sklepów z dopalaczami, gdyż przede wszystkim mamy sporo niejasności w ich składzie chemicznym. Na szczęście niektóre związki czynne zostały już ustalone i możemy na podstawie tych danych przeprowadzić małą analizę produktów z sieci popularnych sklepów. Zacznijmy od mieszanek ziołowych. Jest ich wiele i występują w różnych kombinacjach. W ich skład wchodzą rośliny z całego świata. Sęk w tym, że w wielu przypadkach są one łączone ze sobą tylko po to, aby zwiększyć działanie na ośrodkowy układ nerwowy. Efektem tego jest często chaos w głowie, utrata kontroli nad ciałem i problemy z utrzymaniem uwagi, koncentracji. Substancje czynne owszem mogą działać względem siebie synergicznie, ale nie dzieje się tak zawsze i nie można łączyć ze sobą wielu różnych alkaloidów, gdyż nie po to natura rozesłała te rośliny po różnych zakątkach globu, aby człowiek w niekontrolowany sposób je ze sobą łączył. Często osobno owe rośliny miały określone ludowe czy rytualne zastosowanie i zapoznając się wnikliwie z ich biochemią pewnie można by niektóre z nich połączyć, ale w mieszankach ziołowych oferowanych w sklepach kolekcjonerskich znajduje się nawet do 10 różnych roślin i wszystkie słabiej lub silniej oddziałują na ośrodkowy układ nerwowy, co daje miszmasz nieprzeciętny.

Pół biedy jeśli sprzedawane zioła składają się z pojedynczego surowca o jasnym działaniu farmakologicznym. Martwiłbym się bardziej o syntetyczne dodatki do mieszanek składających się już z kilku komponentów roślinnych. W wielu mieszankach stosowano swego czasu syntetyczne kannabinoidy. Obecnie stały się one nielegalne, ale przyjrzyjmy się im chwilkę. Po raz pierwszy zsyntetyzował je chemik Dr John W. Huffman. Występują one pod nazwą JWH-018, JWH-073 i inne. Od delta-9-tetrahydrokannabinolu (czyli THC - związku aktywnego występującego w konopiach indyjskich) różni się przede wszystkim mocą działania. Przykładowo JWH-018 (naftalen-1-ylo(1-pentylindol-3-ylo)metanon; C24H23NO) jest pełnym agonistą receptorów kannabinoidowych CB1 i CB2 (THC jest jedynie częściowym agonistą), co oznacza że ma znacznie silniejsze działanie w porównaniu z konopiami indyjskimi. JWH-018, podobnie jak inne syntetyczne kannabinoidy, działa pięć razy mocniej na receptor CB1 niż THC. Skutki przedawkowania mogą być groźne dla zdrowia, a i ustawiczne przyjmowanie surowca, którego działanie nie zostało jeszcze dobrze zbadane na ludziach, może przysporzyć problemów zdrowotnych. Z racji mocy syntetyków nasilą one cielesne efekty przyjęcia tradycyjnego THC z rośliny tj. znaczny wzrost ciśnienia krwi, dreszcze, rozluźnienie mięśni i inne. Nie oznacza to również, że JWH pozwoli na znacznie głębsze wglądy i silniejsze doświadczenia transcendentalne. Na pewno będą one inne, ale niekoniecznie wartościowsze. Kannabinoidy po przyłączeniu się do receptorów CB1 hamują uwalnianie jonów wapnia z płynu zewnątrzkomórkowego do cytoplazmy, a także hamują cykliczne AMP, czyli organiczne związki nukleotydowe biorące udział w transdukcji sygnału. Oznacza to, że organizm wykorzystuje cykliczne adenozynomonofosforany jako pobudzacz receptorów błonowych komórki, co prowadzi do włączenia enzymu cyklazy adenylowej, która tworzy cykliczne związki z ATP (adenozynotrifosrofanu - będącego nośnikiem energii komórkowej). Zatem kannabinoidy po przyłączeniu do receptorów CB1 i CB2 przez zahamowanie cAMP sprawiają, że w organizmie dochodzi do zmian w uwalnianiu hormonów i neuroprzekaźników. Przyjmując kannabinoid roślinny następuje więc częściowy agonizm, co umożliwia większą kontrolę nad zmianami w procesach odbioru rzeczywistości. W przypadku syntetycznych JWH mamy do czynienia z twardą farmakologiczną akcją, która nie pozostawia ich aplikatorom większego wyboru, dając bilet na szybką, chemiczną przejażdżkę bez trzymanki, co w niektórych przypadkach powoduje trwałe zmiany w odbiorze percepcyjnym otaczającego świata. Należy dodać, że wielu użytkowników dopalaczy nie miało na takowe zmiany większego wpływu, przez co przyjmując mocniejsze mieszanki łatwo było o tzw. bad tripa, czyli "złą podróż" - stan anomalny odbioru rzeczywistości, w którym rośnie w nas poczucie strachu, zagrożenia, urojeń na tle fizjologicznym, poczucia opuszczania ciała, umierania itp. Sam John W. Huffman na całą aferę związaną z delegalizacją jego syntetycznych odmian THC zareagował słowami: "Ludzie muszą być bardzo głupi jeśli używają tych substancji" i "Jeśli idziesz gdzieś i płacisz czterdzieści dolarów za liście zawierające nieznane substancje paląc je, to nie jesteś odpowiedzialną osobą. To jak gra w rosyjską ruletkę". Syntetyczne kannabinoidy zostały stworzone w celach naukowych i były testowane na zwierzętach. Pierwsze ludzkie próby na większą skalę odbyły się więc za pośrednictwem użytkowników różnej maści dopalaczy. To jak skończył się ten eksperyment można ocenić po efektach ubocznych, które zaczęły wychodzić przy ustawicznym przyjmowaniu substancji lub jej przedawkowaniu. Pełny agonizm CB1 oznacza, że taki związek będzie miał o wiele większy wpływ na inhibicje transmisji GABA niż THC a to z kolei oznacza, że może wywołać nasilone stany niepokoju, zespołu niespokojnych nóg, konwulsji, ataków padaczkowych, a nawet spowodować śmierć. W sklepach z dopalaczami dostępnych było wiele mieszanek ziołowych typu "Spice", które zawierały JWH-018, JWH-073 i inne syntetyczne ligandy kannabinoidowe.

 Syntetyczny kannabinoid JWH-018 i jego pokrewni chemicznie koledzy byli składnikiem wielu mieszanek sklepów kolekcjonerskich

Innym typem substancji obecnych w mieszankach ziołowych był Cannabicyclohexanol - (C8)-CP 47,497, czyli homolog syntetycznego związku CP 47,497 agonizującego receptor CB1. Jest on o wiele bardziej aktywny niż macierzysta substancja, sprawiając, że to jeden z najmocniejszych syntetycznych kannabinoidów, podobnie jak HU-210 (1,1-dimethylheptyl- 11-hydroxytetrahydrocannabinol), który jest od 100 do 800 razy bardziej aktywny niż THC z konopii. HU-210 posiada charakterystykę wszystkich aktywności kannabinoidowych, wraz z jego ujemnym enancjomerem HU-211 (nieaktywny jako kannabinoid, ale aktywny jako antagonista receptorów NMDA, działa neuroprotekcyjnie). Dzięki temu lustrzane związki znalazły zastosowanie w leczeniu choroby Alzheimera. HU-210 został wykryty w mieszance "Spice Gold".

Benzylopiperazyna - syntetyczny stymulant działają słabiej niż amfetamina, czy kokaina, ale powodują więcej skutków ubocznych

Obok mieszanek ziołowych na półkach sklepowych można było znaleźć też syntetyczne stymulanty w postaci pigułek lub kapsułek wywierających działanie podobne do amfetaminy, kokainy lub MDMA. W ich skład wchodzą takie substancje jak: TFMPP (Trifluorometylofenylpiperazyna), BZP-N (N-benzylopiperazyna), czy 4-MMC (mefedron, 4-metylometakatynon). Dwa pierwsze związki najczęściej łączy się ze sobą, a po podaniu doustnym, wziewnym lub dożylnym działają około dziesięciokrotnie słabiej niż amfetamina. W porównaniu do pochodnych fenyloetyloaminy, piperazyny powodują więcej skutków ubocznych, do których zaliczyć można: wymioty, torsje, dezorientację, kołatanie serca, drgawki, podniesienie temperatury ciała, psychozy, rozdrażnienie, czy bóle głowy. Substancje te są póki co niedostatecznie zbadane, stąd ciężko stwierdzić czy uzależniają fizycznie. Jak to z syntetycznymi stymulantami jednak bywa ich ustawiczne przyjmowanie może być niebezpieczne w skutkach. Wielokrotne pobudzanie organizmu zużywa rezerwy ważnych hormonów i neuroprzekaźników, co po jakimś czasie może zaburzyć naszą neuronalną gospodarkę. Skutkuje to niedoborem endogennych substancji empatogennych, stymulujących i antydepresyjnych. W efekcie człowiek traci kontrolę nad stanem emocjonalnym i wymaga hospitalizacji lub leczenia psychiatrycznego, rzecz jasna dotyczy to skrajnych przypadków. Osobiście odradzałbym wszelkie syntetyczne stymulanty, ponieważ działanie na podwyższonych obrotach może łatwo wciągnąć, a skutki eksploatowania układu nerwowego i fizjologii organizmu, mogą łatwo zamienić euforię na stany psychotyczne, depresyjne, dołączając do tego zdrowotne skutki uboczne stosowania piperazyn. Z kolei mefedron to pochodna katynonu, empatogen imitujący kokainę, amfetaminę i jej pochodne. Jeszcze w 2009 roku był to jeden z popularniejszych tzw. "ulicznych dragów" w Wielkiej Brytanii. Później stał się nielegalny w całej Unii Europejskiej. Jego działanie oscyluje w zakresie stymulantu, empatogenu, euforyzatora. Użytkownicy mefedronu donoszą o efektach podobnych do amfetaminy, czy MDMA, ale słabiej i krócej (ma mniejszą zdolność pokonywania bariery krew-mózg). Przyjmowanie mefedronu przez dłuższy okres czasu może skutkować zaburzeniami rytmu serca, depresją, wahaniami nastroju, uszkodzeniem ośrodka pamięci krótkotrwałej i kilkoma innymi nieprzyjemnymi następstwami. Aktywność farmakologiczna 4-MMC została do tej pory słabo poznana, ale bazując na jego strukturalnych podobieństwach do innych syntetycznych stymulantów, można przypuszczać, że również może wykazywać neurotoksyczność. W asortymencie sklepów kolekcjonerskich na początku ich istnienia do kupienia były psychodeliczne pigułki o nazwie "Chemistry". Produkt szybko zapadł się pod ziemię, a próbując dokopać się do jego składu chemicznego, nie mogłem nic znaleźć. Może ktoś czytający ten artykuł jest w stanie mi pomóc w tym aspekcie. Wówczas prosiłbym o informację na moją skrzynkę elektroniczną. Podejrzewam, że mogły one zawierać DPT (dipropylotryptamina - związek przypominający DMT, ale z grupą propylową zamiast metylowej. Aktywna przy podaniu doustnym), ale nie jestem tego pewien.

Konkluzja
Jaka jest wobec tego ostateczna konkluzja powyższego tekstu. Pisząc go chciałem wyraźnie zaznaczyć, że istnieją dopalacze oraz surowce farmakognostyczne stosowane w fitoterapii, a także substancje izolowane z poszczególnych roślin, mające duży potencjał medyczny. Nie można wszystkiego pakować do jednego wora i zakazywać surowca, tylko dlatego, że był on składnikiem dopalaczowej mieszanki lub sprzedawano ją osobno w tego typu sklepach. Niepoważni są ludzie nakładający przepisy zakazujące np. roślin pomagających w zasypianiu (Calea zacatechichi), działających antydepresyjnie i detoksykująco (Banisteriopsis Caapi), wspomagających leczenie uzależnień od opiatów (Mitragyna speciosa), czy mające olbrzymi potencjał terapeutyczny i poznawczy (Salvia divinorum). Jednocześnie sklepy z dopalaczami mocno zaszkodziły i tak już zniekształconym poglądom społecznym na rośliny lecznicze. By zrozumieć istotę problemu niezbędna jest wiedza z zakresu etnofarmakologii. To nauka zajmująca się badaniem leczniczego, twórczego i psychologicznego wpływu substancji czynnych zawartych w roślinach oddziałujących na percepcję człowieka oraz rzecz jasna głębokie studia nad ich aktywnością farmakologiczną. Na zachodzie etnofarmakologia w ostatnim czasie posunęła się znacznie do przodu, dzięki czemu kolejne badania potwierdzają bezsprzeczną skuteczność roślin halucynogennych w leczeniu wielu schorzeń, tak natury fizjologicznej, jak i psychicznej. Nasze ciało jest siedliskiem złożonych procesów chemicznych, które warunkują postrzeganie rzeczywistości. Sami w sobie jesteśmy workiem potężnych substancji psychoaktywnych, które regulują stany emocjonalne (serotonina), kondycję psychofizyczną (dopamina, anandamid, kwas gamma-aminomasłowy), biorą udział w chemii miłości (fenyloetyloamina, oksytocyna), umożliwiają zapamiętywanie i uczenie (acetylocholina, kwas glutaminowy), regulują stan snu (melatonina), syntetyzują w dimetylotryptaminę powodując doznania mistyczne, przekraczanie barier wymiarowych i czasoprzestrzennych. Posiadamy olbrzymią ilość różnej maści receptorów, które umożliwiają transfer neuroprzekaźników między synapsami i neuronami - nasze ciało jest więc automatycznym chemicznym laboratorium, które samo w sobie ma wszelkie możliwe narzędzia, aby wytworzyć aktywność farmakologiczną niemal każdego typu. Rośliny zawierające substancje strukturalnie pokrewne lub identyczne, jak nasze endogenne chemikalia, będą więc bardzo skutecznymi środkami leczniczymi. W ten sposób najskuteczniejsze w leczeniu uzależnień są surowce będące inhibitorami receptorów serotoninowych, poprawiające absorpcję serotoniny, a także powodujące zmiany percepcyjne. Dlatego afrykańska iboga (Tabernanthe iboga i jej składnik czynny - ibogaina), południowoamerykańska Ayahuasca, czy nasze halucynogenne grzybki (Psilocibe semilanceata) są z powodzeniem wykorzystywane do leczenia nawet najcięższych przypadków uzależnień narkotykowych. Jednocześnie surowce zawierające substancje zwiększające lub regulujące poziomy serotoniny, dopaminy, a także posiadające dimetylotryptaminę lub pochodne fenyloetyloaminy (m.in. meskalina w Peyotlu lub katynon w czuwaliczce jadalnej) są przez naukowców stosowane w terapiach nowotworowych. Zarówno jako środek wiodący, jak też wspomagający. To tylko kropla w morzu złożonej tematyki, jaką jest wykorzystywanie medyczne i terapeutyczne roślin psychoaktywnych. Nie możemy do wszystkich przyczepiać etykietek narkotyku, bo najpierw generatorem substancji odurzających powinniśmy nazwać nasz mózg, a każdy człowiek z osobna jest w świetle dzisiejszego prawa nielegalny. Przez zaściankowość i iluzoryczne uprzedzenia blokujemy rozwój badań nad tymi środkami i być może zaprzepaszczamy szansę na wprowadzenie rewolucyjnych rozwiązań medycznych. Z zachodu docierają raporty o udanych kuracjach różnego typu nowotworów, dramatycznej poprawie jakości życia, kondycji psychofizycznej osób, które przyjmowały rośliny halucynogenne, posiadające niezwykłe rytualne rodowody etnobotaniczne. Należy też pamiętać, że halucynogen (enteogen) jest rośliną leczniczą i powinien być stosowany w ścisłych dawkach, odpowiednich warunkach i w przypadku konkretnego zapotrzebowania. Rekreacyjne nadużywanie takowych substancji jest niepoważne i może zemścić się w postaci problemów neurologicznych i fizjologicznych. Aczkolwiek nie możemy człowiekowi odbierać prawa do spojrzenia na rzeczywistość z innej perspektywy, zwłaszcza, że zachowując pewne eksperymentalne normy bywa to bardzo pomocne w kontekście uzyskania ważnych odpowiedzi i rozwiązań dotyczących życia danej jednostki. Jeśli podchodzisz do współpracy z rośliną, tak jakbyś rozpoczynał fizyczną i elementarną znajomość, to uzyskana przyjaźń, nić porozumienia będzie bardzo specyficzna. Wierzę i podzielam pogląd innych naukowców, że każda roślina posiada otaczające ją pole torsyjne, elektryczne pole życia, które generuje pulsacyjne fale tworząc kodowane szlaki morfogenetyczne. Wchodząc więc w znajomość z rośliną rytualną, halucynogenną, trzeba liczyć się z doświadczeniem podłączenia percepcji przez portal transkomunikacyjny między rośliną i światem zewnętrznym, w tym wypadku człowiekiem próbującym nawiązać z nią kontakt. Istota ludzka poprzez układ nerwowy przerabia język chemii wysłanej z surowca na język umysłu i w ten sposób doświadcza stanów wizyjnych, transowych i innych zależnych od aktywności farmakologicznej składników czynnych. Przykładowo stosowany od tysiącleci magiczny napój Ayahuasca (Yage, CaapiYaje, Natem, Hoasca, La purga, z języka Quechua: Liana Dusz, Pnącze duchów) będący jednym z głównych narzędzi rytualnych południowoamerykańskiego szamanizmu, potrafi indukować bardzo głębokie doświadczenia trasnowo-wizyjne. Raporty z badań psychofarmakologicznych wywaru potwierdzają doniesienia, że Yage potrafi przenosić świadomość na granicę życia i śmierci, a także do wielowymiarowej rzeczywistości pośmiertnej. Napój składa się z wielu składników z czego głównymi są: inhibitor MAO i roślina zawierająca DMT (dimetylotryptamina). W niskiej selvie (dżungli) Ameryki Południowej najczęściej spotyka się recepturę: pnącze Banisteriopsis Caapi jako inhibitor MAO/alkaloidy harminowe + Psychotria viridis/Chakruna, Chakropanga/ lub Diplopterys cabrerana /Chaliponga/, zawierające DMT, rzadziej inne gatunki Psychotrii np. Psychotria leiocarpa, P. cathaginesis. Przyrządzony wywar posiada aktywny oralnie alkaloid - dimetylotryptaminę. Studium na jej temat lada dzień powinno być dostępne w polskim języku, bowiem ktoś wreszcie zdecydował się na wydanie w Polsce fascynującej książki Dr Ricka Strassmana pt. "DMT: The Spirit Molecule" (DMT: Molekuła Duszy). Ten wybitny psychiatra przeprowadził dotowany przez państwo eksperyment naukowy polegający na podaniu wolontariuszom w laboratoryjnych warunkach, czystej dimetylotryptaminy drogą wziewną lub pozajelitową.  Badania potwierdziły słuszność szamańskich tradycji uważających, że Aya umożliwia kontakt z przodkami i niewidzialnymi światami energii. Wolontariusze doświadczali powtarzalnych kontaktów z obcymi cywilizacjami, bytami międzywymiarowymi oraz dotykali rejonów będących zaczątkiem znanej nam materii. Nic w tym dziwnego skoro dimetylotryptamina może być łatwo syntetyzowana w ludzkim mózgu. Dr Strassman wiąże DMT z szyszynką. Wystarczą proste enzymatyczne kroki, aby molekuła zaistniała w mózgu - w jaki sposób? Dimetylotryptamina to jedna z najprostszych i zarazem najmocniejszych substancji psychodelicznych. Neurochemicznie jest zaledwie dwa kroki od tryptofanu (prekursor melatoniny i serotoniny, aminokwas występujący we wszystkich organizmach żywych) i koncept tego procesu wygląda mniej więcej tak: jest enzym, który usuwa z aminokwasu grupę kwasową tworząc aminę, a kolejny enzym dołącza dwie grupy metylowe. Mamy więc tryptofan -> tryptaminę -> a następnie dimetylotryptaminę. Owe enzymy są również podstawowe i większość organizmów je posiada. Już od starożytności szyszynka uznawana była za most, portal łączący rzeczywistość fizyczną z głębszą elementarną, wielowymiarową. Prawdopodobnie ma to duży związek z DMT i procesem śmierci. Kiedy umieramy w naszych ciałach ma miejsce neuronalna burza, gruczoły syntetyzują duże ilości psychoaktywnych endogennych substancji, a co za tym idzie uwalniana jest najsilniejsza z nich: dimetylotryptamina. Przyjmując Ayahuascę zwiększamy koncentrację tej molekuły w mózgu i przechodzimy coś w rodzaju biochemicznej symulacji śmierci. Dlaczego by tak nie wyjrzeć poza kurtynę, wrócić i przełożyć zdobytą wiedzę w praktykę fizyczną?  W końcu każdy z nas umrze, czy tego chce czy nie. Jeśli ktoś ma taką ochotę, nie powinniśmy mu tego zabraniać. Wiele osób tak robi i tego typu doświadczenia graniczne mają później niebagatelny wpływ na  tworzoną przez nich sztukę, odkrycia naukowe, czy poprawę kondycji psychofizycznej. Francuscy lekarze pracujący w amazońskiej klinice Takiwasi używają Ayahuasci jako głównego narzędzia w leczeniu ciężkich uzależnień narkotykowych i mają świetne wyniki. Jako ciekawostkę dodam, że legendarna soma mogła być rośliną lub roślinami zawierającymi takie same składniki, jak Aya. W końcu w naturze mamy bardzo wiele inhibitorów MAO i roślin z DMT (odkryto ponad 200, ale istnieją przypuszczenia, że śladowe ilości dimetylotryptaminy mogą występować w każdej roślinie).

Ayahuasca przez szamanów Ameryki Południowej stosowana jest do diagnostyki molekularnej, a także głębokiego oczyszczenia cielesnego i duchowego

W profilaktyce i samym leczeniu przeciwnowotworowym wykorzystać możemy substancje chemiczne występujące w surowcach rosnących lub dostępnych w Polsce. Mam tu na myśli psylocynę (3-(2-dimetyloaminoetylo)-4-hydroksyindol), która defosforyzuje w organizmie z psylocybiny (4-PO-DMT - 4-fosforyloksy-N,N-dimetylotryptamina). Komponent ten występuje m.in. w grzybkach z gatunku Psilocibe i ma już potwierdzone działanie cytostatyczne i antypodziałowe w stosunku do komórek nowotworowych. Naukowcy z Heffter Research Institute uważają psylocynę za bardzo obiecujący i skuteczny środek w leczeniu nowotworu. Z racji strukturalnego pokrewieństwa z dimetylotryptaminą, nie muszę wspominać, że jest to środek halucynogenny, wizyjny, który umożliwia pracę z zakresu autoterapii. Psylocyna jest też agonistą receptorów serotoninowych 5-HT1A i 5-HT2A/2C, co oznacza, że zwiększa koncentrację serotoniny w mózgu. Dodatkowo mogę dodać, że pomocna w leczeniu nowotworów może być też pochodna fenyloetyloaminy - meskalina znajdująca się w kaktusach rodzaju Trichocereus, Lopophora lub Opuntia oraz ich inne składniki czynne, które działając synergicznie zwiększają syntezę dimetylotryptaminy w organizmie, co umożliwia przeżycie czegoś w rodzaju Near Death Experience, co może mieć fundamentalny wpływ na proces leczenia. Kaktusy zawierające meskalinę od dawna używane są przez rdzennych Indian obu Ameryk. Były narzędziem leczniczym, wizyjnym i dywinacyjnym. Pod jego wpływem szamani lub szamanki potrafiły uzyskać odpowiedź na  każde zadane wcześniej pytanie lub leczyć współplemieńców. Używana zewnętrznie leczy bóle reumatoidalne i pomaga w stanach zwyrodnieniowych stawów. Podobnie jak wiele innych enteogenów oddziałuje na receptory serotoninowe, ponadto stymuluje transmisje dopaminergiczną. Wzmacnia transmisje sygnałów w korze przedczołowej, której jednym z zadań jest operowanie pamięcią roboczą. Osoby badające aktywność neurochemiczną meskaliny raportowały o znacznie polepszonej zdolności do wydobywania engramów z pamięci, moim zdaniem jest to wynik oddziaływania substancji na korę przedczołową oraz zwiększenie syntezy DMT, co skutkuje dostępem do morfogenetycznych banków  nieświadomości zbiorowej. Z kolei roślinka o nazwie czuwaliczka jadalna (Catha edulis) jako metabolit wtórny wytwarza alkaloid katynon, który strukturalnie podobny jest do amfetaminy i jej pochodnych, efedryny i katyny. Działa jako naturalny stymulant, znosi zmęczenie, zmniejsza apetyt i wzmaga procesy ruchowe, a także uczenie się i koncentrację. Jednocześnie wykazuje znacznie mniejszą toksyczność niż amfetamina i MDMA, a także sklasyfikowany jest jako środek, którym ciężko się uzależnić. Podobnie jest z liśćmi koki. Syntetyczna kokaina jest niszcząca dla organizmu przy dłuższym używaniu. Liście kokainowca za to mogą być spokojnie używane od czasu do czasu jako zamiennik kawy lub ostrokrzewu paragwajskiego. Indianie żują liście kiedy mają coś ważnego do zrobienia np. polowanie lub pracę wymagającą większego wysiłku. Oczywiście nie można ich nadużywać, ale umiarkowane stosowanie będzie mniej szkodliwe niż kawa. Jak wiemy kofeina przy ustawicznym przyjmowaniu działa depresyjnie, jest szkodliwa dla serca i może wywołać konwulsje. Wspomniana wyżej efedryna jest naturalnym stymulantem występującym w roślinach rodzaju prześl (Ephedra sinica, Ephedra equisetina, Ephedra distachya) oraz w cisie (Taxus baccata). Obok zwiększenia koncentracji i uwagi, efedryna pomaga w zatokowym nieżycie nosa, rozszerzając przewody zatokowe i sprawiając, że substancja farmakologiczna (np. kropelki do nosa z azotanem srebra i olejkiem cedrowym) dotrą do celu. Dodam coś jeszcze o ibogainie - to główny alkaloid  z grupy indoli krzewów z gatunku Tabernanthe, występujących w Afryce. Ibogaina posiada ogromny potencjał w leczeniu uzależnień narkotykowych. Chemicznie została zakwalifikowana do tryptamin - analog  melatoniny. Strukturalnie podobna jest do harmaliny. W małych dawkach działa stymulująco, wzmaga czujność i koncentrację, a także redukuje głód, pragnienie i zmęczenie - co ciekawe w przeciwieństwie do amfetaminy czy kokainy, nie eksploatuje organizmu, działa na inne receptory i nie wykazuje neurotoksyczności, ani w żadnym wypadku uzależnienia fizycznego. W większych dawkach (około 3mg/kg) wywołuje intensywny stan transu, w którym możliwe jest holistyczne postrzeganie własnej osoby, łącznie z psychologicznymi powiązaniami z rzeczywistością. Użytkownik przyjmujący ibogę otrzymuje dostęp do swojej pamięci,  wypartych wspomnień, dzięki czemu może postrzegać je jako dowolnie modulowalny film, w którym przeglądamy swoje dotychczasowe związki ze światem fizycznym, ale bez bagażu emocjonalnego. Taki stan rzeczy umożliwia jasną i klarowną ocenę samego siebie, co składa się na ważne narzędzie w wykonywaniu autoterapii np. w rozwiązaniu i namierzeniu przyczyn sięgnięcia po narkotyk. Często ibogę określa się  jako środek "budzący sny" oraz "eksplorator wymiarów sennych". Przez gabońskie plemię Bwiti używana jest w rytuale śmierci i odrodzenia, w którym osoba inicjowana poznaje mechanizm kreowania związków przyczynowo-skutkowych i daje głębokiego nura do rdzenia swej osobowości. Będąc w Ameryce Południowej napotkałem pewnego dnia na podróżnika, członka UDV (oficjalny kościół używający Ayahuasci jako sakramentu), który przeżył takową inicjację w Gabonie. Mówił, że to doświadczenie tak głębokie, że zmienia całe życie. Miły Irlandczyk opisał rytuał jako doświadczenie zarówno piekła i nieba ludzkiego umysłu. Mógłbym tak jeszcze pisać i pisać, bowiem  liczba związków chemicznych w roślinach jest przeogromna i wiele z nich to stymulanty, halucynogeny, empatogeny, które z powodzeniem stosuje się w medycynie.

Słowa końcowe
Za postrzeganie przez nas rzeczywistości odpowiadają endogenne psychoaktywne substancje w postaci hormonów, neuroprzekaźników syntetyzowane w mózgu każdego człowieka. Odbieranie świata zależy od chemicznych interakcji w układzie nerwowym biorących swój początek w interpretacji przez neurony cząstek świetlnych - fotonów bombardujących siatkówkę oka. Według tego wzorca przebywanie w specyficznym otoczeniu, wystawianie się na działanie różnych urządzeń oraz wykonywanie powtarzalnych czynności, ma fundamentalny wpływ na determinowanie relacji ze światem zewnętrznym. Zakładając hipotetycznie, że ludzkość została drogą manipulacji genetycznej pozbawiona umiejętności wykorzystywania pełni potencjału mózgu i DNA, to stan naszej codziennej, normalnej aktywności jest w tym układzie mocno wybrakowanym wycinkiem realnej rzeczywistości. W istocie niektórzy genetycy i badacze alchemii zauważają, że na człowieka nałożonych zostało szereg blokad uniemożliwiających sterowanie własnym DNA. Wobec tego rośliny zawierające substancje czynne pozwalające na kontrolowanie chemicznej gospodarki organizmu lub po prostu uzyskanie dostępu do szerszego pasma informacji, mogą mieć bardzo ważne znaczenie w życiu każdego człowieka. Są bowiem szansą na wyzwolenie się spod blokad genetycznych i odkrywanie zakrytych przed nami możliwości umysłu, DNA, czy mechanizmów rządzących Wszechświatem. Wspomniałem, że mózg dysponuje arsenałem pozwalającym na indukcję niemal dowolnej aktywności farmakologicznej. Dlatego równie skuteczne jak specyficzne rośliny będą też naturalne techniki balansujące i stymulujące określone receptory lub gruczoły. Mam tu na myśli sprawdzone metody relaksacji, medytacji lub wspomagania dźwiękowego, które wywołują efekty podobne lub identyczne, co enteogeny. Dlaczego zakazuje się tak ważnych z medycznego punktu widzenia roślin? Odpowiedź jest bardzo prosta: po pierwsze mamy lobby farmaceutyczne, po drugie nie po to architekci systemu tak pieczołowicie przymulają ludzkość, aby ta miała się wybudzać z transu materializmu substancjami psychodelicznymi - pokazującymi, że ponad wąskim pasmem poblokowanych pięciu zmysłów, istnieją złożone światy i inne płaszczyzny rozumienia. Właśnie z tego powodu najgroźniejsze narkotyki są legalne i szeroko rozpowszechnione w ludzkiej kulturze.  Alkohol i papierosy są przyczyną niepoliczalnie większej liczby patologii, chorób, wypadków niż wszystkie psychodeliki razem wzięte. Poza tym jeszcze groźniejszymi niż powyższe jest powodująca frustrację praca, programy puszczane w telewizji, czy fatalna organizacja edukacji na każdym szczeblu. Jeśli ktoś wykonuje pracę, której nie cierpi, to szybciej zachoruje lub popadnie w posłuszne życiowe zobojętnienie, niż uzależni się od jakiejś rośliny. Sklepy z dopalaczami wyrządziły wielką szkodę szeroko pojętej etnofarmakologii i fitoterapii, z tego też powodu jestem ich przeciwnikiem. Jednocześnie pragnę po prostu zauważyć, że w temacie substancji zmieniających percepcję niezbędna jest edukacja zwykłych obywateli, aby nie powielać papki serwowanej przez mass-media posłuszne elitom.

 Malarska interpretacja jednej z wizji wywołanych przez Ayahuascę

Jednocześnie wszystkie te sklepy kolekcjonerskie i zainteresowanie substancjami zmieniającymi świadomość pokazały, jak bardzo ludzie potrzebują zmiany w życiu, do której dążą poprzez wprawianie się w stany odurzenia, transu lub euforii. System mający dać wolność stał się klatką dla potencjalnie nieograniczonej ekspresji ludzkiej świadomości. Znudzeni jego napędzaniem uciekają od szarej rzeczywistości za pomocą różnych chemicznych związków. W niekontrolowanych warunkach takie eksperymenty stają się często niebezpieczne. Dlatego nie rozumiem dlaczego substancje psychoaktywne i ich wielokierunkowe działanie wciąż są tematem tabu w mediach lub przedmiotem jednostronnych dyskusji. Jeśli jakaś roślina wykazuje konkretne działanie lecznicze, pomaga komuś wziąć swoje życie w garść, rozpalić wewnętrzny płomień pasji,  wyjść z nałogu, to nie powinna być zakazana, a raczej dokładnie zbadana. Tymczasem jest zupełnie na odwrót: zakazuje się kolejnych wartościowych roślin, dyskredytując halucynogeny jako środki lecznicze i tylko pogłębia się niedoinformowanie społeczne i często kiepskie w skutkach samozwańcze eksperymenty chcących zmienić coś w swoim życiu ludzi. Przyczyną takiego stanu rzeczy są zmiany na skalę globalną, jakie wywołałyby masowe badania nad terapeutycznym i leczniczym wykorzystaniem roślin zmieniających percepcję, a także na doinformowanie ludzi w jaki sposób działa ich organizm. Przecież tak prostymi środkami można usprawnić na przykład system edukacji, wprowadzając do przedmiotów obowiązkowych lekcje medytacji, relaksacji i głębokiej wiedzy o innych kulturach, roślinach rytualnych i neurochemii. 

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Pokrzywa zwyczajna - potęga medycyny ludowej

Pokrzywa zwyczajna jest chwastem, którego wszędzie pełno. Można ją spotkać w lasach, przy okolicznych drogach, podwórzach lub na łąkach, gdzie najczęściej rośnie licznymi grupami. Od lat uznawana była za nieocenioną roślinę leczniczą, która w medycynie ludowej na całym świecie zawsze stała na honorowym miejscu. Kiedy się jej dotknie szczypie i kłuje, a na skórze pojawiają się piekące bąble. Dzieje się tak za sprawą włosków parzących umiejscowionych na liściach, które nawet przy delikatnym muśnięciu wstrzykują pod skórę podobne do jadu węży lub pszczół toksalbuminy oraz histaminy i kwas mrówkowy. Wierzono, że tylko dziewica może dotykać pokrzywy bez obaw o poparzenie. Nawet jeśli już dojdzie do podrażnienia skóry, to w myśl starych zasad zielarskich antidotum należy szukać gdzieś blisko - oparzenia pokrzywowe leczono więc szczawiem (Rumex) lub komosą strzałkowatą (Chenopodium bonus) w postaci okładów z rozdrobnionych liści. Bardzo skuteczny przeciw powodującym opuchnięcia histaminom jest również niecierpek gruczołowaty (Impatiens glandulifera), czy niecierpek pospolity (Impatiens noli-tangere). Istnieją wszakże recepty medycyny ludowej mówiące, że wejście w pokrzywy jest dobre dla skóry i ogólnie wzmacnia organizm więc "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Nazwa łacińska Urtica oznacza dosłownie "paląca" i oznacza to również palenie złych energii, gdyż w dawnych czasach powieszenie w izbie pęku pokrzyw chroniło dom przed negatywnymi energiami. Pokrzywa utożsamiana była przez pogańskie plemiona północy z rośliną boga piorunów. Wiązkę ziela wieszano pod dachem i chroniło to domostwo od złowieszczych piorunów. W niektórych wiejskich miejscowościach do dziś zachował się zwyczaj wrzucania do paleniska garści pokrzyw, gdy za oknem szaleje burza. Oprócz parząco-magicznych właściwości pokrzywy, znane było jej wszechstronne działanie lecznicze. Wielu wybitnych zielarzy uznawało ten zacny surowiec roślinny za fundamentalne narzędzie lecznicze rozniecające w organizmie soki życiowe i ochraniające przed wszelkimi chorobami. Dla Milarepy, wybitnego poety Tybetu żyjącego wysoko w górach oddającego się medytacji, jedynym pokarmem przez lata była właśnie pokrzywa, nawet na buddyjskich ikonografiach przedstawiano go z zieloną skórą. Urtica ponoć pomogła mu rozwinąć moce siddhi, czyli oświecenie i pełnie magicznej mocy. Dzięki niej stał się tak lekki, że był w stanie swobodnie zeskakiwać z gór do wioski w dole. Poza tym do XVII stulecia malowano świętą Marię w otoczeniu pokrzyw, co pokazuje dość dobitnie wybitne znaczenie tej rośliny i jeszcze większy szacunek, jakim ją darzono.

Pokrzywa zwyczajna (łac. Urtica dioica)
rodzina:
Pokrzywowate - Urticae
inne nazwy: pokrzywa wielka, pokrzywa dupienna, żyruna, żyżka, parzawica, żyrucha, koprucha, koprycha

Pokrzywy to jednoroczne rośliny zielne lub byliny, do których zaliczyć można około 100 gatunków rozproszonych na całej kuli ziemskiej. Wiele z tych gatunków zostało później rozpoznanych jako synonimy typowej przedstawicielki rodziny pokrzywowatych, bohaterki niniejszej notki - pokrzywy zwyczajnej. Występuje w Europie, Afryce, Ameryce Północnej i Azji. Na całym świecie można spotkać różne jej gatunki, których charakterystycznym elementem są parzące włoski wytwarzające kwas mrówkowy, histaminy, czy toksalbuminy. Ponadto w niektórych rodzajach wykryto także kwas szczawiowy i kwas winowy (m.in. Urtica thumbergiana pochodząca z Azji). Reakcja uczuleniowa skóry po kontakcie z nimi ma różną rozpiętość. Czasami bąble znikają szybko, a skóra nawet się wzmacnia lub robi wrażliwsza, a czasem oparzenie pokrzywą może przejść w stan choroby zwany pokrzywką, która charakteryzuje się zapalnymi zmianami skórnymi w postaci bąbli o zróżnicowanych gabarytach. Z reguły dolegliwości mijają szybko, choć czasami mogą  utrzymać się około 6 tygodni (pokrzywka ostra), a nawet około 2-3 miesięcy (pokrzywka przewlekła). Pokrzywa nie jest rośliną groźną dla zdrowia, choć przy długim stosowaniu może dojść do podrażnień. Zdarzało się, że jeden z gatunków pokrzywy występujący w Nowej Zelandii zwany onagoga (Urtica ferox) zabijał konie, psy, a nawet zabił człowieka. Innym znanym gatunkiem rośliny jest pokrzywa żegawka (Urtica urens), która jest archeofitem występującym pospolicie na całym świecie. Istnieją raporty mówiące, że można ją spotkać w deszczowych lasach amazońskich. Ma podobne właściwości co pokrzywa zwyczajna.

Onagoga, czyli Urtica ferox z Nowej Zelandii

Pokrzywa zwyczajna jest rośliną wieloletnią o czterokanciastej łodydze, dorasta do 1-1,5 metra wysokości. Liście ma duże, podłużnie jajowate, sercowate u nasady, brzegiem grubo ząbkowane, długo zaostrzone, ogonkowe w ułożeniu na pędzie przeciwlegle. Kwiaty są drobne, oliwkowozielone, zwisające w wydłużonych gronach. Okwiat jest pojedynczy, czterodzielny. W kwiecie znajdziemy cztery pręciki i słupek o pędzelkowatym, kosmatym znamieniu. Owocem jest soczewkowaty orzeszek z jednym nasieniem. Pokrzywa jest byliną dwupienną, co oznacza, że pyłki kwiatowe i zalążnia znajdują się na oddzielnych "męskich" i "żeńskich" roślinach. Zapylenie następuje przy udziale wiatru, który przenosi pyłek kwiatowy na gotowe do zapylenia znamię. Nawet kiedy z wietrznymi dniami jest krucho nie przeszkadza to pokrzywie, gdzie w męskich kwiatach napięcie jest na tyle duże, że torebki pyłowe po zetknięciu się z porannymi promieniami słońca wybuchają i rozpylają w powietrzu chmurkę pyłku kwiatowego. Ta "miłosna prawidłowość" przeniosła się na tradycje ludowego wykorzystania pokrzywy jako środka rozniecającego pobudliwość płciową. Występuje w wilgotnych lasach liściastych, olszynach i zaroślach, na polanach śródleśnych, porębach i pastwiskach. Surowcem leczniczym jest liść pokrzywy - Folium Urticae, korzeń - Radix Urticae i ziele - Herba Urticae.

I. Medycyna dawna i ludowa

Dawno temu kiedy praktyki lecznicze wiązały się jeszcze z telepatią i wpływem gwiazd na biosferę, wiele uwagi poświęcano korelacjom roślin z kosmosem, a także symboliką mistyczną. W myśl tych zasad dobierano surowce wedle ich sygnatur energetycznych. Z tych ciekawych czasów wywodzi się koncept mieszaniny dziewięciu ziół, które potrafią wygonić wszelkie robaki i zwalczać najgroźniejsze schorzenia. Później receptura w różnych formach przetrwała w kolejnych epokach, choć skład owej "złotej 9-tki" różnił się w zależności od regionu i tradycji społecznych w nim panujących. Co ciekawe w skład leczniczej mieszanki wchodziły najczęściej rośliny uznawane za chwasty, które ludzie często częstują na swych uprawach środkami chemicznymi lub w lepszym wypadku kosiarką. Na leczniczą zupę składały się zamiennie kompozycje: podbiału, tasznika, dziurawca, przytuliny, mniszka, szczawika, krwawnika, babki, werbeny lub pokrzywy, bylicy, bluszczyku kurdybanka, podagrycznika, skrzypu polnego, stokrotki, gwiazdnicy i innych. "Zielony wojownik" w postaci pokrzywy niemal zawsze był pod ręką i często stawał się głównym składnikiem takowej mieszanki. Zaprzęgając wiedzę z zakresu fitochemii możemy faktycznie zweryfikować dzisiaj aktywność farmakologiczną "mistycznej zupy" i po raz kolejny przyznać naszym przodkom rację. Bowiem analizując skład chemiczny nawet kilku surowców z powyższych list odkryjemy, że każda z osobna posiada znaczące właściwości lecznicze: przykładowo kłącze pokrzywy zawiera przeciwnowotworowe lektyny, ziele tasznika - tyraminę, działa pobudzająco i przyśpiesza procesy myślenia, z kolei kąpiel w zielu wrotyczu zawierającym tujon, poskutkuje odrobaczeniem skóry.

W medycynie ludowej stosowano przetwory z pokrzywy jako środki hamujące krwawienia (wkładano nawet liście do nosa), przeciwko świerzbowi, w schorzeniach reumatycznych, artretycznych, nerwobólach. Popularna było jako lek zewnętrzny i wewnętrzny. Chore i obolałe członki biczowano szczytem pędów pokrzywy, obmywano naparem z liści zmiany skórne, a świeży sok z ziela stosowano jako środek ogólnie wzmacniający, pobudzający układ immunologiczny, a także działający moczopędnie, wiatropędnie, czyszczący krew w chorobach wątroby, woreczka żółciowego, puchlinie wodnej, nieregularnym miesiączkowaniu kamicy nerkowej, schorzeniach przewodu moczowego, zaparciach, biegunkach lub nerwicy. Dodatkowo zewnętrznie jako lek przeciwgnilny i przyśpieszający gojenie, na wrzody, liszaje i czyraki. Dawni lekarze XVI i XVII wieku polecali pokrzywę jako surowiec przeciwwzdęciowy, zwiększający pobudliwość płciową, leczący wrzody, rany, śledzionę, a nawet raka. Popularna pokrzywa była również na choroby reumatoidalne oraz w zaburzeniach miesiączkowania - zarówno jako środek pobudzający proces krwawienia, jak i zapobiegający nadmiernej stracie krwi miesiączkowej.

Tradycyjni zielarze i zielarki, jak i później lekarze zalecali pokrzywę jako doskonały środek remineralizujący (mangan, żelazo, magnez, potas, krzem, wapń), odżywczy i tonizujący organizm. Kiedy nadchodziła wiosna należało zbierać młode liście i dodawać do sałatek, herbatek, zup i w ten sposób ostatecznie obudzić soki organiczne, zwiększyć chęć do życia i wyjść z zimowego snu. Odpowiednie użycie pokrzywy w okresie wiosennym i późniejszym zapewniało zdrowie, elastyczność, witalność już do końca roku. Ważne w zastosowaniu były również nasiona pokrzywy. Warzone z winem pito przy zatruciu grzybami, rtęcią, ukąszeniach owadów i zatruciach szalejem. Podagrę leczono za pomocą maści z sadła niedźwiedziego utartego z liśćmi i nasionami. Semen Urticae rozniecał też żar miłości. Grecki lekarz Dioskurydes mówił: "nasiona pokrzywy pite z winem pobudzają żądze do nieczystości i otwierają zablokowaną macicę". Nasiona przez tradycjonalistów uważane są za skuteczny środek wzmacniający cielesną kondycję i pobudzający narządy płciowe. Możemy je zbierać jesienią i przechowywać w słoiku. Nasiona pokrzywy wzmacniają ciało i umysł, a u karmiących matek wspomagają czynności wydzielnicze gruczołu mlekowego. Zdaniem niektórych naukowców i zielarzy Semen Urticae, jako środek wzmacniający, dorównuje nawet importowanemu i drogiemu żeń-szeniowi (Panax ginseng).

II. Właściwości lecznicze

Oficjalnymi surowcami leczniczymi są ziele i korzeń z kłączami pokrzywy - Herba et Rhizoma cum radicibus Urticae. Ziele możemy ścinać jeszcze w trakcie rozkwitania pod koniec kwietnia i w maju. Młode ziele ma więcej wartości odżywczych. Poza tym od czerwca do września zbieramy surowiec w postaci liści, a także kwiaty i owoce pokrzywy, które zawierają sporo fitosteroli. Zebrane surowce suszymy szybko, cienkimi warstwami w temperaturze do 40 stopni C. Długie suszenie zubaża surowiec z witamin. Korzeń wraz z kłączem pozyskujemy późną jesienią, wczesną wiosną lub zimą, przy czym w zimę ma on najwięcej substancji czynnych. Po zbiorze należy je szybko umyć i wysuszyć w temperaturze do 50 stopni C. Substancje czynne zawarte w zielu i liściu pokrzywy sprawią, że przetwory sporządzone z tych surowców zadziałają: moczopędnie, saluretycznie, przeciwkrwotocznie, pobudzą krążenie krwi (działanie rozgrzewające), odżywczo, hipoglikemicznie (obniżają poziom glukozy we krwi), przeciwmiażdżycowo, odtruwająco, przeciwkamiczo (utrudniają tworzenie kamieni moczowych), regulują przemianę materii, pobudzą procesy odnowy (regeneracji) tkanek, krwiotwórczo (zwiększą poziom krwinek czerwonych i hemoglobiny we krwi). Ponadto pokrzywa hamuje stany zapalne w układzie moczowym i przewodzie pokarmowym. Jako środek czyszczący krew hamuje resorpcję zwrotną i wyraźnie eliminuje chlorki, mocznik i szkodliwe produkty przemiany materii. Dzięki temu poprawia się stan zdrowotny osób cierpiących na choroby o podłożu reumatycznym. Herbata z ziela lub liści pomoże przy egzemie, pryszczach i problemach ze skórą, a także chorobach śledziony, chorobach autoimmunologicznych (alergie - katar sienny), anemii, problemach z porostem włosów. Ponadto odkryto, że substancje zawarte w korzeniu i liściach pokrzywy pobudzają wytwarzanie interferonu i antygenów wirusowych, czyli substancji zapewniających prawidłowe funkcjonowanie sytemu odpornościowego. Uzyskamy tu więc działanie immunostymulujące, co może być pomocne we wspomagającej kuracji antynowotworowej. Preparaty z ziela i liści zastosowane zewnętrznie wykazują wyraźne działanie przeciwłojotokowe, przeciwłupieżowe, przeciwtrądzikowe, wzmacniające cebulki włosów, odżywcze dla skóry, poza tym leczą wypryski, trądzik, łojotokowe zapalenie skóry, poprawiają ukrwienie i koloryt skóry. Jako środek na porost włosów najlepszy jest wywar, macerat lub intrakt z korzenia pokrzywy, który wzmacnia wygląd i cebulki włosów i jest w stanie zatrzymać łysienie androgenne, a także zapewnić pomoc w psychosomatycznej utracie włosów na tle nerwowym i stresogennym.

Równie cennym, jeśli nie cenniejszym, surowcem jest korzeń z kłączami pokrzywy. Wodno-alkoholowe wyciągi z surowca obniżają stężenie SHBG (przenośnikowego wiążącego białka), czyli globuliny wiążącej hormony płciowe: androgeny i estrogeny. Hamują też aromatazę i słabo obniżają aktywność 5-alfa-reduktazy (enzym rozkładający testosteron do 5-alfa-dihydroksytestosteronu). Aromataza jest kluczowym enzymem biosyntezy hormonów sterydowych, pozwalających na konwersję androgenów: testosteronu, androstedionu w estron i 17-B-estradiol. Wyciągi z korzenia i kłączy zawierają inhibitory elastazy leukocytowej, cyklooksygenazy i 5-lipooksygenazy przez co działają przeciwzapalnie i pozwalają utrzymać homeostazę organizmu na prawidłowym poziomie. Dzięki tym właściwościom macerat lub wyciąg podany doustnie pomoże w astmie i alergicznym nieżycie nosa. Surowiec stymuluje limfocyty T (białe krwinki, które przechowują pamięć o wszystkich przebytych przez nas infekcjach, bez nich system odpornościowy staje się bezbronny - wirus HIV atakuje właśnie limfocyty T), dzięki czemu podnosi odporność organizmu. Ponadto podziemne części pokrzywy zwiększają diurezę i wytwarzanie potu, zmniejszają ból, obrzęk i stan zapalny gruczołu krokowego oraz regulują procesy przemiany materii, obniżają poziom glukozy, lipidów i cholesterolu we krwi, a także poprawiają krążenie krwi wraz z samopoczuciem psychicznym. Preparaty z korzenia i kłącza będą pomocne w leczeniu chorób reumatycznych i dermatologicznych ze względu na ich działanie przeciwzapalne, odtruwające i regenerujące. Wyciągi przyśpieszą gojenie ran, naskórnikowanie i ziarninowanie skóry, czyli regenerację tkanki łącznej i nabłonkowej. Dodatkowo wyciąg użyć można przy suchym kaszlu, oczyszczaniu nabłonka oddechowego i wspomagająco przy oczyszczaniu zatok bocznych nosa. Jeśli chodzi o przeciwnowotworowe lektyny, to najlepiej zrobić macerat ze świeżych kłączy. Kiedyś kłącza zalewano gorącym winem przy puchlinie wodnej, zatrzymaniu moczu, czy skłonności do zakażeń przewodu moczowego.

O leczniczych właściwościach pokrzywy z Dr Jamesem Duke'em
Od wieków społeczności na całym świecie stosowały pokrzywę na nosowe i oddechowe dolegliwości: kaszel, cieknący katar, nieżyt górnych dróg oddechowych, astmę, krztusiec, czy gruźlicę. Znany propagator ziół dr Andrew Weil, profesor University of Arizona College of Medicine w Tuscon przyznał, że nie widział niczego tak spektakularnego, jak wyleczenie kataru siennego liofilizowanymi liśćmi pokrzywy. Pokrzywa zawiera znaczną ilość minerału, który może zwiększyć dwukrotnie poziom estrogenu, który testowany w kilku badaniach miał wpływ na polepszenie pamięci krótkotrwałej i poprawy nastroju u osób cierpiących na chorobę Alzheimera. Badacze podawali codziennie 67 mężczyznom w wieku około 60 lat, cierpiących na łagodny przerost gruczołu krokowego, kilka łyżeczek wyciągu z pokrzywy. Stwierdzono, że zioło to znacząco obniżyło potrzebę wielokrotnego oddawania moczu w ciągu nocy. Niemieccy fitoterapeuci rekomendują od dwóch do trzech łyżeczek wyciągu dziennie, aby złagodzić objawy przerostu gruczołu krokowego. Pokrzywa jest też sprawdzonym remedium na rwę kulszową. W tym celu zrywamy świeże łodygi i okładamy bolesne miejsce. Mimo, że pieczenie jest dotkliwe, to wchodzi w skład procesu leczniczego. Parzenie wywołuje dezorientację układu nerwowego przez co podstawowy ból jest mniej dotkliwy, a poza tym substancje zawarte we włoskach wydają się uwalniać w organizmie naturalne czynniki przeciwzapalne. Podobną praktykę (okładania) można zastosować przy stwardnieniu rozsianym. Niektórzy pacjenci ze zdiagnozowanym SR odczuwali poprawę po użądleniu pszczoły. Efekt wywołany pokrzywą jest podobny, a na pewno lepiej użyć właśnie rośliny niż dawać się kąsać owadom. Rosyjskie badania wykazują, że oprócz znacznej ilości magnezu, napar z pokrzywy ma właściwości bakteriobójcze. Zawierające tę roślinę płyny do płukania ust i pasty do zębów likwidują kamień nazębny i zapalenie dziąseł. Pokrzywę stosować możemy, aby przeciwdziałać zespołowi napięcia przedmiesiączkowego. Kiedy działanie wątroby jest osłabione, metabolizuje ona estrogen zbyt powoli i przez to wpływa na utrzymanie jego wysokiego stężenia we krwi, co prowadzi do napięcia. Ponadto pokrzywa redukuje obrzęk i bóle piersi zatem warto podawać kobietom źle znoszącym ZNP napar z pokrzywy i równej części łopianu (Arctium).

III. Przygotowanie surowców

Z pokrzywy przyrządzić możemy wielopostaciowe leki ziołowe. Osobiście jestem smakoszem pokrzywy i chętnie dodaje ją do jedzenia, a także przyrządzam lekarstwa. Nie będę jednak zbyt oryginalny w tym miejscu i głos oddam wybitnemu specjaliście Dr Henrykowi Różańskiemu, który doskonale wyszczególnił co i jak możemy z pokrzywy zrobić:
Sok z pokrzywy stabilizowany alkoholem - Succus Urticae: 5-10 ml 2-3 razy dziennie w 100 ml wody lub na miodzie. Po rozcieńczeniu z wodą (1 łyżka na pół szklanki wody przegotowanej) do przemywania twarzy, okładów na schorzałe miejsca. W stanie nierozcieńczonym do wcierania w skórę owłosioną dla wzmocnienia cebulek włosowych. Stosować doustnie 2 tygodnie. Między kuracjami dwutygodniowymi robić przerwy 1-3-tygodniowe. Nie stosować częściej niż 2 razy na kwartał.
Sok z pokrzywy świeżySuccus recens – doustnie 1 łyżka 1-2 razy dziennie. Zewnętrznie do wcierania we włosy po umyciu i do przemywania skóry (twarzy, szyi) oraz do okładów na rany, wypryski, owrzodzenia, zmiany łuszczycowe, trądzik, nadżerki itd. Stosować doustnie 2 tygodnie. Między kuracjami dwutygodniowymi robić przerwy 1-3-tygodniowe. Nie stosować częściej niż 2 razy na kwartał.
Macerat pokrzywowyMaceratio Urticae: 1 szklankę korzenia lub ziela świeżego i zmielonego zalać 3 szklankami wody przegotowanej chłodnej, odstawić na 6-8 godzin, przecedzić. Przechowywać w lodówce. Zażywać 3 razy dziennie po 1 łyżce. Stosować 1 tydzień. Między kuracjami 1-tygodniowymi robić przerwy 1-3-tygodniowe. Nie stosować częściej niż 3 razy na kwartał. Zewnętrznie używać jak sok z pokrzywy.
Napar pokrzywowyInfusum Urticae: 2 łyżki ziela lub korzenia z kłączami zalać 2 szklankami wrzącej wody, odstawić na 40 minut pod przykryciem, przecedzić. Pić 2-4 razy dziennie po 100-200 ml. Stosować doustnie 2 tygodnie. Między kuracjami dwutygodniowymi robić przerwy 1-3-tygodniowe. Nie stosować częściej niż 3 razy na kwartał. Naparem przepłukiwać można włosy po umyciu w celu ich odżywienia i wzmocnienia. Napar używać również do celów kosmetycznych i dermatologicznych (okłady, przemywanie).
Odwar pokrzywowyDecoctum Urticae: 2 łyżki korzeni z kłączami lub ziela zalać 2 szklankami wody, gotować 5 minut. Odstawić na 30 minut, przecedzić. Odwar zawiera więcej soli mineralnych (krzemionki) i fitosteroli niż napar. Pić 2-4 razy dziennie po 100-200 ml. Stosować doustnie 2 tygodnie. Między kuracjami dwutygodniowymi robić przerwy 1-3-tygodniowe. Nie stosować częściej niż 3 razy na kwartał. Zewnętrznie można używać jak napar.
Intrakt pokrzywowyIntractum Urticae: 100 g świeżego zmielonego ziela lub 100 g świeżych zmielonych kłączy z korzeniami pokrzywy zalać 500 ml gorącego wina lub alkoholu 40%. Odstawić na 14 dni, po czym przefiltrować. Zażywać 2 razy dziennie po 10 ml (na winie po 15 ml). Stosować nie dłużej jak 7 dni. Kuracje powtarzać co 3 tygodnie. Nie stosować częściej niż 2 razy na kwartał.
Ziołomiód pokrzywowyHerba-Mel Urticae: na każdą 1 łyżeczkę posiekanego świeżego ziela (liści) lub korzenia dać 1 łyżeczkę gliceryny, 1 łyżeczki propolisu i 1 łyżkę miodu naturalnego, wymieszać. Zażywać 2-3 razy dziennie po 1 łyżce. Stosować do leczenia i profilaktyki przerostu gruczołu krokowego, osłabienia odporności oraz do fitoterapii stanów zapalnych i infekcji układu oddechowego. Ponadto jako środek wzmacniający fizycznie i psychicznie, przeciwmiażdżycowy i przeciwzawałowy. Zażywać przez 2-3 tygodnie. Stosować 2 razy na kwartał. Ziołomiód można także sporządzić mieszając sok z pokrzywy z miodem lub intrakt z pokrzywy z miodem i propolisem w podobnej proporcji. Podobnie też zażywać.
Olej pokrzywowyOleum Urticae: 1 część świeżej lub suchej pokrzywy (ziele) zalać 3 częściami ciepłego oleju winogronowego, makowego lub oliwy z pierwszego tłoczenia, odstawić na 2 tygodnie. Przecedzić. Stosować do wcierania w chorą skórę, do okładów na zmiany łuszczycowe, suche wypryski. Ponadto do kąpieli olejowych włosów po zniszczeniu ich zabiegami fryzjerskimi (we włosy wcierać olej, trzymać 6-8 godzin, po czym zmyć w dobrym szamponie). Takie kąpiele olejowe wskazane są także do leczenia suchego łupieżu. Olej pokrzywowy może zastąpić mleczka kosmetyczne i kremy, posiada bowiem właściwości natłuszczające, odżywcze, przeciwzapalne, oczyszczające i regenerujące. Zażywany doustnie staje się źródłem fitosteroli, chlorofilu i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A, E, K, F). Wskazany w leczeniu hiperandrogenizmu, miażdżycy, przerostu gruczołu krokowego, zaparć oraz zaburzeń w wydzielaniu żółci.
Woda octowo-pokrzywowaAqua aceto-urticae: świeże ziele pokrzywy posiekać i zalać octem spożywczym lub winnym w proporcji 1:3 (1 część ziela na 3 części octu). Odstawić na 7 dni, przefiltrować. Ze świeżego lub suchego ziela pokrzywy przygotować odwar (2 łyżki rozdrobnionego surowca na 2 szklanki wody, gotować 5 minut). Odwar pokrzywowy wymieszać z octem pokrzywowym w proporcji 1:1 (np. 100 ml na 100 ml). Wcierać w umyte włosy. Po 1 godzinie spłukać wodą czystą. Można również umyte włosy płukać w wodzie octowo-pokrzywowej: 100 ml na 1 l wody. Wskazania: łupież, wypadanie włosów, łamliwość włosów, brak puszystości i połysku włosów. Woda octowo pokrzywowa jest również dobrym środkiem do przemywania skóry trądzikowej, łojotokowej, z wągrami, rozszerzonymi porami, zwiotczałej i zatrutej kosmetykami syntetycznymi.
Pulvis Urticae: wysuszone ziele, same liście lub kłącza z korzeniami zmielić na drobny proszek. Zażywać 2-3 razy dziennie po 1/2 łyżeczki. Można wymieszać z miodem (na każde pół łyżeczki proszku dać 1 łyżeczkę wina lub gliceryny lub wódki oraz łyżke miodu, wymieszać. Zażywać 2-3 razy dziennie po 1 łyżce przez 2-3 tygodnie. Kuracje takie powtarzać 1-2 razy w ciągu kwartału.

Przygotowana przeze mnie odżywka do włosów z korzenia i kłączy pokrzywy

Od  siebie dodam, że z korzenia i kłączy możemy sporządzić doskonałą odżywkę do włosów w postaci maceratu lub wywaru. W tym celu rozdrabniamy surowiec i robimy stężony wywar nawet w stosunku 3:1 lub 2:1, gotujemy przez 10 minut i odstawiamy na 2-3 godziny, a następnie polewamy sobie po umyciu włosów głowę i wcieramy w skórę. Macerat robimy podobnie z tymże zalewamy surowiec przegotowaną, chłodną wodą i odstawiamy na 2-3 dni. Używamy tak samo.

IV. Biochemia

W zielu znajdują się kwasy organiczne (m.in. glikolowy, szczawiowy, jabłkowy, bursztynowy, kawowy, chinowy i glicerowy), witaminy C (0,1-0,6%), K, B2 i kwas pantotenowy, flawonoidy 2% (kemferol, kwercytyna, izoramnetyna), chlorofile A i B (do 0,75%), związki aminowe (m.in. histamina, serotonina, tryptamina, acetylocholina), fitosterole (jak Beta-sytosterol), skopoletyna, kumaryna, garbniki.


 Histamina, 2-(1H-imidazol-4-yl)-etyloamina
wzór sumaryczny: C5H9N3
masa molowa: 111,145 g/mol 

Kłącza z korzeniami zawierają triterpeny (kwas oleanolowy, kwas ursolowy), lecytynę, garbniki, ceramidy, monoterpendiole, substancje woskowe i śluzowe, krzemionkę przyswajalną, lignany, sole mineralne, steroidy: B-sitosterol (0,03-0,06%), B-sitosterol-3-O-glucoside (0,03-0,5%), kampesterol, polisacharydy: arabinogalaktany, glukogalakturoniany, glukan.

V. Wyprawa po korzeń pokrzywy

Wesoły zespół Botanicznej Galaktyki sporządził drugi materiał wideo, tym razem z pozyskania korzenia pokrzywy zimą. Prosimy wybaczyć niedociągnięcia, ale robienie tych filmów to dla nas nowość i cały czas obywamy się jeszcze z technologią. Do materiału wkradło się kilka niedociągnięć, ale wszystko było improwizowane więc i tak nie wyszło źle. Chcieliśmy zrobić filmik z dużą dozą luzu i dystansu więc z tym właśnie podejściem zalecam jego oglądanie. Będziemy cały czas ulepszać nasz warsztat i sukcesywnie z biegiem czasu stwarzać coraz lepsze materiały filmowe.

Wyprawa po korzeń pokrzywy cz.1

Wyprawa po korzeń pokrzywy cz.2
 

piśmiennictwo: Dr Henryk Różański "Pokrzywa - Urtica w fitoterapii", Dr James Duke "Zielona apteka", Maria Polakowska "Leśne rośliny zielarskie", Dr Wolf-Dieter Storl "Zioła lecznicze i magiczne"

środa, 29 września 2010

Amanita muscaria - eliksir nieśmiertelności cz.2

W pierwszej części pisałem trochę o mitycznej stronie muchomora czerwonego. Natomiast w tej notce skupimy się na szczegółach technicznych Amanity włącznie z opisem przyrządzania go według metod współczesnych oraz szamańskich. Rdzenni mieszkańcy Syberii uważali muchomora za bezpośredniego łącznika z Bogiem. Możemy też natknąć się na ciekawą analogię utożsamiającą muscarię ze Świętym Graalem, gdzie czerwony kapelusz miał symbolizować kielich, z którego Chrystus "pił" podczas ostatniej wieczerzy. W sumie niezależnie od stopnia prawdziwości tej informacji nie miałbym nic przeciwko gdyby choć w jakiejś części muchomor wiązał się z Chrystusem jako symbolem grupy istot oświeconych. Zwłaszcza, że Amanita ma dużo wspólnego z nirvaną, czy stanem oświecenia. Jakiś czas temu natknąłem się w serwisie YouTube na wideo-relacje z przyjęcia muchomora przez pewnego młodzieńca, który twierdził, że doświadczył potężnej iluminacji - wszedł w stan nirvany aktywując swoje ciało świetliste. Poza tym opisał efekt totalnego uziemienia w Teraz, połączenia z naturą. Jego raport z polskimi napisami można obejrzeć tutaj. W każdym razie doświadczenie, które opisuje generalnie zgadza się ze standardowym opisem działania grzyba w przypadku jego prawidłowej konsumpcji. 

Zbiór i przygotowanie
Muchomory przez szamanów spożywane były nawet na surowo, gdyż ich zażyłość ze świętymi grzybami była tak duża, że toksyczny składnik zwyczajnie im nie szkodził. Najczęściej jednak używano surowca wysuszonego na słońcu lub nad ogniskiem. Zbiór również rządził się specyficznymi prawami i odbywał się z reguły w lipcu i sierpniu, wtedy według wierzeń koncentracja składników czynnych była najbardziej odpowiednia. Jednym z takich praw lub raczej zasad zbioru było przekonanie, że muchomory najlepiej zbierać zawsze z tego samego miejsca i spożywać je w miejscu gdzie zostały zebrane. Metod suszenia było kilka. Niekiedy okazy rozwieszano na sznurkach, a inne umieszczano na ziemi do samoistnego wyschnięcia (ponoć w tym przypadku nabierały szczególnej mocy) oraz suszono nad ogniskiem. Wysoka temperatura miała przetransformować niestały i szkodliwy kwas ibotenowy w pożądany składnik psychoaktywny. Konsumpcja muchomora także rozgałęzia się na kilka rodzajów i różni się w zależności od tradycji plemiennej. Przeciętną dawką były trzy kapelusze - jeden duży i dwa mniejsze, ale często ilość ta wzrastała kilkukrotnie jeśli ceremonia była ukierunkowana na konkretny cel. W dzisiejszych czasach amatorzy mocnych, psychodelicznych wrażeń zbierają muchomory i suszą zazwyczaj w piekarniku w temperaturze 90 stopni przez kilka godzin. Osobiście jako tradycjonalista polecałbym rytualną metodę, to znaczy po zebraniu grzyba oberwać od nich trzonki, rozpalić w środku lasu ognisko i wysuszyć nasze okazy. W tym celu z okolicznych gałęzi możemy zrobić prowizoryczne półeczki, na które w odpowiedniej odległości od ogniska kładziemy kapelusze i radujemy oko. Taka preparacja jest bowiem fascynującym przeżyciem, przynajmniej dla mnie. Nawet kiedy nie mam zamiaru spożyć muchomora sam fakt, że uczestniczę w czymś na wzór plemiennego rytu, daje satysfakcję i dreszczyk emocji. 

Biochemia
Początkowo uważano, że głównym komponentem chemicznym odpowiedzialnym za specyficzne działanie muchomora jest muskaryna, ale później okazało się, że występuje ona w zbyt małych ilościach (0,0002-0,0003%), aby wywołać jakiś efekt. Zatem szukano dalej i w końcu odkryto, że boską molekułą jest muscymol - efekt dekarboksylacji kwasu ibotenowego. To właśnie kw. ibotenowy jest toksyczny i może wywołać zatrucie pokarmowe, któremu towarzyszy biegunka, wymioty, dreszcze, czy bóle brzucha. Jego zawartość szacuje się na 0,03-1% w świeżej masie grzyba. Jest jednak nietrwały i pod wpływem wysokiej temperatury przechodzi w panterynę (muscymol). Dlatego staranne wysuszenie grzyba powinno znacznie zredukować ryzyko nieprzyjemnych objawów. Oprócz wyżej wymienionych w śladowych ilościach w muchomorze występuje pochodna izoksazolu - muskazon.
Muscymol, 5-(aminometylo)-3-izoksazolol
wzór sumaryczny: C4H6N2O
masa molowa: 114,10 g/mol

Muscymol w ujęciu farmakologicznym powoduje hipnagogiczne halucynacje, które mogą przypominać świadome śnienie. Panteryna jest selektywnym agonistą receptora GABA-A. Po spożyciu występują stany euforii, błogości i spokoju. Ponadto wykazuje działanie przeciwbólowe, głęboko relaksujące ciało, co przejawia się wrażeniem snu na jawie lub poczuciem znalezienia się poza ciałem (OoBE). Często występuje  dialog wewnętrzny, możliwość rozwiązania persolnalnych problemów za pomocą takowego dialogu. Z kolei inne raporty donoszą o znacznej redukcji wewnętrznych dialogów (myśli) na rzecz kontemplacyjnego stanu transowego. U niektórych przyjęcie suszonego muchomora zaowocowało zwiększeniem pobudliwości płciowej, a u innych jej redukcji i dystansu do seksualności. Jeśli chodzi o zdolność logicznego myślenia i klarowności to najczęściej zostaje ona zachowana, a nawet zwiększona. Raporty mówią o wyostrzeniu zmysłów i błyskotliwych myślach. Inaczej sprawa ma się z koncentracją, na tym polu mogą występować problemy ze skupieniem. Również interakcja z innymi ludźmi może być trudna w odbiorze dla obu stron np. częste zmiany tematu, "konwersacyjny abstrakcjonizm". Na poziomie fizjologicznym mogą wystąpić uczucia senności, spokoju lub ekscytacji połączonej ze znaczącym przypływem energii oraz utrata równowagi, powiększone źrenice, szkliste spojrzenie, ściekająca wydzielina z nosa, czy zmiany w postrzeganiu ciała. Wszystkim powyższym efektom mogą towarzyszyć problemy żołądkowe objawiające się nudnościami i nieprzyjemnym mrowieniem. Oprócz tego dochodzą drżenia mięśni zwiększona perspiracja skóry (pocenie się) i przy dużych dawkach delirium. Wiele osób opisuje trzy fazy działania muchomora: 1) nudności i inne cielesne objawy; 2) stan transowy, senny; 3) dominują psychodeliczne efekty.

 Kwas ibotenowy
wzór sumaryczny: C5H6N2O4
  masa molowa: 158,12 g/mol

Warto wspomnieć, że chemiczny potencjał, a co za tym idzie efekty cielesne i psychiczne muchomora mogą znacznie różnić się w zależności od czasu, miejsca zbioru i odmian. Ponadto organizm każdego człowieka będzie reagował indywidualnie na aktywne składniki zawarte w muscarii i działanie grzyba może być skrajnie różne w zależności od psychologicznego indywidualizmu. Jeśli chodzi o dawkowanie muchomora, to sprawa przedstawia się następująco: wszystkie partie muchomora wywierają działanie, ale używamy tylko kapeluszy. Niektórzy nawet palą skórkę lub dobrze wysuszone kapelusze, wówczas efekt jest o wiele słabszy. Spalenie w fajce jednego małego kapelusza wywołuje lekki błogostan i relaks.  Przy tym sposobie przyjęcia surowca zalecane jest wymieszanie skórki z małą ilością konopii indyjskich, dzięki czemu uzyskamy niezwykle ciekawą pod kątem działania etnobotaniczną mieszankę. Najbardziej wyraźne działanie pojawia się przy oralnym przyjęciu surowca. Podany schemat dawek dotyczy dobrze wysuszonych kapeluszy. Efekty po oralnym przyjęciu Amanita muscaria: lekki - 1-5g (1 średni kapelusz), średni - 5-10g (1-3 średnie kapelusze), mocny - 10-30g (2-6 średnich kapeluszy). Efekty zaczynają być odczuwalne w przeciągu 30-120 minut od przyjęcia. Całkowity czasowy zakres działania muchomora oscyluje w granicach 5-10 godzin, choć zależy to od dawki. Przyjęcie świeżego niewysuszonego surowca nasili efekty cielesne i drastycznie zwiększy ryzyko zatrucia pokarmowego. Wiele zależy też od indywidualnych możliwości organizmu do dekarboksylacji kwasu ibotenowego w muscymol. Przyjęty oralnie kwas ibotenowy aktywny jest w ilości 50-100 mg, natomiast w przypadku muscymolu wystarczy już 10-15 mg. 

Uro-bieni moczem
Główny aktywny składnik muchomora czerwonego - muscymol nie jest metabolizowany przez organizm człowieka i w niezmienionej formie wydala się go z moczem. Dzięki tym właściwościom wśród syberyjskich plemion wykształcił się obyczaj picia moczu osoby odurzonej muchomorem, gdyż w ten sposób można było cieszyć się efektami działania grzyba wielokrotnie. O tym jak cenne były muchomory niech posłuży przykład handlu wymiennego między plemionami. Za sztukę muscarii czasami oddawano nawet 2-3 renifery! Bogatsi członkowie społeczności mogli więc pozwolić sobie na zbieranie sporych zapasów, a ich biedniejsi koledzy byli rzecz jasna faktem deficytu i ceną świętego grzyba niepocieszeni. Sytuacje podbramkowe zmuszają do wytężonego wysiłku umysłowego. Poza tym rdzenne kultury miały znacznie bardziej rozwinięty zmysł wnikliwej obserwacji. Doprowadziło to do zabawnej historii odkrycia specyficznych właściwości muscymolu.
Renifery to zwierzęta, które z upodobaniem piją ludzki mocz. Nasączając śnieg uryną można było łatwo przywołać renifera z pobliskiego pastwiska. Wszystko zaczęło się prawdopodobnie kiedy jakiś uważny obserwator dostrzegł, że renifer pijący mocz członka plemienia odurzonego grzybem, padł na ziemię w stanie delirycznym, po czym zapadł w głęboki sen. To podsunęło myśl, że skoro zwierzę zachowuje się podobnie, jak człowiek przyjmujący pewną dawkę grzyba, oznacza to, że w ludzkim moczu zostaje "magia" muchomora. Metodą plemiennego empiryzmu szybko potwierdzono te słuszne domysły. W ten oto sposób narodził się zwyczaj rytualnego picia moczu. Zdarzało się, że członkowie plemienia wyruszając w dalekie wędrówki zabierali ze sobą dawkę "zaczarowanego" moczu. 

Uzdrawiająca moc muchomora
Istnieją liczne nawiązania szamanizmu syberyjskiego do południowoamerykańskich sztuk uzdrowicielskich. Szamani obu tych magicznych odłamów pierwotnej ścieżki mocy wprowadzają się w trans za pomocą narzędzi zewnętrznych w postaci instrumentów (bębenek) lub pęku liści. Szamanizm syberyjski posiadał swoje święte pieśni - icaros, które mogły zostać przetransformowane z rzeczywistości duchowej do fizyczności, a trans i muzyka w plemiennych rytach odgrywały bardzo ważną rolę. Rytuały z wykorzystaniem muchomorów miały uzdrawiające właściwości, co jest relatywne do ceremonii przeprowadzanych w amazońskich lasach deszczowych. Jedną z flagowych historii opisujących leczniczą moc muscarii można znaleźć w relacji polskiego zesłańca Józefa  Kopcia, który w 1796 roku przebywał na Kamczatce. Mężczyzna zanotował w swoim pamiętniku, że kiedy poważnie zachorował odwiedził go prawosławny duchowny, którego zesłaniec nazwał "Ewangelistą" i zaproponował mu lekarstwo właśnie w postaci muchomorów. Po zjedzeniu większej dawki Józef Kopeć poczuł jak dopada go senność. Następnie pogrążył się w wizyjnym śnie, podczas którego podróżował po innych światach. Wydawało mu się, że został skierowany z powrotem na Ziemię i poczuł potrzebę spowiedzi przed obliczem duchownego. Obudził się i poprosił księdza o spełnienie jego prośby, z czego ten bardzo się ucieszył. Po spowiedzi znów zapadł w głęboki sen trwający 24 godziny - "Jest trudne, niemal niemożliwe opisać wizje jakie miałem podczas tego snu, poza tym są inne przyczyny które zniechęcają mnie do takiego opisu. To co zauważyłem w tych wizjach i przez co przeszłem, to rzeczy których nigdy nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Mogę jedynie wspomnieć, że od czasu moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa, wszystko dokładnie sobie przypomniałem począwszy od wieku pięciu czy sześciu lat. Wszystkie rzeczy i ludzi których wówczas znałem i z którymi wchodziłem w związki, wszystkie moje zabawy, zajęcia, czynności jedne następujące po drugich, dzień po dniu, rok po roku, jednym słowem miałem przed oczami obraz całej mojej przeszłości. Jeżeli chodzi o przyszłość różne obrazy przemykały jeden za drugim, nie absorbując więcej uwagi niż zwykłe sny. Mógłbym jedynie dodać. że jakby zainspirowany magnetyzmem dostrzegłem, że mój ewangelista trochę zbłądził i ostrzegłem go przed pogłębianiem jego błędów. Zauważyłem, że przyjął te ostrzeżenia niemal jak głos Objawienia". Historia ta pokazuje, że poprzez transpersonalną retrospekcje i wizje można przemodelować, być może, toksyczne wzorce osobowe, a tym samym często źródło choroby.

Powyższy filmik pokazuje jednego ze współczesnych szamanów wykorzystującego w swojej praktyce muchomory. Ten pan nie przejmuje się potencjalną toksycznością kwasu ibotenowego i konsumuje muchomory jedynie na surowo i jak twierdzi właśnie takie spożywanie zapewnia najlepszą, spirytualną jakość surowca. Poza tym podobnie jak prastare plemiona twierdzi, że Bóg i muchomor czerwony jest tym samym (to jego fizyczna manifestacja na Ziemi). Akurat na filmiku wyżej szaman spożywa na surowo kapelusz muchomora sromotnikowego (Amanita phalloides). Dlaczego ten śmiertelny grzyb go nie zabił ? Przede wszystkim to szaman pracujący z muchomorami - nie jest więc amatorem psychodelicznych podróży, którego sromotnik faktycznie mógłby zabić. Kiedy szaman pracuje z jakąś rośliną, tworzy z nią specyficzną więź. Więź ta dotyczy szczególnie surowców, które zmieniają percepcję człowieka, gdyż pozwalają na spoglądanie w iluzję fizyczności z innej perspektywy, co zawsze wiąże się z pozyskaniem lekcji. Podejrzewam, że bohater filmu umocnił swoją więź z muchomorami na tyle, że jego ciało dezaktywuje fallotoksyny i amatotoksyny znajdujące się w A. phalloides. 

Eksperyment: 
Badanie Psychofarmakologii Muchomora Czerwonego
Wraz z moim znajomym, który jest lekarzem, specjalistą od natury ludzkiej świadomości, wpadliśmy na pomysł przeprowadzenia eksperymentu z muchomorem czerwonym. Jego celem będzie naukowe zbadanie psychofarmakologii Amanity muscarii i jej potencjału leczniczego. Być może uda się go nawet zastosować w psychiatrii i leczeniu zaburzeń psychotycznych. W każdym razie  zagraniczna dokumentacja  naukowa na temat muchomora jest dość bogata, ale bardzo rozbieżna. Można z niej wysnuć jednak wniosek, posiłkując się przesłaniami ludowymi, że nasz czerwony przyjaciel w odpowiednich warunkach może być potężnym narzędziem w badaniu świadomości i interakcji z wymiarami niefizycznymi, co z kolei może mieć poważne implikacje w rzeczywistości fizycznej.
Kapelusze muchomora, czyli materiał badawczy, suszący się przy rytualnym ognisku

Z racji bardzo ubogiej literatury dotyczącej świętego syberyjskiego grzyba dostępnej w języku polskim, planowany eksperyment ma w domyśle poszerzyć merytoryczne studium na temat muchomora. Naszym głównym celem jest klasyfikacja efektów psychomimetycznych jakie obiekt badawczy wywoła w fizjologii organizmu człowieka, włącznie z okresem czasowym działania składników aktywnych na Ośrodkowy Układ Nerwowy, a także Układ Pokarmowy. Badanie uwzględni monitorowanie tętna i poszczególnych etapów psychodelicznej podróży.
Muchomory trzeba dobrze wysuszyć, choć niektórzy wolą je spożywać na surowo

Eksperyment zostanie przeprowadzony w lesie przy uwzględnieniu plemiennych zwyczajów konsumpcji. Surowiec w postaci kapeluszy muchomora czerwonego został zebrany w połowie września. Wysuszyłem go przy ognisku w lesie (co widać na zdjęciach), aby zachować szamańską formułę eksperymentu. Ponadto ognisko i ryt suszenia odbył się w równonoc jesienną, co również ma znaczenie ludowe. Eksperyment poprowadzę ja, natomiast ochotnikiem, który spożyje surowiec będzie mój kolega-lekarz. Rzecz jasna nie będziemy zdradzać jego wizerunku ani nazwiska, gdyż dobrze wiemy jakie jest środowisko lekarskie i w jaki sposób postrzega tego typu badania i ogólnie wiedzę opartą na technikach ludowych-szamańskich.
Piękny kapelusz muscarii. Jego wygląd od tysiącleci przykuwał uwagę plemion

Niestety Polska w porównaniu do innych krajów jest daleko w tyle z badaniami szeroko pojętych psychodelików, gdzie literatura etnobotaniczna takich krajów jak: Niemcy, Hiszpania, czy Stany Zjednoczone jest niezwykle bogata. Z przeprowadzonego eksperymentu sporządzimy szczegółowy dokument naukowy, którym dołożymy swoją cegiełkę do skromnego murku polskiej etnobotanicznej i etnofarmakologicznej bazy danych. Poniżej znajduje się krótki film, który został nakręcony właśnie podczas suszenia kapeluszy muchomora przy ognisku. Mówię w nim kilka zdań na temat syberyjskiego sacrum. Z racji tego, że jest to pierwszy taki materiał, byłem trochę speszony samym faktem filmowania, stąd nie mówię płynnie, ale teraz razem z przyjacielem zamierzamy kręcić więcej materiałów filmowych więc obiecałem sobie lepiej oswoić z kamerą. Zatem warto czasem zajrzeć na Botaniczną Galaktykę, bo planujemy zamieszczać filmy traktujące o ziołolecznictwie, ogólnie biosferze, szamanizmie. Będą to relacje ze zbioru ziół, ich prawidłowego przyrządzania, czy eksperymentów.

AMANITA MUSCARIA - ELIKSIR NIEŚMIERTELNOŚCI